sobota, 14 kwietnia 2012

Moze sie uda.........

Jest na Onecie jakas duza awaria i tylko od indywidualnego szczescia zalezy ,czy sie uda,czy nie cos napisac.Po kilkakrotnych probach jakos przez NK dostalam sie do blooga.To co sie dzieje teraz w sejmie te wszystkie awantury wokol wyjasnienia katastrofy Smolenskiej byly do przewidzenia ,wtedy 10.kwietnia 2010 lub krotko po tej dacie.No-coz polecialy by wtedy glowy waznych osob w naszym panstwie.Moze i nasz premier musialby  sie pozegnac z stanowiskiem,ale bylyby to rozstrzygniecia miedzynarodowych ekspertow do spraw badania wypadkow lotniczych nie zaleznych od naszego rzadu i rosyjskiego.Teraz wszyscy krzycza dlaczego takiej komisji nie bylo?No -wlasnie dlaczego?.Co stalo na przeszkodzie?Tego sie chyba nigdy nie dowiemy.Powolywanie teraz takiej Miedzynarodowej Komisji mija sie z celem.Jest juz po-"ptokach"

Teraz krotko co dzieje sie u nas.Na okolicznych polach pracuja traktory.Zieleni sie gniegdzie trawa.Wierzba Hakuro ma juz liscie Jest piekna kiedy sie przebarwia na bialo.Inne drzewa maja juz paczki.Ale jest jeszcze zimno,malo slonca i slabo sie wszysko budzi do zycia .Nasza kotka Pusia juz zaliczyla pierwsze alpinistyczne wyczyny.Jest bardzo szczupla ,i to jej pozwala zaliczac wejscia na duze drzewa mimo,ze jest po sterylizacji a podobne takie kotki traca swoja sprawnosc i bardzo tyja.Chodzi jak modelka i ma takie rozne smieszne przyzwyczajenia.Ulubiony jej fotel w moim pokoju jest tylko do jej dyspozycji.Nikomu nie wolno na niego siadac.Bo odrazu moze sie spodziewac ostrej reakcji z jej strony.Lubi tez psocic.Otwierac szafe z przesuwanymi drzwiami i robic tam porzadek na polkach.No ,ale dosyc o Pusi.Zakwitly pierwsze botaniczne tulipany,ale bardzo maja krotkie nozki.Takie karzelki .Pierwiosnki tez kwitna ,ale sa bardzo slabe.Potrzeba slonca i ciepla.Mamy na naszym obejsciu dwa piekne koguty bazanty i stado 5 kurek.Sa juz nasze.W nocy spia na naszych drzewach.W dzien biegaja ,wcale sie nie boja naszych psow ktore sa bardzo karne i wiedza ,ze nie wolno ich gonic.Maja solidny zakaz gonienia tego bazanciego stada.Bardzo sie sluchaja.Sa za to chwalone i nagradzane lepszymi kaskami.Jorisek nad zycie kocha moja corke .Trzeba widziec jak bardzo placze  kiedy ona gdzies wychodzi.Sara jest bardziej zrownowazona.Jest zreszta starsza.Byla ulubienica mojego nie zyjacego juz ziecia.Mysle ,ze jeszcze za nim czasem bardzo teskni.Zwierzeta sa bardzo madre tylko nie umieja mowic.Tak to pokrotce opisalam co dzieje sie u nas.Czekamy na lepsza pogode.............cdnHala

wtorek, 10 kwietnia 2012

wazny dzien,po swietach.......

Swieta,swieta i po swietach -tak mowimy potocznie w pierwszym dniu po dniach swiatecznych.Moderatorzy blogow na Onecie poddali do dyskusji temat nieudanych przez rodzine swiat.I odwieczny problem niezbyt dobrych stosunkow z tesciami a glownie z tesciowymi.Okazuje sie,ze przyczyna nieudanych swiat w naszych rodzinach jest nie umiejetnosc zapomnienia ,choc na te kilka swiatecznych dni ,naszych zali slusznych ,czy wyimaginowanych w naszej wyobrazni.Jesli juz nie potrafimy sobie odpuscic,to spedzmy swieta samotnie a,nie psujmy ich swoja kwasna mina.Ja wiem,ze jest to trudne ,ale nie niemozliwe.Wierzcie mi wiem o czym mowie.I to by bylo tyle w tym temacie..........A tak wogole to swieta byly w moim domu udane.Szkoda tylko ,ze ostatnio z zyczeniami bywa roznie,ale klade to na karb zycia w ogromnym pospiechu i zakreceniu.A potem juz nie pamietamy-skladalam te zyczenia czy nie?.No coz takie czasy.

Dzisiaj mija 2-ga rocznica katastrofy Smolenskiej.Znowu i z lewa  i z prawa padaja wzajemne pretensje co do wynikow sledztwa,zaniedban w tym wzgledzie.Dwa lata mija a temat wciaz jest aktualny,gdyz ciagle rozni ludzie  zabieraja glos.Wiedza lepiej,nie wierza w to co ustalily wszystkie wazne komisje.Oni wiedza lepiej.Dzisiaj przeczytalam komentarz-artykul redaktora L,Warzechy.I zastanawiam sie dlaczego skad inad madry dziennikarz pisze takie wg.mnie glupoty.Po co ?Czemu to ma sluzyc?Mysle ,ze jednak za ten artykul Pulitzera nie dostanie!.Ja kiedy wydarzyla sie ta katastrofa,czekalam na mego syna ktory mial przyjechac odebrac mnie z szpitala z Wloclawka po dluzszym leczeniu.Cala noc bardzo zle spalam.Snily mi sie jakies latajace helikoptery zionace ogniem z tylnych dysz.Dokladnie ten sen zapamietalam.Rano zaraz po 8-mej wlaczylam telewizor.Duzy ogromny ekran  na scianie w moim pokoju.I co zobaczylam- i nie wierzac swoim oczom przywolalam pielegniarke.Wrazenie bylo koszmarne,niepokoj tych ludzi ktorzy tam czekali na delegacje rzadowa.Straszne.Ten dzien kiedy po dlugim pobycie w szpitalu mialam sie cieszyc bylo mi niestety smutno.Ale caly czas myslalam ,ze natychmiast zostanie powolana duza miedzynarodowa komisja z udzialem wielu swiatowych ekspertow od badania wypadkow lotniczych.Wszak zginal tam polski najwyzszy zwierzchnik sil zbrojnych-prezydent kraju bedacego czlonkiem NATO.Grubo sie mylilam .Wszystkie te do tej pory powolane komisje /przepraszam ,ze bede troche wulgarna/ rzezbily w g....e.To nie bylo jak nalezalo zrobic.Ja prosta osoba nigdy nie pozwolilabym sobie na takie zaniedbanie.Wszak bylo wiadomo ,ze zgineli tam lludzie glownie z opozycji i wiadomo bylo,ze beda sie doszukiwac,spekulowac ,i dlugo wyjasniac sprawe po swojemu.Miedzynarodowa komisja oczywiscie z naszymi ekspertami i rosyjskimi uciela by te wszystkie nie potrzebne watpliwosci i spekulacje.Ale do tego trzeba bylo odwagi.Bano sie ,ze a nuz okaze sie ze nasz rzad byl winny tej katastrofie to lepiej wyprac brudy w swoim domu.Dlatego teraz trzeba znosic te wszystkie inwektywy i pomowienia.I bedzie tak dlugo,dlugo i nigdy sie nie skonczy.Trzeba to niestety znosic.Taka jest cena za jedno male niedoptrzenie wtedy 10 kwietnia 2010 roku cdn.....Hala

środa, 4 kwietnia 2012

za kilka dni Swieta.........

Szybkim krokiem zblizaja sie Swieta.W tym roku przypadaja one w m-cu kwietniu.Dla mnie kwiecien ,to taki aniol wsrod miesiecy.Nie wiem czy takie porownanie jest trafne ,ale tak ja mysle.Byc moze dlatego ,ze kwiecien jest tak bardzo sloneczny.Moze dlatego ,ze ziemia wdaje sie bardziej zielona.Albo ,ze znakiem rozpoznawczym tego miesiaca jest Zmartwychstanie.Czy wlasnie dlatego nasze dusze zaczynaja sie wznosic na wyzyny?Pora ciemnosci dobiega konca,czas Swiatla rosnie w sile.Dnie sa coraz dluzsze .Jest coraz cieplej.W ogrodach zakwitaja wszystkimi kolorami wiosny pierwwiosnki,bratki,fiolki,tulipany.Kazdy kwiat,roslina,galazka sa dowodami na rokroczne wiosenne odrodzenie sie zycia.Jaka radosc przynosi nam pojscie do ogrodu ,kiedy codziennie cos nowego sie dzieje.Tu pokazala sie zielona roslinna z cebulki posadzonej w ub.roku.Gdziej indziej zakwitl jakis dziwny kwiatek o ktorym juz zapomnielismy.Wszystko sie budzi do zycia.Dlatego Swieta Wielkiej Nocy sa takie radosne.Radosne sa wszystkie symbole tych Swiat.Te wspaniale pieknie malowane jajeczka,zolte kurczaczki,zielona rzezucha bardzo nam je ubarwiaja.Ja kiedy bylam dzieckiem bardzo cieszylam sie na przyjscie"zajaczka".W ogrodzie ukryte byly slodkie prezenty i trzeba je bylo odszukac.Byly to zawsze tylko slodycze.Ale do tradycji w moim domu rodzinnym  bylo,ze na Swieta Wielkanocne zawsze dostawalam cos nowego do ubrania.Moja mama bardzo o to dbala,choc bylo jej nie raz bardzo trudno sprostac tej tradycji.W Wielki Piatek i w Wielka Sobote kiedy sie szlo do kosciola trzeba bylo byc zawsze ladnie  ubranym.Pamietam jedne takie Swieta kiedy moja mama sprzedala swoj deputat weglowy i za talon kupila piekny samodzial na plaszczyk i dostalam na Wielkanoc nowy plaszcz.Kto teraz wie co to za tkanina ten samodzial? Ale to byl wtedy ostatni krzyk mody.W mojej pamieci jeszcze trzy razy,te wiosenne Swieta pozostawily trwaly slad.Swieta Wielkanocne w roku 1959.Zaledwie kilka dni po Swietach rodzi sie moj wspanialy syn.Cztery lata pozniej zaraz po Swietach przezywam wielka tragedie.Rodze martwego syna.Za to po siedmiu latach  przed samymi Swietami rodzi nam sie moja upragniona coreczka.Tak ,ze musze nie skromnie powiedziec moje zycie nabieralo sensu i przezyc wlasnie na wiosne w okolicy Swiat.Teraz na starosc,juz w okolicy Swiat nie przezywam takich ekscytujacych zdarzen.Jest spokoj,ale to,ze za oknem jest wiosna napawa mnie optymizmem i radoscia.Nie ma co sie smucic.Trzeba sie radowac i cieszyc z odradzajacego sie zycia.Choc jestesmy znowu o rok starsi,to nic ,ale za to jestesmy bardziej madrzy.HA! Ha! jak by to bylo dobrze jakby to byla prawda!Wszystko przed nami.........cdn.Hala

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

znajomi c.d.

Rok 1977 byl przelomowym roku w moim zyciu.Podnioslam swoje kwalifikacje zawodowe,i zmienilam prace.Trafilam w dobre miejsce.Praktycznie znowu trafilam na wspanialy ,zyczliwy zespol ludzi.Dyrekcja i kolezanki i koledzy,przyjeli mnie niezwykle serdecznie.Czasy sie zmienialy ,ludzie tez.Ale ogolnie dobry klimat pozostawal.Jako,ze miejscem mej pracy byla instytucja upowszechniania kultury.,moglam poznac wiele osob z swiata kultury,sportu.filmu.Bardzo to sobie cenilam.Lubilam poznawac nowych ludzi a szczegolnie ludzi z swiata filmu,estrady czy sportu tak calkiem prywatnie.Wczoraj kiedy porzadkowalam swoje  pudla z roznymi pamiatkami natknelam sie na kilka zdjec z okresu swojej pracy.Zrobilo mi sie jednak bardzo smutno,wiele osob juz  odeszlo do innego ,mam nadzieje lepszego swiata.Byli mlodsi odemnie lub rowni wiekiem.Nie wiem,dlaczego nas tak wczesnie opuscili.Czyzby tam tez trzeba,zoorganizowac zycie kulturalne-organizowac wystawy,wernisaze,spotkania,wystepy i zawody.Byc moze!W roku 1995 odeszlam na emeryture.I zmienilo sie w moim zyciu ,absolutnie wszystko.Potem jeszcze pracowalam dwa lata na 1/2 etatu w TP.I tu pracowalo mi sie bardzo dobrze .Do dzisiejszego dnia mam jeszcze fajne kontaktyz niektorymi osobami.Teraz podobno w roznych instytucjach,nie za bardzo panuje dobra atmosfera,panuje ostra rywalizacja,bezpardonowa  konkurencja miedzy pracownikami.Naprawde wtedy kiedy slysze te narzekania,ciesze sie ,ze tak wczesnie sie urodzilam i pracowalam ,i zylam jeszcze w dobrych czasach.

Od kilku dni w Bramkach mamy bardzo kiepska pogode.Przedewszystkim wieja huraganowe wiatry.Widac caly czas kolyszace sie mocno drzewa.Dla mnie jest to widok,bardzo przygnebiajacy.Stare bez listne deby,brzozy,lipy,okupuja teraz sroki ktore wyjadaja szkodniki drzew.Srok naszych jest 5 .Sa to sroki juz nasze  zaprzyjaznione ciagle urzedujace za naszymi oknami.Sa tez dwa jastrzebie ktore chyba lubia te nasze sroki i spokojnie sobie buduja gniazdo.Zimowe ptaszki juz sobie polecialy.Pusia jest bardzo zawiedziona ,ze ich nie ma.Dzisiaj moja corka przyszla do mnie na kawe z swoimi psami Jorisem i Sara.Joris to prawie labrador a Sara piekny owczarek niemiecki.Pusia oczywiscie nie byla w stanie pelnic gospodyni domu.Obrazila sie na Jorisa ktory wyjadl jej jedzenie z miski i schowala sie w najciemniejszy kat/za wersalke/Tam przesiedziala cala ich wizyte.Kiedy sobie poszli byla przeszczesliwa.Jak z tego widac ,chyba nigdy pies z kotem nie bedzie zyl w wielkiej przyjazni.Choc podobno sa od tej reguly wyjatki.Mam tylko nadzieje ,ze pogoda sie poprawi i w Swieta bedziemy mogli cieszyc sie piekna sloneczna pogoda czego sobie i Wam wszystkim zycze z calego serca.....cdn....Hala.

sobota, 31 marca 2012

Znajomi z Warszawy...........

Wczoraj przeczytalam na Facebooku ,ze zmarla Pani grajaca pielegniarke w serialu "Na dobre i na zle".Pani ta pracowala na recepcji szpitala w Lesnej Gorze.Nie byla to zawodowa aktorka,pracowala dlugie lata w pogotowiu ratunkowym na ul.Hozej i tam ja ja poznalam wiele lat temu.Byla wtedy bardzo ladna wiecznie rozesmiana dziewczyna.Kiedys przed laty pomogla mi w bardzo trudnej sprawie.Nie bede opisywala szczegolow .Ale pamiec o niej bedzie w moim sercu zawsze.Miala dopiero 58 lat .Dlugie lata walczyla z nowotworem ktory,niestety zwyciezyl

Kiedy przed 40-latach z okladem przyjechalam do Warszawy,bardzo tesknilam za Sandomierzem w ktorym przedtem mieszkalam.Bylo mi smutno.Pisalam rozpaczliwe listy do moich przyjaciol z Sandomierza.Co rano kiedy szlam do sklepu na zakupy przezywalam,trudne chwile.Nikt mi sie nie klanial,nie usmiechal do mnie,nie pytal o zdrowie i jak mi leci.Byla zima 1970 roku ludzie opatuleni,biegli szybko przed siebie,wszyscy zabiegani nie zwracajacy na nikogo uwagi......Z kazdym dniem sytuacja stawala sie dla mnie trudniejsza.Maz wyjechal na dluzszy czas na kurs a,ja sama w tym wielkim miescie.Postanowilam jednak sie zmierzyc z tym problemem.Pierwsze polrocze to bylo poznawanie miasta.W czerwcu postanowilam pojsc do pracy na 1/2 etatu.Byla to praca rejestratorki w poradni dermatologicznej w Srodmiesciu Warszawy .Ja mieszkalam na Mokotowie wiec dojazd bardzo dobry tramwajem.Jakich ja tam fantastycznych ludzi poznalam!!.Tak sie zlozylo ,ze trafilam na Zespol ludzi o ktorych mozna marzyc.Lekarze odnoszacy sie z wielkim szacunkiem i atencja do kolezanki /stojacej badz co badz nizej w hierarchi zawodowej/.Jeden z nich szczegolnie utkwil w mojej pamieci.Pan doktor S.Warszawiak z dziada pradziada,mial szczegolna milosc do swego miasta i staral sie z wszystkich,sil ta milosc w kazdym pobudzac.Ilez to razy jego malym trabancikiem,urywalismy sie po pracy na lotnisko Okecie,aby sie pogapic na samoloty.Lubil opowiadac o Warszawie ,znal wszystkie ciekawe miejsca a,ze byl juz starszym panem by madrym czlowiekiem.Musze wspomniec tez o swej pierwszej pani kierownik -pani dr,W.byla to osoba o wielkim poczuciu humoru ktorym rozladowywala wszystkie konflikty.Sama miala bardzo trudne zycie osobiste -zostala wdowa w mlodym wieku.Ale zawsze kierowala sie taka dewiza .Jesli pracownik ma dobrze ulozone stosunki w pracy z domem i zyciem prywatnym to bedzie dobrze pracowal.Pan doktor P.mlody dobry lekarz wspanialy kolega.Jako ,ze nie byl jeszcze obciazony rodzina,czesto zwalnial wczesniej swoje kolezanki do domu,sam przejmujac ich czesc obowiazkow.Kiedy nie bylo pacjentow,relaksowal sie robota na drutach.Robil dlugi szal.Ale chyba nigdy go nie skonczyl.Bylam taka szczesliwa poznalam tylu fajnych ludzi.Warszawa pomalu wkradala sie w moje serce.Poniewaz moja pani kierownik podpisala kontrakt na wyjazd jako lekarz do Maroka ,polecila mnie swojej kolezance  do Przychodni Rejonowej.I tam rozpoczelam prace na caly etat.Przychodnia byla przy Pl.Zbawiciela.W okolicy przychodni mieszkalo wiele slawnych ludzi-znanych artystow roznych scen.Byla to ich przychodnia ,tutaj sie leczyli.Poznalam wtedy prywatnie wiele aktorek i aktorow.Zobaczylam,ze sa to zupelnie normalni ludzie.Dlugo moglabym wymieniac ,kogo wtedy poznalam osobiscie.Duzo z nich juz odeszlo do lepszego swiata,ale wszystkich mam w swojej wdziecznej pamieci.To byly dla mnie wspaniale lata.Lubilam swoja prace.Pomagalam ludziom.Zespol z ktorym pracowalam w przychodni bardzo sie lubil.Nie bylo nam trzeba zadnych"wyjazdow integracyjnych" My razem maszerowalismy w pochodzie 1-szo majowym a potem szlismy cala gromada na lody "Do Wlocha".Kto zna troche Warszawe to wie co to bylo za kultowe miejsce.A Hortex na rogu Pieknej i Marszalkowskiej to tez bylo miejsce integracyjne-kultowe.Nasi lekarze bardzo nam ufali ,wiedzieli ,ze my personel pomocniczy jestesmy im bardzo pomocni.Jakaz bylam dumna kiedy po kilku dziesieciu latach potrzebowala pomocy jednego z lekarzy i sie nie zawiodlam.Wtedy ludzie mieli w sobie wiele empatii na drugiego czlowieka.Nie bylo tego Bozka Pieniadza.Potrafili Ci lepiej wyksztalceni usiasc przy jednym stole z sprzataczka i razem sie bardzo dobrze bawic,rozmawiac i miec o czym rozmawiac.Teraz to jest chyba nie mozliwe.No! coz to "se ne wrati" jak mowia nasi sasiedzi Czesi.W 1977 zaczelam nowy etap mojego zycia.Bylam juz jedna z mieszkanek Warszawy z stazem.Juz mi sie klaniano.....cdn.Hala

czwartek, 29 marca 2012

.....uolywa szybko zycie........

Jest taka bardzo stara piosenka o takim tytule:Uplywa szybko zycie,uplywa szybko czas-za rok za dzien za chwile razem nie bedzie nas"Czesto w moim domu rodzinnym spiewana byla  pod koniec,spotkania kiedy,goscie mieli sie juz rozchodzic do swoich domow.Nie wiem dlaczego?- Nie ma na to racjonalnego wytlumaczenia,ale od kilku dni wciaz ja slysze.Dlaczego przesladuje mnie ta piosenka?Dlaczego jej slowa wciaz brzmia w moich uszach.?Czy jest to jakis znak?Nie wiem?Uplyw czasu jest przeciez nieuchronny i nikt i nic nie jest go w stanie zatrzymac.Mozemy jednak od zapomnienia uchronic niektore fakty,zdarzenia,i w ten sposobjakby oszukac troche ten uplyw czasu.Mlodzi ludzie uwazaja ,ze nie nalezy sie grzebac w wspomnieniach.Mowia ,ze czas tak szybko biegnie i jesli bedziemy sie ciagle  ogladac do tylu to i w tyle zostaniemy.Moze jest to kwestia wieku?Moze to z racji wieku stajemy sie bardziej refleksyjni,pamietliwi,roszczeniowi?Nie chcemy uznac,ze nasze miejsce juz nie jest w pierwszym szeregu?No,tak zgoda,ale "pamietac" mozemy -tego nam nikt nie moze zabronic.Ja nawet uwazam,ze taka jest nasza rola w wszpolczesnym swiecie,aby ocalic od zapomnienia co sie jeszcze da ocalic.I mysle ,ze kiedy na takim zadaniu sie skupimy,wszyscy beda zadowoleni.Teraz kiedy ludzie starsi ,czynnie uczestnicza w zyciu spolecznym,kulturalnym,mlodzi moga na biezaco korzystac z ich doswiadczen i wiedzy.Oby tylko chcieli! a z tym niestety bywa roznie.Takie to refleksje rozbudzila we mnie ,stara piosenka.

Wiadomo powszechnie ,ze miesiace wiosenne to czas kiedy nasze zwierzaki odczuwaja wzajemne zainteresowania soba.Wszak -w marcu koty,w kwietniu psy,a w maju my.Nasza kotka Pusia bardzo wczoraj przezywala spotkanie  z jej  ukochanym kocurkiem.Potrafila i ona i on siedziec w odleglosci okolo 1,5 metra od siebie i obserwowac sie z ogromnym zainteresowaniem.Trwalo to kilka godzin.Ani ona ani on nie reagowali na nasze wolanie.Byli glusi na nasze wolanie.Kiedy przyszedl rywal do serca Pusi  zaczela sie wojna.Pusia ze strachu skoczyla na najwyzsze bo 7 metrowe  drzewo-deba.Koty porozmawialy i rywal sie wycofal.Maz moj stal pod debem i tlumaczyl dlugo Pusi jak ma zejsc.Przeskoczyla na nizsze drzewo i spokojnie sobie zeszla.Jej ukochany siedzial pod drzewem bardzo zadowolony pelen podziwu dla naszej alpinistki-kaskaderki..Dzisiaj Pusia siedzi w domku i leczy  swoje lapki mocno nadwyrezone.Lize je ,chyba ja bardzo bola.Teraz kiedy to pisze,prawie pod moje okno podeszla piekna sarenka,duza .Nie mam niestety dobrego aparatu.Moja "idioten camera" calkiem wysiadla  a aparat z komorki nadaje sie do zdjec z 2-3 metrow najwyzej.Bede musiala cos w sprawie aparatu zrobic.Musze tez koniecznie kupic swoja drukarke i skaner.Takze,chcialabym gadac przez skype.Choc,mam obawy,czy zawsze bede sie mogla pokazac memu rozmowcy.Troche to ryzykowne mysle?Musze sie z tymi zakupami spieszyc wszak...uplywa szybko zycie........... cdn.Hala

wtorek, 27 marca 2012

Obejrzalam........

Dzisiaj wreszcie od wczesnych godzin rannych,obejrzalam na IPLI film stare kroniki filmowe z wczesnych lat powojennych.Wielce pouczajace to obrazy.Po obejrzeniu kilku kronik bylam tak psychicznie wyczerpana,ze juz dalej na razie nie moglam tego ogladac.Musze ogladanie rozlozyc na raty na kilka dni.

Poniewaz dosyc dobrze z autopsji pamietam tamte lata,mam prawo sie wypowiedziec na ten temat.Po pierwsze ,zamiast prowadzic nudne wyklady dla mlodych ludzi,powinno sie ich zmusic- tak zmusic /dalej wyjasnie dlaczego/do obejrzenia wszystkiego co zachowalo sie temacie zycia w powojennej Polsce.Zmusic mlodych ludzi ,zeby wreszczie pojeli jaki trud ,poniesli ich pradziadkowie,dziadkowie,rodzice.Jak bardzo sie starali ,aby przywrocic normalne zycie naszego kraju.Ile ponosili wyrzeczen.Nie bylo wolnych sobot.Przeciez oni tez byli mlodzi,chcieli sie bawic a,musieli pracowac.Nasze "wyjazdy integracyjne"/ktore teraz ubarwiaja mlodym zycie/byly na wykopki,zbieranie stonki ,pomaganie w zniwach.Ludzie pracowali po wojnie za bochenek chleba.Odbudowywali swoje zaklady pracy.Caly kraj wszyscy ludzie odbudowywali Warszawe.Jak ja tej Warszawy wtedy nie lubilam.Moja mama zamiast zostac ze mna w niedziele w domu,pojsc na spacer-musiala pracowac.Jeszcze mam cegielki na odbudowe Warszawe ktore ze skromnych zarobkow trzeba bylo kupic.Jeszcze wtedy nie mialam pojecia ,ze przyjdzie mi w tej Warszawie zyc przez dlugie 40 lat.

Mlodzi ludzie mowia ze lubimy sie grzebac w przeszlosci.Ze po prostu przynudzamy.Zauwazylam ,ze w czasie spotkan rodzinnych kiedy rozmowa schodzi na wspomnienia ,maja wtedy do zalatwienia pilny telefon,pojscie do toaletyaby,tylko nie sluchac nudnych w ich mniemaniu opowiesci.Ale ta przeciez nudna przeszlosc to byly nasze najpiekniejsze lata.Bylismy mlodzi,wszystko na cieszylo.Laczylismy sie w pary zawieralismy zwiazki malzenskie razem planowalismy przyszlosc.To co pisze to moze jest banalne.Ale popatrzcie na statystyki rozwodow na 1000 rodzin ile bylo wtedy rozwodow a,teraz.Owszem nie twierdze,ze wszystko co dzialo sie w tamtych latach bylo"cacy".Byly sprawy trudne,bardzo przykre.Ale nie mozna potepiac w czambul tamtych lat.Przeciez tych miast i drog  nie wybudowaly nam krasnoludki.My teraz w nich zyjemy my mamy swoja ojczyzne.Trudna,bardzo czasem nie dbajaca o swoje dzieci ale nasza polska.Wiec pamietajmy o tamtych czasach i szanujmy to co zrobili nasi dziadowie.Zyja oni teraz na granicy ubostwa,pobierajac bardzo skromne emeryturki ,chyba nie tak sobie wyobrazali zycie w swoim kraju kiedy spiewali "budujemy nowy dom,jeszcze lepszy nowy dom...."Mam nadzieje ,ze choc znikomy procent mlodych osob,ktorzy zabladza na mego bloga zastanowi sie nad tym co napisalam,ale z mej strony byla to potrzeba serca i duszy............cdn.Hala...

niedziela, 25 marca 2012

smutna niedziela.............

To co dzialo sie wczoraj u mnie w komputerze  zakrawalo na zmasowany atak kosmitow na moja radosna tworczosc.Widocznie juz tak ich rozezlilo moje grafomanstwo,ze postanowili elegancko z tym skonczyc.Niestety ja ,tez jestem przekorna i uparta itak latwo sie nie poddaje.Ale co sie napisalam to sie napisalam.Nie kasuje tego drugiego postu,bo po co?Napisane,napisane i basta.Bardzo dlugo bede pamietac wczorajszy dziena,to za sprawa mojej kolezanki z szkolnej lawki/sprzed 55 lat/to nie byle co.Napisala mi dlugi list o swoim obecnym zyciu.Jest dalej jeszcze bardzo czynna zawodowo.Pracuje bardzo duzo spolecznie z mlodzieza.Ma z mlodymi bardzo dobry kontakt.Mysle ,ze tam gdzie mieszka jest jakis bardzo dobry klimat do dzialalnosci spolecznej/Mikolow Orzesze Jaskowice/.Mam tam juz jedna znajoma ktora tez bardzo jest zaangazowana na rzecz lokalnej spolecznosci.Jest zapalonym fotografem ,robi zdjecia wszystkiemu co jej oczy widza.Jest niestrudzona.Obie dziewczyny-przepraszam za kolokwializm sa do tego wspanialymi babciami dla swoich wnukow i matkami dla swoich dzieci.Im sie ciagle chce chciec.Bardzo je lubie i kazda wiadomosc ktora od nich otrzymuje traktuje bardzo emocjonalnie.Podoba mi sie taki ich sposob na zycie.Ja niestety,mam inna sytuacje,ale zawsze moge o nich pisac.To chyba moge?Chociaz w malym stopniu moge przez to uczestniczyc w ich zyciu.Mam tez kilka wspanialych znajomych w wirtualnym swiecie poznanych.Ja wiem ,ze Ci ktorzy krytykuja internet mowia ,ze to co piszemy o sobie to takie zaklamywanie rzeczywistosci,ze wszyscy sprawiamy wrazenie lepszych doskonalszych niz jestesmy.Nie jestem socjologiem ani psychologiem,ale bardzo sie ciesze kiedy jakas znajoma napisze mi ,ze mialam racje na ten czy na tamten temat.Wcale nie chce byc lepsza niz jestem.Mam swoje wady,nawet dosc duzo,ale mam i zalety jak kazdy zreszta czlowiek.W tym tygodniu odchodzila do lepszego swiata jedna z matek naszych wirtualnych znajomych.Mysle ,ze duzo spokoju i otuchy wniosly w tych ciezkich dla niej chwilach slowa przyslane przez znajomych na laczach.Kiedy zachorowal maz jednej z naszych kolezanek ilosc rad i zyczen powrotu do zdrowia przeszla jej najsmielsze oczekiwania.Kiedy rozpoczynalam pisanie  blooga ,pomyslalam sobie ,ze kiedy liczba odwiedzajacych mego bloga dojdzie do 2000 odwiedzin i 100 komentarzy w ciagu roku,to chyba bede przeszczesliwa.Ja zaczelam pisac ,aby sie uspokoic,wyciszyc,pomoc samej sobie.Bylam wtedy w trudnej sytuacji zyciowej i to pisanie dodalo mi sil i dystansu do mojej rzeczywistosci.Teraz po roku pisania bloga/7 kwietnia minie rok/ smialo moge powiedziec,ze cel osiagnelam.Pomoglam sobie...........cdn.Hala

sobota, 24 marca 2012

przeznaczenie............

Nie wiem,co znowu sie dzieje dlaczego mi wszystko jak za dotknieciem czarodziejskiej rozdzki wszystko co napisalam znika.Po moich interwencjach o trzymalam odpowiedz iz byla to sprawa techniczna i juz teraz powinno byc dobrze.Nawet im pieknie podziekowalam.Niestety dzisiaj znowu po napisaniu wszystko zniklo..Widac mam pecha.Czy wierzyc w przeznaczenie.?Ja wierze.Niejednokrotnie sie, o tym ze od przeznaczenia nie da sie uciec przekonalam.I to czasem nawet bardzo bolesnie.Dzisiaj bedziemy w programie  tv ogladali film Woddego Allena pt.Vicky Cristina Barcelona.Glowne role graja  aktorka Penelope Cruz i JavierBardem.Ta para aktorow  ma za soba wspaniala historie ich milosci.Kiedy Penelope Cruz miala lat 18 a Bardem 23 grali razem w hiszpanskim filmie.Bardzo sie wtedy w sobie zakochali..Javier sie zdeklarowal lecz Penelope uznala,ze od milosci wazniejsza jest dla niej kariera i ......... porzucila zakochanego w niej Javiera.Bardzo dlugo nie mogl sie pozbierac po stracie swojej ukochanej.Przezywal bolesnie jej romanse o ktorych donosila kolorowa prasa.Ale,cierpliwie czekal.Kiedy w 2007 roku Woody Allen postanowil nakrecic film pod tytulem"Vicky Cristina Barcelona" do rol glownych zaangazowal  Penelope i Javiera.Powierzyl im role pary bylych kochankow.Juz po pierwszym dniu na planie ich milosc odzyla na nowo.Chociaz minelo prawie 20 lat-znowu byli nierozlaczni.Penelope przyznala wtedy ,ze zaden mezszczyzna nie rozumial jej tak dobrze jak Javier.Po zakonczeniu zdjec pojechali na wspolne wakacje.Kiedy film otrzymal Oskara Penelope glownie dziekowala wtedy Javieremu Bardemowi.Byli razem.W 2010 wzieli cichy slub,a po roku urodzil sie ich synek Leo.Wtedy kiedy brali slub Javier byl bardzo wzruszony plakal ze szczescia i bardzo sie bal zeby mu Penelope znowu nie uciekla.Mysle ,ze romantyzm tej historii pokazuje nam ,ze jestesmy jeszcze zdolni zyjac w tym nieprzewidywalnym i zwariowanym swiecie do wspanialych chwil.Prawdziwej milosci.I jak tu nie wierzyc w przeznaczenie.Przeciez do roli kochankow rezyser mogl zatrudnic zupelnie innych aktorow,a zatrudnil wlasnie ich.Mam nadzieje ,ze tez doszliscie do podobnych wnioskow w tej kwestii...........cdnHala.

przeznaczenie........

Czy wierzymy w przeznaczenie.Ja wierze i niejednokrotnie sie o tym przekonalam.Mysle ,ze jest ta tak wielka sila,ze nieda sie przed nia uciec.Ot,tak po prostuKilka dni temu obejrzelismy w tv.film z aktorka Penelope Cruz w roli glownej.Bardzo lubie ta aktorke wiec bardzo sie ucieszylam iz dzisiaj 24 marca obejrzymy w tv programie 1-szym film Oskarowy z jej udzialem.Partneruje jej w tym filmie Javier Bardem.Oboje  piekni i zakochani w sobie po same uszy.Ich pierwsze spotkanie bylo ponad 20 lat przedtem.Bardzo sie oboje mlodzi w sobie zakochali.Penelope miala lat 18 a Javier 23.Juz po pierwszym klapsie bylo widac jak bardzo sa w sobie zakochani.Javier zlozyl deklaracje Penelopie ,ale ona  uznala ,ze od milosci wazniejsza jest dla niej kariera i.....porzucila zakochanego w niej Javiera.Bardzo dlugo nie mogl sie pozbierac po rozstaniu.Ciezko przezywal jej liczne romanse o ktorych czytal w kolorowej prasie.Jednak w glebi ducha pewnie wierzyl,ze kiedys los znowu ich polaczy.

W 2007 roku Woody Allen przystapil do realizacji filmu pod tytulem"Vicky Cristina Barcelona".Postanowil iz,wlasnie Penelope i Javier zagraja w tym filmie glowne role -bylych kochankow.Juz po pierwszym dniu na planie nie mogli oderwac od siebie oczu,byli nierozlaczni.Penelope wyznala ,ze zaden mezszczyzna nigdy tak dobrze jej nie rozumial.Po zakonczeniu zdjec pojechali na wspolne wakacje.Kiedy w 2010 film "Vicky Cristina Barcelona" dostal statuetke Oskara Penelope dziekowala w swoim przemowieniu przedewszystkim Javierowi.W roku 2010 wzieli cichy slub na ktory zaprosili tylko najblizsza rodzine.Podobno aktor caly slub przeplakal.Byl bardzo szczesliwy ,ze po tylu latach zostal mezem Penelopy Cruz.Rok pozniej przeszedl na swiat ich  synek  leo. Historia ich milosci to gotowy scenariusz na bardzo romantyczny film.Ja jednak sobie mysle,ze w tym zapedzonym,nie przewidywalnym swiecie taka historia dowodzi ,ze potrafimy sie kochac wzruszac i zgodnie z tematem mego postu nie unikniemy przeznaczenia.Ono nas zawsze dopadnie............cdn..........Hala.I jeszcze cos -ogladajcie dzisiaj w tv ta wspaniala pare aktorow.Polecam!!!