piątek, 4 listopada 2016

Smutny listopadowy dzień..............

Dzisiaj gdyby żyła moja mama miałaby 100-setne urodziny.Zmarła kiedy miała 95 lat.Dzisiaj serdecznie ją wspominam.Moja mama była zwykłą bohaterką dnia codziennego.Kiedy jako piękna dziewczyna zza Lwowa przybyła za mężem na Sląsk,na pewno się nie spodziewała ,ze tak potoczą się jej losy.Miała przedwojenną maturę co w tamtych czasach,nie było bez znaczenia.Prowadziła kancelarię adwokacką znanego adwokata Lwowskiego p.Kulczyckiego w miasteczku za Lwowem Bóbrka.I tam poznała młodego plenipotenta z dóbr.Hrabiny Potockiej który załatwiał sprawy sądowe.To była miłość od pierwszego wejrzenia ale,podobno ze strony mego ojca.Mama juz bardzo chciała wyjechać do lepszego świata.Nie była zakochana zawsze mi tak opowiadała,ale sam kawaler był niczego sobie i nie był tamtejszy tylko z wielkiego świata.Ojciec mój był agronomem.Miał więc konkretny dobry zawód.Co nie było bez znaczenia. Szybko się zdeklarował i wzięli ślub na którym nie było nikogo z rodziny ojca.Ojciec wg.rodziny popełniał mezalians .Slązak brał za żonę "gorolkę" obcą.Nie dosc ,że z daleka to jeszcze pół krwi Ukrainkę.Na Sląsku syn miał dostac wykształcenie i iść w świat.Córki zostawały przy rodzinie.Syn nie dość,że tak się ozenił to jeszcze przywiozł swoją żone do swego rodzinnego domu.Dom był duży wielopokoleniowy.Ojciec miał 3 siostry. Mama niczego nie rozumiała z śląskiej mowy.Było jej bardzo trudno się porozumiewać.Wybuchła wojna .Ja urodziłam się w czerwcu 1939 roku.Ojciec poszedł na wojnę i mama na gwałt musiała się uczyc jezyka niemieckiego.Kiedy wrócił z wojny.Był już innym człowiekiem.Chciał bardzo korzystac z życia i kochac,kochać wiele kobiet.Az,wreszcie pewnego razu zostałyśmy same.Ja miałam wtedy 13 lat. Trudny to był czas.Mama ujeła sie honorem nie żądała żadnych pieniędzy na swoje dziecko.Ojciec zaangażowany w inne życie też się nie wyrywał z pomocą finansowa.Tak mu było wygodnie.Zyłyśmy bardzo biednie.Mama poszła do pracy na Kopalnię która była jedyna żywicielką wielu rodzin z naszego miasteczka. Mama bardzo podupadła psychicznie .Bała się ,że nie da rady w zadnej umyslowej pracy.Wolała pracować fizycznie aby zagluszać ciężką pracą myślenie o tym co się stało. Ja sie uczyłam ale muszę przyznać,że trochę kłopotów swojej mamie przysporzyłam nie potrzebnie.Mogłam być lepszym dzieckiem.Kiedy ja bardzo młodo w wieku 19 lat wyszłam za maż za oficera WP mama miała już lżej.Kochała nas ogromnie .Zawsze mogłam na niej polegać.Kiedy urodziły się moje dzieci a jej wnuki była chyba najszczęsliwszą istotą na ziemi.Przyjeżdzała zawsze do nas kiedy miała urlop.Cięzko pracowała.Kiedy stan jej zdrowia się mocno pogorszyl postanowiliśmy wziąśc mamę do siebie.Ja tylko się modliłam ,kiedy ją brałam do Warszawy żeby choć pół roku z nami przeżyła aby,jej znajomi nie myśleli ,że miała złą opiekę.U nas przeżyła jeszcze długie 10 lat. Cieszyla się nami,swoimi wnukami .Była osoba o bardzo silnym charakterze,łatwo ulegała emocjom,ale miłość jaką miała w sobie była na pierwszym miejscu.Nie potrafiła nie nawidzieć.Kiedy zmarł mój ojciec stoczyła ze mna wojnę abym pojechała na jego pogrzeb na Sląsk.Kiedy córka kupiła w Bramkach w ktorych teraz mieszkamy dom,pierwszą rzeczą o którą zapytała - było czy jest tam cmentarz.I tu właśnie spoczywa moja mama.Mamy do niej blisko /rzut beretem/ i ona jest blisko nas.Dużo bym jeszcze mogła pisać o mojej mamie.Raz tylko na suficie w moim pokoju mi się ukazała jak siedzi w fotelu i na nas patrzy.Nie wiem czy mi się to śiło czy taktylko mój mozg chciał widzieć.Bardzo też nas zastanawia ,że nasza Kotka Pusia która się przyplątała do nas na cmentarzu,tak lubi chodzić na spacery na cmentarz.........nie bardzo wiemy co o tym sadzić ale ci co wierzą w reinkarnację chyba wiedzą.Napisała Hala cdn.

Album -foty 001Album -moja mama 003

poniedziałek, 31 października 2016

Obyśmy szczęśliwie dotrwali...................

14924148_879631628805313_1043700793_oTaki piękny wieniec zrobiła moja córka dla ozdobienia grobu  jej męża.Postanowiła zrobić go sama .To piękny gest z jej strony.To już minęło w maju pięć lat jak odszedł jej mąż Paweł.Odszedł młodo w wieku 47 lat.My wszyscy zostalismy,i obyśmy  szczęśliwie dotrwali do następnego 1 listopada.W oparach absurdów jakie niesie za soba "dobra zmiana"Nie będzie to wcale łatwe ale,może damy radę. Moi bliscy,już po drugiej stronie teczy i mogę ich już tylko serdecznie wspominać i żałować iz,tak mało im poświecałam swego czasu.Ze nie miałam więcej cierpliwosci i empatii  w wysłuchiwaniu opowieści slyszanych juz po raz n-ty,które znałam na pamieć.Mnie też juz nikt nie chce słuchać.Zreszta juz i tak niema mnie kto słuchać.Młodzi zajęci,zapracowani, a bliskich już nie ma. Tego mego świata juz nie ma.Pozostał świat wirtualny anonimowy,i dobrze ,ze jest. Zastanawiam się czy zmarłych obchodzi ,czy ktos przyjdzie na ich grób.-To świeto jest potrzebne nam żywym .Zebysmy wiedzieli ,że jak odejdziemy ,to ktoś bedzie o nas pamiętał.Te dwa symboliczne groby które bedę mogła odwiedzić,na cmentarzu tu u nas w Bramkach.Jeden mojej mamy drugi  mego zięcia.Musza w mojej pamieci zastąpić mi wszystkie groby moich bliskich ,w różnych miejscach.Tam gdzie są będą puste bez kwiatow i zniczy i to jest dla mnie bardzo smutne,ale nikt z nas nie jest w stanie tego zmienić.Niektorych grobów już nie ma ,zostały usunieto w ich miejscach spoczywaja już inni ludzie ale ja pamietam i te miejsca i tych moich bliskich.Kiedy zapalę jutro znicze na cmentarzu w Bramkach to wszystkich ich zobaczę  w migotliwym świetle zniczy i będą ze mna choć na krotka chwilę.Ten dzien pozwoli choc na krotka chwilę,być razem z nimi.I to jest magia dnia Wszystkich Swiętych.Napisala Hala cdn.

czwartek, 13 października 2016

Jeszcze nie zapomniałam..............

Czy można zapomnieć smak potrawy z dzieciństwa.Jest to chyba nie możliwe.Dzisiaj kiedy zabrałam się za robienie gołąbków przeszedł do mnie jeden ze smaków mojego dzieciństwa.W naszym domu na Slasku zawsze kiszono beczkę kapusty.Na dnie beczki zawsze mama układała warstwę całych liści kapusty.Bardzo długo trzeba było czekać na gołąbki robione z tych liści kapusty.Jak się jednak doczekałam ,to była wielka radość.Duży gar gołąbków bulgotał radośnie na kuchni.Miały niepowtarzalny smak.Sama kapusta ukwaszona też była bardzo dobra.Takiej jaką kwaszą na Slasku nigdy już nie jadłam w tych miejscach w których przyszło mi pózniej zyć.Chyba najgorsza jest tu na Mazowszu.Czuję w niej ocet i sol ale chyba ta gorszą techniczną.Wiadomo nie ma ostrych zim .Nie sypią tej soli na drogi wiec gdzieś ją trzeba zużyć.Ogórki kwaszone i kapusta kwaszona jest po prostu łagodnie mowiac nie smaczna.Kiszonki te są po prostu bardzo słone.Kiedy ostatnio zakisiłam 3 litrowy słoik ogórków został zjedzony błyskawicznie.Wracam jednak do kapusty .Na Sląsku w górniczych rodzinach jadało się po wojnie dużo kapusty. W moim domu też lubimy kapustę ale,tak specjalnie gotowaną.Tak ugotowaną kapustę mogą jeść nawet ludzie z gastrycznymi problemami.Oczywiście w rozsądnych ilościach.Ten sposób gotowania kapusty,opisał nawet w jednym z swoich felietonów sam pan Kazimierz Kutz..Ja też,wiele osób zainspirowałam do tego przepisu.Oczywiście musi byc dobra kwaszona kapusta.Gotujemy ja do miekkosci.Odcedzamy  z wody w której się gotowała bardzo dokładnie .To jest bardzo ważne.Następnie przygotowujemy drobno pokrojoną cebulkę.W rondelku topimy wędzony boczek.W kapuście robimy słodki dołek .Na cebulę sypiemy dwie łyżki cukru i to zalewamy goracym stopionym boczkiem.Mieszamy wszystko razem i stawiamy na kilka minut do odparowania na płycie stale mieszajac.Dodajemy pieprzu  i kapusta gotowa.Musi byc wyczuwalny słodki smak.Jest bardzo smaczna.Szczegolnie do miesa wieprzowego,schabu czy mielonego.Gwarantuję nikogo nie będzie po tak ugotowanej kiszonej kapuście bolał brzuch.Analogicznie gotuję naszą "modrą kapustę".Z tym ,ze do zakwaszenia tej kapusty używam kwasku cytrynowego,cytryny czy octu jabłkowego.Takze biała sweiza kapustę mozna tak gotowac tez jest bardzo dobra.Proporcji nie podaję,gdyż jest to tylko opowieśc o smakach a nie przepisy kucharskie...... Moi kochani piszę juz bardzo rzadko bo wiem ,że ja ze swoja pisanina nie mam szans na konkurowanie z  blogami  tych ktorzy robia to znacznie lepiej odemnie.Strasznie mnie wkurza mówiac kolokwialnie to co się dzieje w naszym życiu politycznym.Kilka moich komentarzy ,na facebooku zostało wykasowanych,zostałam też ukarana na 24 godziny wiec muszę się mieć na baczności.Więc jak sami widzicie nie jest lekko.Pozdrawiam wszystkich moich czytelników.Moze nadejdzie taki czas kiedy radośnie znowu coś napiszę a póki co do widzenia.Napisała Hala cdn........ mimo wszystko.

niedziela, 25 września 2016

Moje małe tęsknoty - czy tak będę do końca tęsknić.?

Moje małe tęsknoty jest ich tak dużo,że nie sposób je wszystkie opisać w jednym poście. Postaram się jednak, niektóre opisać. Jeśli sięgnę do lat mojej młodości to widzę,że mam pełne prawo napisać tak : dużo ogromnie dużo jest rzeczy za którymi tęsknię. Proza życia ,po prostu  nasz chleb powszedni.Takiego jaki jadłam w swojej młodości już nigdy potem nie dane mi było jeść. W naszych Rydułtowach małym górniczym miasteczku były trzy bardzo liczące się piekarnie które swoje wyroby sprzedawały na miejscu w małych sklepikach.Piekarnia u p.Siedlaczka. na ul,Krasinskiego bardzo bliziutko mego domu piekła chleby małe i duże. Od wczesnych godzin rannych ludzie z całych prawie Rydułtów szli do piekarni aby kupić chleb swieży z nocnego wypieku.Druga tura była około godziny 14-tej. Smak i zapach tego chleba do tej pory,po prawie pół wieku z okładem jest we mnie wciąż żywy,silny.Skórka ciemna chrupiąca,a miąższ delikatny z dziurami. Najlepiej smakował z smalcem z skwarkami.Wtedy w tamtych powojennych latach ,jadało się dużo smalcu. To było podstawowe pożywienie śląskich rodzin.Nikt wtedy się nie zastanawiał,nad skutkami. Miażdżycą i innymi chorobami.Jak mawiali górnicy nic tam na dole nie smakuje tak jak chleb z "fetem" czyli z smalcem. Kanapki "sznity" z smalcem "fetem" to było podstawowe drugie śniadanie ale czasem i pierwsze i drugie.W piekarni u p.Siedlaczka pieczony był też kołocz. Prawdziwy na drożdzach  z "syrem" /serem/ i makiem z posypką.Były też pieczone drożdzówki "kołoczki".U pana Siedlaczka w piekarni młode dziewczyny przyszłe "młode panie' musiały same symbolicznie upiec kołocz.Ja też musiałam to zrobić. Ten kołocz pięknie zapakowany młoda pani lub ktoś z jej rodziny roznosił po znajomych,jednocześnie informując o dacie i godzinie ślubu.Teraz piekne zaproszenia drukowane spełniają tą rolę.Jak "kolocz "był smaczny,udany wróżyło to młodej parze szczęście i pomyślność. Druga piekarnia w latach powojennych to piekarnia u p.Kazika.To właściwie była taka piekarnia cukiernia. Chleb i ciasta i ciasteczka to było jakby to powiedzieć najprościej "niebo w gębie" Też w całym już swoim długim życiu nie jadłam równie dobrych ciastek.Jeszcze przez kilka lat w latach 60-tych ub.wieku mama moja przywoziła nam ciastka o nazwie "japanery" do Sandomierza gdzie mieszkałam.To były takie małe okrągłe torciki o takim grylażowo-czekoladowym smaku.Po prostu boskie. Niestety, recepturę tych ciastek sprzedano podobno do Niemiec z zastrzeżeniem ,że nie wolno ich piec już w Rydułtowach.Nie wiem,tak naprawdę dobrze jakie  były dalsze losy piekarni p.Kazika.Wiem tylko jedno ,że dla mego domu już nigdy żadne ciasta nie były tak dobre jak te od pana Kazika. Jeszcze jedna piekarnia u p.Nowaka piekła bardzo dobry chleb.Kiedy moja mama zamieszkała w blokach koło szpitala kupowaliśmy chleb od p.Nowaka.To był też bardzo dobry chleb.Jednak ten chleb już jedliśmy z masłem i wedliną.Bo zmieniły się czasy.Takie to są te moje małe tęsknoty o innych jeszcze napiszę.Napisała Hala cdn.

czwartek, 8 września 2016

Zaniechanie ,odkładanie na potem,czy to głupota czy len

Ileż to razy w młodości  na polecenie wydawane przez rodziców,nauczycieli odpowiadaliśmy - zaraz ,za chwilę,pózniej. Każdego dnia niektóre czynnosci ktore nalezało wykonac dzisiaj czy zaraz odkładaliśmy na potem.Czasem wydawało nam się ,ze jeszcze nie czas,lepiej jutro to zrobic,dokładniej,sprawniej a czasem nawet całkiem o czymś co mieliśmy zrobic zapominalismy i msciło się to odkładanie sromotnie.Okazywało się niejednokrotnie,ze kogos przez to zawiedlismy.Okazywaliśmy się nie solidni. Nie godni powierzenia nam tego czy tamtego. My tylko chcieliśmy oczywiście zrobić wszystkie powierzone nam zadania tylko tak troszkę pozniej bo teraz to akurat coś ciekawego oglądalismy w komputerrze. Czasami jednak sprawy mają się inaczej .Jestesmy zaspani, chce nam się jeszcze podrzemac,ale juz powinniśmy wstać bo mamy kilka spraw do wykonania.Ale nam się nie chce.Odkładamy sprawę na potem.To potem jest jednak bardzo odległe bo bieżące sprawy już nas tak zaciekawiły i tyle ich jest ,że juz nie pamiętamy o tym co odłożyliśmy na potem. I po jakims czase sprawa sie rypie i awantura gotowa.Znowu jestemy rugani , obsztorcowywani. Gorzej jak sprawy urzędowe odkładamy na  blizej niesprecyzowaną odległość.Wtedy już może byc nie wesoło. Szczegolnie kiedy mamy kontakty z takimi urzedami jak nasz ukochany ZUS czy Urząd Skarbowy.Oj.oni nie mają litosci.Czy ktos z was moi kochani przyjaciele wie jak wygląda przywrocenie terminu w Urzędzie Skarbowym w sprawach spadkowych.To jest sprawa nie do załatwienia. Przecież my tylko zapomnielismy?.Nie chce się wymądrzać ale znam ten problem dobrze własnie z autopsji i wiem co sie wtedy dzieje i jakie sa skutki takiego małego zaniechania.Wiec bardzo was proszę moi kochani - nie popełniajcie  grzechu zaniechania w swoim zyciu codziennym.Dbajcie o swoje interesy,a słowa ,:potem,pozniej to zrobię,za chwile, całkowicie wykreślcie ze swego słownika.Najlepiej i bezpieczniej bedzie kiedy to co macie zrobić jutro zrobcie dzisiaj.To ,że do tej mądrosci doszłam dopiero teraz  tez chyba cos daje do myslenia.Napisała Hala cdn.

niedziela, 4 września 2016

Czy potrzebni są chrzestni rodzice i swiadkowie ślubu ?

Ostatnio kiedy przyszla do mnie bezsenna noc,zastanawiałam się nad takimi roznymi,co by było,gdyby, i doszłam  do wniosku ,że bardzo mało wiem ,jaką rolę kosciol katolicki przeznaczył dla chrzestnych ojców i matek.Tylko raz w moim życiu bylam poproszona o bycie matką chrzestną.Odmowilam ze wzgledu,na chorobę i juz nigdy wiecej nie dostałam takiej propozycji.Bo podobno odmowa wlasnie tym skutkuje.Ale czy tak jest nie wiem doprawdy.  W mojej rodzinie ,i ja też tak uważam rodzicami chrzestnymi,winni być ludzie z rodziny stosunkowo młodzi, dobrze rokujacy w sensie stabilizacji zyciowej,poważni. Teraz doszedl do tego jeszcze warunek dosc majętni. Kosciól katolicki tlumaczy to tym,ze w razie jakiegoś problemu rodzice chrzestni winni mieć środki i możliwość na zajęcie sie swoimi chrześniakami. Jak jest w praktyce .Siegne do swoich wspomnień. Moimi rodzicami chrzestnymi byli maz siostry mojej babci,i najmłodsza siostra mego ojca.Pamietam dobrze jeden z prezentów otrzymanych od chrzestnego w dniu I-szej Komunii swiętej.Była to przepiekna srebrna utkana misternie mała kosmetyczka. Nie wiem,co się z nia stało.Pewnego dnia znikla.Ale,swego chrzestnego bardzo dobrze pamietam.Jak kiedyś moja mama coś na mnie powiedziała ,bardzo ja ofuknął.Co Ty od niej chcesz powiedział:ona sama tak daleko od rodziny z dwojka dzieci i sobie dobrze radzi.Daj jej spokój. Ze był wielkim autorytetem to podziałalo na moja mamę.Moja matka chrzestna też zawsze mi pomagała ,wspierała.Została też matką chrzestna naszego syna i córki.Kiedy wyemigrowała do Niemiec w latach 70-tych juz sie nigdy więcej nie zobaczyłysmy.Tylko mój syn przed laty,będac wNiemczech ją odwiedził.Zmarla kilka lat temu .Dlaczego dobrze jak chrzestnymi są ludzie z rodziny? Bo chociaż z okazji rodzinnych uroczystości wesel,pogrzebow mozna sie spotkać i porozmawiać. Teraz kiedy żyjemy w czasach ogromnego kultu  "mamony" chrzestnymi są bogaci znajomi.Bo prezenty solidne ,i koperty z załącznikami niczego sobie.Tylko ,ze najczęściej te znajomosci trwaja do czasów pierwszej komunii chrześniaka Ijak dobrze idzie to nawet do wesela.Potem to już jest nie ważne.Chociaż nie generalizujmy bo i w rodzinie rzadko bywa aby ,ktoś swoja rola chrzestnego sie za bardzo przejmował. Analogicznie bywa z funkcją swiadkowania na ślubie. Czy ktos z swiadkow przysięgi ,zajal jakieś stanowisko kiedy łamana jest ta przysięga.Chyba nie ? Ale zeby tradycji się stało zadość i jedna i druga funkcja ma sie dobrze. Tylko posłuchajcie mnie - rodzina to rodzina i tego się trzymajmy.Napisała pod wpłyewm bezsennej nocy Hala cdn...........

środa, 31 sierpnia 2016

I tak to się zaczęło...........Międzynarodowe święto blogow i blogierow.

Dzisiaj w tv w programie"Pytanie na sniadanie" dowiedziałam się ,że dzisiaj jest Międzynarodowe Swięto  Bloga i Blogierów.Ztej okazji postanowiłam jednak napisać jeszcze jednego posta.Prawdę mówiąc miałam już nic nie pisac. Inni to robią znacznie lepiej odemnie.I gramatycznie i ortograficznie składniej.Ja no coż......Jan się juz nie nauczy.......Chciałam jednak z okazji dzisiejszego dnia podziękowac moim koleżankom i kolegom z blogosfery.Gdyby nie wy nigdy nie mogłabym się pochwalić ,że aż 93 tysiące ludzi klikneło aby przeczytać. Pierwszą która otworzyła przedemną świat blogowania to Marysia Wacławek.Jesteśmy obie ze Sląska i moze dlatego tak łatwo nawiazalyśmy kontakt.Ja po cieżkiej chorobie wracałam do życia i rozpaczliwie potrzebowałam kogoś kto poswiecił by mi swoj wolny czas.Maria mnie zrozumiała.Kiedy przeczytałam jej bloga którego pisała juz kilka lat,nabrałam chęci aby też cos napisać.Wiedząc o swoich niedostatkach gramatyczno ortograficznych bardzo się bałam ale,sobie zaraz pomyslałam a co mi tam.Najwyzej nikt tego nie będzie czytał. Do odważnych świat należy.Potrzebowałam wyrzucic z siebie  demony które mnie meczyły i uspokoić swoją samotnosć. Kiedy po kilku postach zobaczyłam ,ze ktos to jednak czyta a i ja czulam się lepiej.Zasypiałam spokojniej i poczułam ,że to jest to. Drugą osobą która dodała mi powera była Marysia Gonta. Jest to żona cudownego Bogusia Gonty.Sa to ludzie jakby z innego swiata.Ludzie cudowni,życzliwi i prawdziwi włoczykije co opisują w swoich blogach. Muszę  napisac też o kilku moich cudownych blogerkach z ktorymi jestem juz w przyjażni od kilku lat.Mogę tak napisać ,ze jest to przyjażń. Kogos to może śmieszyć - przyjazn w internecie ?. Wierzcie mi tak jest. Poważna pani architekt pani Anna Baran to osoba  z którą znajomość jest dla mnie ogromnym zaszczytem.Czytamy swoje blogi,wymieniamy komentarze ale też poznałyśmy swoje rodziny.Mamy dla siebie szacunek i dobre słowo. Mam też blisko siebie osobę pisząca wspanialego bloga o przepieknej szacie graficznej dopracowanej w kazdym szczególe w tresci i w obrazie.Jest to blog pasjonatow zwiedzania swiata i wszystkiego co jest piękne.Moja Lusia z bloga "Szkielkiem okiem .....jest dla mnie najlepsza rzeczą jaka mi się mogła przytrafić.Jej komentarze do tych moich co tu dużo mowić marnych w treści postow są cudowne, życzliwe,pełne dobrych treści i podtrzymujące mnie na duchu.Po przeczytaniu jej komentarzy rosnę w swoich oczach a o to w terapii chodzi.Podnieść wartość samego siebie bo wtedy latwiej jest żyć.Człowiek wtedy przestaje sie czuć nikomu nie potrzebny. Lusia wie o mnie dużo ja o niej trochę mniej.Szanujemy się wzajemnie i cenimy swoją prywatność Jest dla mnie bardzo ważna. Mój blog nie jest żadnym ewenementem w sferze blogowej ale kiedy dwa razy został zareklamowany przez admin.Onetu miałam przyjemnosc zobaczyć co to jest popularność i hejt.Owszem,życzliwych komentarzy było dużo ale takich ktore były przykre też kilka sie znalazło.I wtedy koleżanka podpisująca sie Nickiem Azalia 60 napisała do mnie komentarz który pomogł mi zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi.Kiedy zobaczyłam jej milionowe statystyki wejśc na jej bloga zrozumiałam .Moi kochani mam jeszcze wielu przyjaciół w necie bardzo was wszystkich cenię bądzcie zdrowi i pozdrawiam wszystkich serdecznie z okazji świeta.

sobota, 6 sierpnia 2016

Udało mi się obejrzeć wartościowy film....................

W moim życiu codziennym,postanowiłam coś zmienić.Nie moze byc tak,że wieczorem padam z nóg i kiedy włączam telewizor od razu nie jestem w stanie śledzić fabuły jakiegoś filmu tylka łapie mnie fatalna w skutkach drzemka.I po paru minutach takiej drzemki się budzę jakbym ,przespała już kilka godzin.Potem się mecze czasem do drugiej trzeciej zanim znowu usnę.Dzisiaj postanowiłam to zmienić. Pusciłam sobie film na vod w ciągu dnia.Wybrałam film pt.Miłość. Film nagrodzony ZłotąPalma na festiwalu w Canns w roku 2012 .Po obiedzie pomyslalam sobie spokojnie sobie obejrzę film. Film okazał się bardzo dobrym filmem o trudnej bardzo tematyce.Filmem który trudno obejrzec bez głębszej refleksji nad naszym życiem i jego kondycją.Film ktory wymaga glebszego zastanowienia się- a jakbym ja postąpił/ła w takiej samej sytuacji.Ponieważ juz w swoim życiu miałam podobną sytuację jak w rzeczonym filmie latwiej mi chyba było cały film i przesłanie jakie niesie zrozumieć.Polecam i bardzo zachęcam do obejrzenia.Jeszcze jednym filmem pragnę was zainteresować.Niedawno minęla rocznica smierci naszej drogiej Ani Przybylskiej.Ostatnim filmem w jakim zagrała był film "Bilet do Nieba".Rola niewielka bo Ania juz wtedy była chora.Ale film bardzo dobry i bardzo interesujący ze wzgl.na niezbyt dawne losy naszych rodaków.Wyzwania,szukanie nowych drog,emigracja w poszukiwaniu swego miejsca i zwycazajne losy naszych rodaków.Film oparty na prawdziwych losach bardzo mi się podobał.Polecam - napewno na vod mozna go obejrzeć.Polecam też kanał tv Tvp Kultura yo miejsce gdzie przy odrobinie szcześcia ,można obejrzec coś co zostawi w nas trwały ślad.Napisała Hala cdn........

piątek, 5 sierpnia 2016

Smutno mi bardzo..............

Kiedy dzieją się takie rzeczy wokół nas to jak tu się radowac. Naród podzielony jak nigdy dotąd. Zamachy ,katastrofy,walka dobra ze złem. I my ludzie w tym wszystkim. Jak sie wtym wszystkim odnalezć . Zachować równowage ,myśleć pozytywnie i działać. Kiedy na facebooku przewala się fala hejterstwa odechciewa sie wszystkiego. Człowiek już pomału się gubi . Nie wie czy ma rację ten X co tak krytykuje prezydenta czy ten Y który go chwali. Ci ktorzy jeszcze uczestniczą w życiu spolecznym,chodzą na rożne uroczystosci widzą na wlasne oczy to i owo. Ale,osoby takie jak ja dla których jedyną informacją jest tv i internet jak mają myśleć?No jak? Musimy polegac na środkach medialnych  i z nich wyłuskać co mamy myslec o naszym współczesnym swiecie ktory nas otacza, i oceniać jak ten swiat funkcjonuje. Teraz kiedy jestesmy po ważnych uroczystosciach w naszym kraju,które  zostały,trzeba przyznać - bardzo dobrze przygotowane. Trzeba oddać sprawiedliwosć i powiedzieć było dobrze. I to jest bardzo ważne ,żeby to powiedzieć. Mimo odmiennych pogladow na wiele fundamentalnych kwestii i ocen rządzenia naszym krajem  to co jest dobre należy uznać za dobre.Nie podoba mi się wiele spraw ktore sie dzieja wokół nas . Rząd PIS to nie moja bajka,ale staram się zawsze mysleć pozytywnie a moze jednak kiedyś się coś uda ?.Nie potrafię tak zaciekle i w czambuł wszystkiego potepiać i być moze jest to moja wada,ale tak już jest.Bardzo bym jednak pragnela doczekać chwili kiedy nasz młody Pan Prezydent poczuje się naprawdę Prezydentem wszystkich polaków a nie tylko obiektem kpin i memów czynionych przez ludzi. Jest mi go zwyczajnie żal i wstydze się za niego.Bardzo chciałabym powiedziec moim znajomym z swiata :tak to nasz pan Prezydent Pan Andrzej Duda postanowił w tej czy innej sprawie..........z wielka dumą. Wczoraj dowiedziałam się iż,zmarl nasz kiedys długoletni przyjaciel. Jakos się nasze drogi ostatnimi laty rozeszły.Kiedy odeszła jego żona ,nie było już osoby ktora inicjowała by nasze spotkania.Pozostała pustka ktorej już nie potrafilismy zapełnić.Bardzo przeżyłam ta wiadomośc. Stwierdziłam bowiem ,iż odeszła ostatnia osoba z naszego kregu znajomych. Już wszyscy tam daleko będą sie spotykać i czekać............Kiedy składalismy mu życzenia na Jana nie wiedzieliśmy ,że to już nasza ostatnia rozmowa.Moi kochani piszę tego posta w sytuacji trudnej w moim domu.Zmaganie się z CHAD u najbliższej osoby to nie bajka i jest mi czasem bardzo trudno,ale mam podobno przestać smutasic co niniejszym czynię.Pozdrowienia i dużo zdrowia.Napisała Hala cdn.

czwartek, 7 lipca 2016

Patrząc na zielone drzewa wokół - co widzę?

Zielone ogromne drzewa ,prawdziwe pomniki przyrody wokół naszej posesji dają taką ogromną porcję tlenu dla organizmu ,że moze sięzakrecić niezle w glowie.Jak po wypiciu całego puchara szampana na czczo. Od kilku dni mamy załamanie pogody. Jest bardzo silny wiatr i wyraznie się ochłodziło. Na lisciach drzew już gdzieniegdzie pojawiają się gałązki koloru żółtego.Jest duża susza Wszystkiemu brakuje wody.Mimo tego ,że w czasie burzy padają ulewne deszcze jest sucho.Bo ta woda po prostu przelatuje w glebsze warstwy gruntu.Potrzebny jest kapuśniaczek i to taki kilkudniowy.Wtej chwili kiedy piszę te swoje mądrości pani w tv mówi ,ze będzie deszcz.Oby się sprawdziło. Wczoraj mój komputer dołączył do swiatowej czołówki. Został wyposażony w legalny  program operacyjny Windows 10 .Jestem nim zachwycona .Mimo mojego leciwego wieku lubię poznawać nowe rzeczy. Wogóle to zauważyłam u siebie taka cechę im,jestem starsza tym bardziej lubię wszystko co nowe ,nowoczesne. Niestety przedmioty które mnie otaczaja w domu sa już lekko  z innej epoki.Ale,przecież nie będę zmieniala teraz wyposażenia swego domu. Strasznie się jednak irytuję kiedy nasi teraz rządzący politycy tak ochoczo ciągle nawracają do pewnych dawno już przebrzmiałych spraw.Rozumiem jakieś okrągle rocznice wydarzen.Ale obchodzenie "miesięcznic" uważam za niepotrzebne.Chyba ,że w ten sposob ktoś chce uspokoic w sobie swoje poczucie winy tego czy owego wydarzenia.Swoj patriotyzm i prywatne wspomnienia z wydarzen  nie koniecznie należy obchodzic w tłumie w towarzystwie rozhisteryzowanych osób.Ponieważ akurat,za kilka dni mamy znowu  miesięcznicę ,apelowałabym o więcej spokoju.W tych dniach bedzie u nas wielu gosci z całego świata i spokój jest wyjątkowo potrzebny i wskazany.Mnie też ten dzień 10 kwietnia kojarzy się bardzo smutno.Ten dzien miał byc dla mnie,dniem wielkiej radości.Wracałam po kilkumiesiecznym leczeniu z szpitala  i całą radość zabrało mi to straszne wydarzenie.Tym bardziej ,ze osobiscie znałam dwie osoby które tam w Smoleńsku zginęły.Jeszcze dziś widze te smutne twarze.Telewizor w moim pokoju w sanatorium miał ogromny ekran i wszystko dobrze widziałam.Kiedy przyjechał po mnie moj syn byłam załamana.Nawet serdeczne pożegnanie z personelem było bardzo smutne.I rozdrapywanie comiesieczne tych ran uwazam za  bardzo  rujnujace psychikę. Ogólnie sytuacja w naszym kraju przypomina wzburzone morze i dryfujące na nim  łodzie.Ktora z nich sobie poradzi to sie dopiero zobaczy.Ale na razie wszyscy dryfują.Jesli was znudzilam to przepraszam .Taka jednak miałam potrzebę aby to napisac Pozdrawiam serdecznie.napisała Hala cdn.