niedziela, 22 stycznia 2017

Czy to co się dzieje w polityce ma wpływ na życie w naszych rodzinach.?

Pytanie zadane w tytule tego wpisu jest pytaniem na ktore nie ma jednej jednoznacznej odpowiedzi.Rożnie się to układa w naszych rodzinach.Ci którzy są beneficjentami " dobrej zmiany" mają poglądy pro rządowe i nie ma się co dziwić. Korzystają,sa młodzi i na razie jeszcze jest mi obojętne ,jak potocza się dalsze losy ich kraju.Maja alternatywę.Jak bedzie żle zabiora swoje manatki i wyjadą.Niestety,my w słusznym wieku już się na taką możliwość nie załapujemy.Co najwyżej,może będziemy się mogli,załapac na jakis DPS gdzieś w naszym kraju.Choć mniemam iż,będzie to raczej trudne.Mamy więc stan jasny.Mamy siedzieć cicho i przytakiwać czy nam się podoba czy nie.Nasze emerytury raczej nie pozwalają nam myśleć a nawet marzyć, iż nasz status moze się jakoś diametralnie zmienić.Pozostaje jednak alternatywa w postaci marzeń o dużej wygranej w którejś z gier liczbowych. Póki co codziennie z pocztą przychodzi kilkanaście wygranych .A to bony pieniężne, a to nagrody rzeczowe: sprzęt rtv,komputerowy,kosze słodyczy.Juz tylko należy kliknąć adres i przesyłka w drodze. Codziennie to kasuję i cały czas mimo klikania w rezygnację to dranstwo jest każdego ranka w mojej poczcie. Na,miły Bog co jeszcze trzeba zrobić aby się tego pozbyc.Przeciez to są zwyczajne działania oszustów.Tylko,czy tego nie mozna jakoś z urzedu zabronic.Przecież wiadomo kto to rozsyła.Ja i wiele starszych ludzi czasami nawet omyłkowo mogliśmy coś tam kliknąć i teraz cały czas mamy się tak męczyć ?Apeluję o pomoc? Dzisiejsze dni,te dwa dni swiąteczne dały mi dużo do myślenia.Nie będę się rozpisywać,ale wiem jedno.Swiat całkiem zwariował .Liczy się ten kto może coś załatwić,ewentualnie rzucić kasą.Tylko materialna korzyść się liczy.Nastąpił całkowity upadek obyczajów.Rodzina jest złem koniecznym.Czy to nasza wina? Chyba tak.Ale to juz temat na zupełnie inne opowiadanie.....Nie myslcie jednak o mnie ot,rozgoryczona starsza pani wylewa swoje żale to jest problem ogolny - znak naszych czasow.Napisała Hala cdn.

środa, 21 grudnia 2016

Wszystkiego na swiecie jest więcej ,tylko radości coraz mniej/Cóż na to poradzić?

Takie pytanie jak w tytule mego postu zadaje sobie na pewno ,nie jedna osoba  na swiecie/Wystarczy bowiem otworzyć jakakolwiek gazetę codzienną, włączyć radio,internet,telewizję i wtedy ukazuje się ogrom nieszcześc ludzkich  dziejących się akurat teraz na świecie.Ostatnio miałam okazję byc przy okazji załatwiania,spraw w TMobile,w Centrum Handlowym Auchan.Kiedyś kiedy przekraczalam prog tej swiątyni dobra wszelakiego,dostawałam wielkiej radosci.Przystawałam przy każdym stoisku i oglądałam dosłownie wszystko.Podziwiałam i zachwycałam się wszystkim.Teraz kiedy zobaczyłam ile jest dobra wszelakiego,jakoś nie mogłam się cieszyc tym widokiem.Jakoś tak dziwnie przed oczy ,nasuwał mi się obraz z ostatniego zdjęcia jakie oglądałam w internecie.Widok z Allepo w Syrii.Biedne dzieci nie żyjace już ułożone na dziwnym stosie.I wtedy pomyślałam nie pierwszy już raz ,że Boga nie ma  ?Bo gdyby byl ,to chyba by nie pozwolił na to ?Być moze moje myśli w tym momencie błądzą i grzeszą ale,ja na to nic nie poradzę.To jest silniejsze odemnie.Wiem,że nic na to moj głos nie poradzi.Ale tak jest że na świecie jest tyle wszelakiego dobra a radości coraz mniej.Cieszyć się i radować jest nam coraz trudniej.Teraz kiedy świat stał się globalna wioską wszystko się bardzo zbliżyło,jest blisko nas.Ja mam sie cieszyć,syta ,mająca dom.Coraz trudniej nam to przychodzi bo świadomosc jakby mamy,silniejszą,bliższą.Lecz jak widać jesteśmy aby cokolwiek zmienić za słabi.Nie radzimy sobie z naszymi sprawami,w naszych rodzinach,państwie,społeczenstwie.Jesteśmy podzieleni,skłóceni.I jak tu zasiąsć za stołem wigilijnym i życzyć sobie wesołych świąt?A,jednak musimy się starać wbrew wszystkiemu i wszystkim.Bo tylko wzajemna empatia i myslenie o tym co dzieje się na świecie pozwoli spojrzeć na wszystko z innej perspektywy i postaramy się o wspólny dobry consensus czego i sobie i Wam serdecznie zyczę.Bądzcie dla siebie dobrzy,dbajcie o siebie nawzajem,życie jest takie krotkie i nie trzeba go sobie skracać nie rozważnymi działaniami.Dużo zdrowia i dużo miłości dla wszystkich.Napisała Hala cdn.

niedziela, 11 grudnia 2016

Grudniowy czas.Czy jednakowo dobry dla wszystkich?

Miesiąc grudzień to miesiąc na który czekamy cały rok. Jest Mikołaj i są Swięta Bozego Narodzenia i Sylwester i Nowy Rok.Cieszymy się wraz z dziecmi na wszystkie spotkania rodzinne w tym miesiącu. Ja jednak ,im jestem starsza,coraz mniej na te swieta się cieszę.Być może dlatego,że zdaję sobie sprawę,iż mogą być one moimi ostatnimi.To całe skomercjalizowanie Swiąt też się do tego przyczyniło.Wszystko przestało być ważne .Każda sprawa nawet ważna jest nie do załatwienia bo słyszymy :proszę przyjść po nowym roku,po świętach.......itp. Teraz mamy kupować prezenty,robić stroiki,choinki. Pani z admin Onetu która do mnie napisała maila poprosiła mnie abym napisała coś do bloga.Bardzo chętnie bym pisała ale ponieważ,mój blog nosi tytuł "mój świat-życie codzienne"mam z tym duży kłopot. Bo świat tak bardzo się zmienił ,ze prawie przestał być moim światem a dzień codzienny stał się bardzo trudny i nie wart nawet napisania kilku zdań.Czarę goryczy przelał wczorajszy dzień 10 grudnia 2016 roku.Który bardzo dobrze zapamiętam.Zapamiętam na pewno z kilku powodów.Nie rozumiem,dlaczego na własnych współmieszkańców,naszej pięknej ojczyzny kieruje się oddziały uzbrojonej po zęby policji.Przecież ta kontrmanifestacja dostała  stosowne zgody  na swoje wystąpienie w tym dniu w tym miejscu. Chcieli zamanifestować ,że nie podoba im się, to co miesięczne- już po raz 80-ty czczenie krzyża na Krakowskim Przedmieściu w takim miejscu.Otoczenie Pałacu Prezydenckiego wymaga powagi,atencji,godnego zachowania.Co bardzo jest trudne,ze względu na charakter przemówień p.J.Kaczyńskiego .Przemowienia te pełne są buty,zlosci i arogancji i nic nie mają wspólnego z powaga jaka nalezy się miejscu  przed Palacem Prezydenckim.Po co panu Kaczyśkiemu to miejsce do przemowień?.Niedaleko jest kosciół .przed którym na placyku można by się modlić za tych co zginęli w Smoleńsku.Nie ,ale to jest za mało prestiżowe wg.pana Kaczynskiego i jego zwolenników miejsce.Ja jednak jako polka nie mogę się z tym zgodzić aby,te burdy i przepychanki działy się w miejscu ktore uważam za ważne dla mnie.To zakłóca mój mir życiowy.Nie życzę sobie aby na Krakowskim Przedmieściu urządzać takie awantury ktore ośmieszają nasz kraj w oczach chocby turystów odwiedzających Warszawę.Ja jestem prostą kobietą i nie umiem się tak elegancko wypowiadac ale, powiem po prostu niech ktoś wreszcie z nimi porozmawia poważnie,i uświadomi im ,ze nie tędy droga.Pani Magdalena Sroda  dobrze napisała o tych wydarzeniach.Także artykuł pana Romana Giertycha dobrze posumowuje ten problem.Ale,co z tego ludzie piszą manifestują a nic się nie zmienia.Ja rozumiem,rzad został legalnie demokratycznie wybrany.Prezydent też.Ale do diabła ,nie są przecież nieomylni.Trochę pokory zamiast buty i dzielenia społeczenstwa by się naprawde wszystkim przydało. Pokazać swoja dobrą wole a nie podpierac się policją.Jeszcze wiele spraw leży mi na sercu ale to juz temat na inne opowiadanie a na razie tyle......napisała Hala cdn.

środa, 9 listopada 2016

Każdy ma swoją szansę.Jak ją wykorzysta?...........

Emocje sięgnęły zenitu.Amerykanie wybierali swojego Prezydenta.Kampania była długa i męcząca.Wybor trudny bo jeszcze,trzeba było wybrać człowieka ale i partię która reprezentował a to już o niebo trudniejsze.Kiedy w roku 1993 i w roku 1994 wydano w Polsce dwie powieści p.Ivany Trump napewno się nie spodziewano ,że opisywany w tych powieściach jej maż ma szanse zostać w przyszłości Prezydentem USA.Wydanie tych zbeletryzowanych powieści czeskiej gimnastyczki Ivany,żony pana Donalda Trumpa przyczyniło się do rozwodu tej pary i długiej walki miedzy nimi.Padały wzajemne oskarżenia ,nie zawsze eleganckie.Ja obydwie powieści przeczytałam i wyłonił mi się w moich myślach niezbyt miły delikatnie mówiac,obraz człowieka bohatera  tych powieści.,ktorego p.Donald Trump miał być pierwowzorem.No, coż ludzie się podobno zmieniaja? Każdemu jednak winniśmy dać druga szansę.Tak myśląc wybor pana Trumpa powinniśmy  przyjąć z szacunkiem i kredytem zaufania do jego osoby.Jak jednak będzie pokaże zycie. Ale,pamiętajmy o jednym iż Prezydent tak ważnego politycznie panstwa,nie jest tylko ich Prezydentem,jest ważną osoba dla każdego nawet najmniejszego panstwa naszego globu. I o tym powinnismy zawsze pamiętać i mieć to na uwadze.To ,że teraz Ameryką będa rządzić Republikanie,może być bardzo dobre dla polityki wewnętrznej tego panstwa .Ale,już nie koniecznie dla polityki zagranicznej USA.Nie chcę się powtarzać ale,wszyscy musimy poskromić nasze wielkie nadzieje i realnie oceniać sytuację. Wizy nie spadną nam z nieba wraz z nowym Prezydentem,trzeba jeszcze dużo czasu i staran aby te obietnice zostały spełnione.Wazne jest jednak abyśmy jednak dobrze cenili siły na zamiary.To się zawsze przydaje. Póki co dbajmy o dobre stosunki z wszystkimi naszymi sąsiadami,bo  USA daleko jest a sąsiad czasem jest ważniejszy niż rodzina.Wiemy to przecież dobrze z naszych rodzin i podwórek.Kto może zdobyć jeszcze do poczytania obie powieści gorąco polecam. Warto choć literacko nie jest to proza wysokiego lotu- zbeletryzowana biografia pani Ivanki Trump pierwszej żony pana Prezydenta Donalda Trumpa. Przyznam ,że bardziej cieszyłabym się wygraną pani Hillary Clinton bo ze wzgledu na osobę Billa Clintona -mego Idola jej także bardzo życzyłam wygranej.Ale,wybór społeczenstwa Amerykanskiego szanuję.Zycie pokaże co będzie dalej.Nie jestem żadną ważną osobą ani ,się nie znam na polityce ale,nie jest mi obojętne czy będzie w naszym panstwie spokój i spokojne dobre zycie i dlatego napisałam ten postNapisala Hala c.d.....

piątek, 4 listopada 2016

Smutny listopadowy dzień..............

Dzisiaj gdyby żyła moja mama miałaby 100-setne urodziny.Zmarła kiedy miała 95 lat.Dzisiaj serdecznie ją wspominam.Moja mama była zwykłą bohaterką dnia codziennego.Kiedy jako piękna dziewczyna zza Lwowa przybyła za mężem na Sląsk,na pewno się nie spodziewała ,ze tak potoczą się jej losy.Miała przedwojenną maturę co w tamtych czasach,nie było bez znaczenia.Prowadziła kancelarię adwokacką znanego adwokata Lwowskiego p.Kulczyckiego w miasteczku za Lwowem Bóbrka.I tam poznała młodego plenipotenta z dóbr.Hrabiny Potockiej który załatwiał sprawy sądowe.To była miłość od pierwszego wejrzenia ale,podobno ze strony mego ojca.Mama juz bardzo chciała wyjechać do lepszego świata.Nie była zakochana zawsze mi tak opowiadała,ale sam kawaler był niczego sobie i nie był tamtejszy tylko z wielkiego świata.Ojciec mój był agronomem.Miał więc konkretny dobry zawód.Co nie było bez znaczenia. Szybko się zdeklarował i wzięli ślub na którym nie było nikogo z rodziny ojca.Ojciec wg.rodziny popełniał mezalians .Slązak brał za żonę "gorolkę" obcą.Nie dosc ,że z daleka to jeszcze pół krwi Ukrainkę.Na Sląsku syn miał dostac wykształcenie i iść w świat.Córki zostawały przy rodzinie.Syn nie dość,że tak się ozenił to jeszcze przywiozł swoją żone do swego rodzinnego domu.Dom był duży wielopokoleniowy.Ojciec miał 3 siostry. Mama niczego nie rozumiała z śląskiej mowy.Było jej bardzo trudno się porozumiewać.Wybuchła wojna .Ja urodziłam się w czerwcu 1939 roku.Ojciec poszedł na wojnę i mama na gwałt musiała się uczyc jezyka niemieckiego.Kiedy wrócił z wojny.Był już innym człowiekiem.Chciał bardzo korzystac z życia i kochac,kochać wiele kobiet.Az,wreszcie pewnego razu zostałyśmy same.Ja miałam wtedy 13 lat. Trudny to był czas.Mama ujeła sie honorem nie żądała żadnych pieniędzy na swoje dziecko.Ojciec zaangażowany w inne życie też się nie wyrywał z pomocą finansowa.Tak mu było wygodnie.Zyłyśmy bardzo biednie.Mama poszła do pracy na Kopalnię która była jedyna żywicielką wielu rodzin z naszego miasteczka. Mama bardzo podupadła psychicznie .Bała się ,że nie da rady w zadnej umyslowej pracy.Wolała pracować fizycznie aby zagluszać ciężką pracą myślenie o tym co się stało. Ja sie uczyłam ale muszę przyznać,że trochę kłopotów swojej mamie przysporzyłam nie potrzebnie.Mogłam być lepszym dzieckiem.Kiedy ja bardzo młodo w wieku 19 lat wyszłam za maż za oficera WP mama miała już lżej.Kochała nas ogromnie .Zawsze mogłam na niej polegać.Kiedy urodziły się moje dzieci a jej wnuki była chyba najszczęsliwszą istotą na ziemi.Przyjeżdzała zawsze do nas kiedy miała urlop.Cięzko pracowała.Kiedy stan jej zdrowia się mocno pogorszyl postanowiliśmy wziąśc mamę do siebie.Ja tylko się modliłam ,kiedy ją brałam do Warszawy żeby choć pół roku z nami przeżyła aby,jej znajomi nie myśleli ,że miała złą opiekę.U nas przeżyła jeszcze długie 10 lat. Cieszyla się nami,swoimi wnukami .Była osoba o bardzo silnym charakterze,łatwo ulegała emocjom,ale miłość jaką miała w sobie była na pierwszym miejscu.Nie potrafiła nie nawidzieć.Kiedy zmarł mój ojciec stoczyła ze mna wojnę abym pojechała na jego pogrzeb na Sląsk.Kiedy córka kupiła w Bramkach w ktorych teraz mieszkamy dom,pierwszą rzeczą o którą zapytała - było czy jest tam cmentarz.I tu właśnie spoczywa moja mama.Mamy do niej blisko /rzut beretem/ i ona jest blisko nas.Dużo bym jeszcze mogła pisać o mojej mamie.Raz tylko na suficie w moim pokoju mi się ukazała jak siedzi w fotelu i na nas patrzy.Nie wiem czy mi się to śiło czy taktylko mój mozg chciał widzieć.Bardzo też nas zastanawia ,że nasza Kotka Pusia która się przyplątała do nas na cmentarzu,tak lubi chodzić na spacery na cmentarz.........nie bardzo wiemy co o tym sadzić ale ci co wierzą w reinkarnację chyba wiedzą.Napisała Hala cdn.

Album -foty 001Album -moja mama 003

poniedziałek, 31 października 2016

Obyśmy szczęśliwie dotrwali...................

14924148_879631628805313_1043700793_oTaki piękny wieniec zrobiła moja córka dla ozdobienia grobu  jej męża.Postanowiła zrobić go sama .To piękny gest z jej strony.To już minęło w maju pięć lat jak odszedł jej mąż Paweł.Odszedł młodo w wieku 47 lat.My wszyscy zostalismy,i obyśmy  szczęśliwie dotrwali do następnego 1 listopada.W oparach absurdów jakie niesie za soba "dobra zmiana"Nie będzie to wcale łatwe ale,może damy radę. Moi bliscy,już po drugiej stronie teczy i mogę ich już tylko serdecznie wspominać i żałować iz,tak mało im poświecałam swego czasu.Ze nie miałam więcej cierpliwosci i empatii  w wysłuchiwaniu opowieści slyszanych juz po raz n-ty,które znałam na pamieć.Mnie też juz nikt nie chce słuchać.Zreszta juz i tak niema mnie kto słuchać.Młodzi zajęci,zapracowani, a bliskich już nie ma. Tego mego świata juz nie ma.Pozostał świat wirtualny anonimowy,i dobrze ,ze jest. Zastanawiam się czy zmarłych obchodzi ,czy ktos przyjdzie na ich grób.-To świeto jest potrzebne nam żywym .Zebysmy wiedzieli ,że jak odejdziemy ,to ktoś bedzie o nas pamiętał.Te dwa symboliczne groby które bedę mogła odwiedzić,na cmentarzu tu u nas w Bramkach.Jeden mojej mamy drugi  mego zięcia.Musza w mojej pamieci zastąpić mi wszystkie groby moich bliskich ,w różnych miejscach.Tam gdzie są będą puste bez kwiatow i zniczy i to jest dla mnie bardzo smutne,ale nikt z nas nie jest w stanie tego zmienić.Niektorych grobów już nie ma ,zostały usunieto w ich miejscach spoczywaja już inni ludzie ale ja pamietam i te miejsca i tych moich bliskich.Kiedy zapalę jutro znicze na cmentarzu w Bramkach to wszystkich ich zobaczę  w migotliwym świetle zniczy i będą ze mna choć na krotka chwilę.Ten dzien pozwoli choc na krotka chwilę,być razem z nimi.I to jest magia dnia Wszystkich Swiętych.Napisala Hala cdn.

czwartek, 13 października 2016

Jeszcze nie zapomniałam..............

Czy można zapomnieć smak potrawy z dzieciństwa.Jest to chyba nie możliwe.Dzisiaj kiedy zabrałam się za robienie gołąbków przeszedł do mnie jeden ze smaków mojego dzieciństwa.W naszym domu na Slasku zawsze kiszono beczkę kapusty.Na dnie beczki zawsze mama układała warstwę całych liści kapusty.Bardzo długo trzeba było czekać na gołąbki robione z tych liści kapusty.Jak się jednak doczekałam ,to była wielka radość.Duży gar gołąbków bulgotał radośnie na kuchni.Miały niepowtarzalny smak.Sama kapusta ukwaszona też była bardzo dobra.Takiej jaką kwaszą na Slasku nigdy już nie jadłam w tych miejscach w których przyszło mi pózniej zyć.Chyba najgorsza jest tu na Mazowszu.Czuję w niej ocet i sol ale chyba ta gorszą techniczną.Wiadomo nie ma ostrych zim .Nie sypią tej soli na drogi wiec gdzieś ją trzeba zużyć.Ogórki kwaszone i kapusta kwaszona jest po prostu łagodnie mowiac nie smaczna.Kiszonki te są po prostu bardzo słone.Kiedy ostatnio zakisiłam 3 litrowy słoik ogórków został zjedzony błyskawicznie.Wracam jednak do kapusty .Na Sląsku w górniczych rodzinach jadało się po wojnie dużo kapusty. W moim domu też lubimy kapustę ale,tak specjalnie gotowaną.Tak ugotowaną kapustę mogą jeść nawet ludzie z gastrycznymi problemami.Oczywiście w rozsądnych ilościach.Ten sposób gotowania kapusty,opisał nawet w jednym z swoich felietonów sam pan Kazimierz Kutz..Ja też,wiele osób zainspirowałam do tego przepisu.Oczywiście musi byc dobra kwaszona kapusta.Gotujemy ja do miekkosci.Odcedzamy  z wody w której się gotowała bardzo dokładnie .To jest bardzo ważne.Następnie przygotowujemy drobno pokrojoną cebulkę.W rondelku topimy wędzony boczek.W kapuście robimy słodki dołek .Na cebulę sypiemy dwie łyżki cukru i to zalewamy goracym stopionym boczkiem.Mieszamy wszystko razem i stawiamy na kilka minut do odparowania na płycie stale mieszajac.Dodajemy pieprzu  i kapusta gotowa.Musi byc wyczuwalny słodki smak.Jest bardzo smaczna.Szczegolnie do miesa wieprzowego,schabu czy mielonego.Gwarantuję nikogo nie będzie po tak ugotowanej kiszonej kapuście bolał brzuch.Analogicznie gotuję naszą "modrą kapustę".Z tym ,ze do zakwaszenia tej kapusty używam kwasku cytrynowego,cytryny czy octu jabłkowego.Takze biała sweiza kapustę mozna tak gotowac tez jest bardzo dobra.Proporcji nie podaję,gdyż jest to tylko opowieśc o smakach a nie przepisy kucharskie...... Moi kochani piszę juz bardzo rzadko bo wiem ,że ja ze swoja pisanina nie mam szans na konkurowanie z  blogami  tych ktorzy robia to znacznie lepiej odemnie.Strasznie mnie wkurza mówiac kolokwialnie to co się dzieje w naszym życiu politycznym.Kilka moich komentarzy ,na facebooku zostało wykasowanych,zostałam też ukarana na 24 godziny wiec muszę się mieć na baczności.Więc jak sami widzicie nie jest lekko.Pozdrawiam wszystkich moich czytelników.Moze nadejdzie taki czas kiedy radośnie znowu coś napiszę a póki co do widzenia.Napisała Hala cdn........ mimo wszystko.

niedziela, 25 września 2016

Moje małe tęsknoty - czy tak będę do końca tęsknić.?

Moje małe tęsknoty jest ich tak dużo,że nie sposób je wszystkie opisać w jednym poście. Postaram się jednak, niektóre opisać. Jeśli sięgnę do lat mojej młodości to widzę,że mam pełne prawo napisać tak : dużo ogromnie dużo jest rzeczy za którymi tęsknię. Proza życia ,po prostu  nasz chleb powszedni.Takiego jaki jadłam w swojej młodości już nigdy potem nie dane mi było jeść. W naszych Rydułtowach małym górniczym miasteczku były trzy bardzo liczące się piekarnie które swoje wyroby sprzedawały na miejscu w małych sklepikach.Piekarnia u p.Siedlaczka. na ul,Krasinskiego bardzo bliziutko mego domu piekła chleby małe i duże. Od wczesnych godzin rannych ludzie z całych prawie Rydułtów szli do piekarni aby kupić chleb swieży z nocnego wypieku.Druga tura była około godziny 14-tej. Smak i zapach tego chleba do tej pory,po prawie pół wieku z okładem jest we mnie wciąż żywy,silny.Skórka ciemna chrupiąca,a miąższ delikatny z dziurami. Najlepiej smakował z smalcem z skwarkami.Wtedy w tamtych powojennych latach ,jadało się dużo smalcu. To było podstawowe pożywienie śląskich rodzin.Nikt wtedy się nie zastanawiał,nad skutkami. Miażdżycą i innymi chorobami.Jak mawiali górnicy nic tam na dole nie smakuje tak jak chleb z "fetem" czyli z smalcem. Kanapki "sznity" z smalcem "fetem" to było podstawowe drugie śniadanie ale czasem i pierwsze i drugie.W piekarni u p.Siedlaczka pieczony był też kołocz. Prawdziwy na drożdzach  z "syrem" /serem/ i makiem z posypką.Były też pieczone drożdzówki "kołoczki".U pana Siedlaczka w piekarni młode dziewczyny przyszłe "młode panie' musiały same symbolicznie upiec kołocz.Ja też musiałam to zrobić. Ten kołocz pięknie zapakowany młoda pani lub ktoś z jej rodziny roznosił po znajomych,jednocześnie informując o dacie i godzinie ślubu.Teraz piekne zaproszenia drukowane spełniają tą rolę.Jak "kolocz "był smaczny,udany wróżyło to młodej parze szczęście i pomyślność. Druga piekarnia w latach powojennych to piekarnia u p.Kazika.To właściwie była taka piekarnia cukiernia. Chleb i ciasta i ciasteczka to było jakby to powiedzieć najprościej "niebo w gębie" Też w całym już swoim długim życiu nie jadłam równie dobrych ciastek.Jeszcze przez kilka lat w latach 60-tych ub.wieku mama moja przywoziła nam ciastka o nazwie "japanery" do Sandomierza gdzie mieszkałam.To były takie małe okrągłe torciki o takim grylażowo-czekoladowym smaku.Po prostu boskie. Niestety, recepturę tych ciastek sprzedano podobno do Niemiec z zastrzeżeniem ,że nie wolno ich piec już w Rydułtowach.Nie wiem,tak naprawdę dobrze jakie  były dalsze losy piekarni p.Kazika.Wiem tylko jedno ,że dla mego domu już nigdy żadne ciasta nie były tak dobre jak te od pana Kazika. Jeszcze jedna piekarnia u p.Nowaka piekła bardzo dobry chleb.Kiedy moja mama zamieszkała w blokach koło szpitala kupowaliśmy chleb od p.Nowaka.To był też bardzo dobry chleb.Jednak ten chleb już jedliśmy z masłem i wedliną.Bo zmieniły się czasy.Takie to są te moje małe tęsknoty o innych jeszcze napiszę.Napisała Hala cdn.

czwartek, 8 września 2016

Zaniechanie ,odkładanie na potem,czy to głupota czy len

Ileż to razy w młodości  na polecenie wydawane przez rodziców,nauczycieli odpowiadaliśmy - zaraz ,za chwilę,pózniej. Każdego dnia niektóre czynnosci ktore nalezało wykonac dzisiaj czy zaraz odkładaliśmy na potem.Czasem wydawało nam się ,ze jeszcze nie czas,lepiej jutro to zrobic,dokładniej,sprawniej a czasem nawet całkiem o czymś co mieliśmy zrobic zapominalismy i msciło się to odkładanie sromotnie.Okazywało się niejednokrotnie,ze kogos przez to zawiedlismy.Okazywaliśmy się nie solidni. Nie godni powierzenia nam tego czy tamtego. My tylko chcieliśmy oczywiście zrobić wszystkie powierzone nam zadania tylko tak troszkę pozniej bo teraz to akurat coś ciekawego oglądalismy w komputerrze. Czasami jednak sprawy mają się inaczej .Jestesmy zaspani, chce nam się jeszcze podrzemac,ale juz powinniśmy wstać bo mamy kilka spraw do wykonania.Ale nam się nie chce.Odkładamy sprawę na potem.To potem jest jednak bardzo odległe bo bieżące sprawy już nas tak zaciekawiły i tyle ich jest ,że juz nie pamiętamy o tym co odłożyliśmy na potem. I po jakims czase sprawa sie rypie i awantura gotowa.Znowu jestemy rugani , obsztorcowywani. Gorzej jak sprawy urzędowe odkładamy na  blizej niesprecyzowaną odległość.Wtedy już może byc nie wesoło. Szczegolnie kiedy mamy kontakty z takimi urzedami jak nasz ukochany ZUS czy Urząd Skarbowy.Oj.oni nie mają litosci.Czy ktos z was moi kochani przyjaciele wie jak wygląda przywrocenie terminu w Urzędzie Skarbowym w sprawach spadkowych.To jest sprawa nie do załatwienia. Przecież my tylko zapomnielismy?.Nie chce się wymądrzać ale znam ten problem dobrze własnie z autopsji i wiem co sie wtedy dzieje i jakie sa skutki takiego małego zaniechania.Wiec bardzo was proszę moi kochani - nie popełniajcie  grzechu zaniechania w swoim zyciu codziennym.Dbajcie o swoje interesy,a słowa ,:potem,pozniej to zrobię,za chwile, całkowicie wykreślcie ze swego słownika.Najlepiej i bezpieczniej bedzie kiedy to co macie zrobić jutro zrobcie dzisiaj.To ,że do tej mądrosci doszłam dopiero teraz  tez chyba cos daje do myslenia.Napisała Hala cdn.

niedziela, 4 września 2016

Czy potrzebni są chrzestni rodzice i swiadkowie ślubu ?

Ostatnio kiedy przyszla do mnie bezsenna noc,zastanawiałam się nad takimi roznymi,co by było,gdyby, i doszłam  do wniosku ,że bardzo mało wiem ,jaką rolę kosciol katolicki przeznaczył dla chrzestnych ojców i matek.Tylko raz w moim życiu bylam poproszona o bycie matką chrzestną.Odmowilam ze wzgledu,na chorobę i juz nigdy wiecej nie dostałam takiej propozycji.Bo podobno odmowa wlasnie tym skutkuje.Ale czy tak jest nie wiem doprawdy.  W mojej rodzinie ,i ja też tak uważam rodzicami chrzestnymi,winni być ludzie z rodziny stosunkowo młodzi, dobrze rokujacy w sensie stabilizacji zyciowej,poważni. Teraz doszedl do tego jeszcze warunek dosc majętni. Kosciól katolicki tlumaczy to tym,ze w razie jakiegoś problemu rodzice chrzestni winni mieć środki i możliwość na zajęcie sie swoimi chrześniakami. Jak jest w praktyce .Siegne do swoich wspomnień. Moimi rodzicami chrzestnymi byli maz siostry mojej babci,i najmłodsza siostra mego ojca.Pamietam dobrze jeden z prezentów otrzymanych od chrzestnego w dniu I-szej Komunii swiętej.Była to przepiekna srebrna utkana misternie mała kosmetyczka. Nie wiem,co się z nia stało.Pewnego dnia znikla.Ale,swego chrzestnego bardzo dobrze pamietam.Jak kiedyś moja mama coś na mnie powiedziała ,bardzo ja ofuknął.Co Ty od niej chcesz powiedział:ona sama tak daleko od rodziny z dwojka dzieci i sobie dobrze radzi.Daj jej spokój. Ze był wielkim autorytetem to podziałalo na moja mamę.Moja matka chrzestna też zawsze mi pomagała ,wspierała.Została też matką chrzestna naszego syna i córki.Kiedy wyemigrowała do Niemiec w latach 70-tych juz sie nigdy więcej nie zobaczyłysmy.Tylko mój syn przed laty,będac wNiemczech ją odwiedził.Zmarla kilka lat temu .Dlaczego dobrze jak chrzestnymi są ludzie z rodziny? Bo chociaż z okazji rodzinnych uroczystości wesel,pogrzebow mozna sie spotkać i porozmawiać. Teraz kiedy żyjemy w czasach ogromnego kultu  "mamony" chrzestnymi są bogaci znajomi.Bo prezenty solidne ,i koperty z załącznikami niczego sobie.Tylko ,ze najczęściej te znajomosci trwaja do czasów pierwszej komunii chrześniaka Ijak dobrze idzie to nawet do wesela.Potem to już jest nie ważne.Chociaż nie generalizujmy bo i w rodzinie rzadko bywa aby ,ktoś swoja rola chrzestnego sie za bardzo przejmował. Analogicznie bywa z funkcją swiadkowania na ślubie. Czy ktos z swiadkow przysięgi ,zajal jakieś stanowisko kiedy łamana jest ta przysięga.Chyba nie ? Ale zeby tradycji się stało zadość i jedna i druga funkcja ma sie dobrze. Tylko posłuchajcie mnie - rodzina to rodzina i tego się trzymajmy.Napisała pod wpłyewm bezsennej nocy Hala cdn...........