czwartek, 29 września 2011

Czy jeszcze zdaze...........

Dzisiaj okolo godziny 10-tej wielka radosc.Po dosc dla mnie dlugiej bo kilkunasto dniowej nieobecnosci  na polu pokazaly sie piekne sarenki.Byly 3 duze okazale,o ciemniejszym ubarwieniu niz przedtem.Mysle ze ta zmiana ubarwienia to na czesc jesieni.Sa przez ten ciemniejszy kolor mniej widoczne.Teraz bylam gora.Wczoraj maz zrobil mi prezent i bedac w Warszawie kupil mi fajna lornetke.Bardzo go meczylam o ten zakup.Ale ciagle zapominal.I dzisiaj zebym miala co ogladac pokazaly sie sarenki.Obejrzalam je sobie dokladnie.Bardzo wyrosly te panny przez lato.Dzien dzisiaj piekny.Slonce i bardzo slaby wiaterek.Jest tez calkiem znosna temperatura.Poniewaz dzisiaj moj maz jest solenizantem imieninowym,uznalismy,iz przyroda tak pieknie postanowila uswietnic ten dzien.Jest milo.Telefony od znajomych z zyczeniami,bardzo sympatyczne/tylko ze wykrusza sie nam juz nasza "stara gwardia"/jest nas coraz mniej. Na niedziele postanowilam zaprosic cala moja rodzine na uroczysty obiad.Syn odrazu poprosil o slaski obiad ,aby jego synowa mogla skosztowac slynne slaskie rolady,kluski slaskie i modro kapusta.Wiem ze nie wszyscy musza takie menu polubic,ale skosztowac /moze raz w zyciu/ nie zaszkodzi najmlodszemu pokoleniu naszej rodziny.Ciesze sie bardzo z tego spotkania.Oby tylko sie wszystko udalo.Pusia jeszcze cale dnie spedza na polu.Spotyka sie z swoim kocurkiemi punktualnie o 18.30 sie zegnaja i Pusia przychodzi do domu spac.Kiedy bylo chlodno bardzo lubila zeby ja ogrzewac lampa solux i slodko zasypia na swoim fotelu.Takie to banalne sprawy opisuje na moim blogu.Mysle ze to jakos tak nie bardzo interesuje  wielu czytelnikow takie nic nie znaczace banaly.Ale one sa od serca dla pokrzepienia serc w tym wiecznie zapedzonym zyciu jakie jest udzialem wielu ludzi.Ja naprzyklad codziennie uczestnicze kiedy jest slonce w puszczaniu zajaczkow.Pusia je lapie skacze,ja sie zasmiewam i jest nam bosko.Moze to i prawda ze czlowiek na starosc bardzo dziecinnieje.Ciesza go zupelnie proste rzeczy,lapie dystans do spraw powaznych.Mnie to sie jednak bardzo podoba.Oby tak dalej........cdn.Hala

środa, 28 września 2011

Juz wszyscy w domu.................

Dzisiaj w nocy wrocily nasze dzieciaki z wojazy po swiecie.Pelni wrazen,ale szczesliwi ze spokojnie dotarli do domu.Byli nad morzem w Hiszpanii niedaleko Barcelony-caly tydzien.Nastepnie przez dwa dni.sila rzeczy dosc pobieznie,zwiedzali Barcelone.Potem wylecieli na wyspe Majorke na tygodniowy pobyt.Niestety nie byli,tym pobytem zbyt zachwyceni.Za glosno i za bardzo duzo 'zbyt wesolych anglikow"no i towarzyszki tych uciech,tez niestety zbyt swawolne.Jednym slowem moim dzieciakom sie na Majorce za bardzo nie podobalo.Spotkali tam kelnerke ,polke ktora sie bardzo ucieszyla z tego spotkania.Okazuje sie ze wszedzie mozna spotkac naszych rodakow.Gdzie nas nie ma?????Potem musieli czekac na samolot do Polski i mieli jeszcze kilkugodzinna przerwe w Barcelonie .Tak,ze byla mozliwosc jeszcze sie pozegnac z pieknym miastem Barcelona.Wieczorem odlecieli do Krakowa.I z Krakowa swoim samochodem ktory czekal naa nich na parkingu w Krakowie nad ranem zameldowali sie w naszych kochanych Bramkach.Basia okazala sie fantastycznym logistykiem tego wyjazdu.Perfekcyjnie przygotowala i zgrala wszystkie pobyty,nie bylo zadnych "nawalanek".Teraz mlodzi ludzie moga zwiedzac caly swiat/oczywiscie jesli maja kase/ a o nia niestety najtrudniej.Pamietam jak moj syn jako student w pierwszym roku stanu wojennego chcial pojechac na winobranie do Francji.Ile nas to kosztowalo zachodu i sprytu zeby mogl pojechac.Dzisiejszy jednak dzien znow w naszym domu jest smutny.Zmarl po dlugiej chorobie ojciec naszego sp. ziecia.Mial 78 lat.Byl bardzo chory i bardzo cierpial.W takim wypadku smierc jest po prostu wybawieniem wielka ulga.Dla wszystkich ,a glownie dla tego chorego.Bedzie juz drugi pogrzeb w naszej rodzinie w tym roku.Tak sie przeplata ,wesole i smutne.Takie jest zycie,w kazdej rodzinie przeplata sie dobro i zlo. Dlugie teraz wieczory nie nastrajaja nas optymistycznie.Brak sloncacoraz bardziej sie nam bedzie dawal w znaki,trzeba nam to jednak jakos przetrzymac,a nie dlugo przeciez bedzie wiosna........Hala cdn.

niedziela, 25 września 2011

dobra niedziela......

Spokojnie ,nawet bardzo spokojnie przechodzi dzisiejsza niedziela.Pogoda bardzo ladna ,chlodno ale  sloneczko swieci wiec napewno sie ociepli.Corka zadzwonila z tej Majorki pytajac czy bardzo w domu marzniemy.Powiedzialam ze jest nam dobrze i nic zlego sie nie dzieje.Dzisiaj w internecie zobaczylam historyczne zdjecia.Lech Walesa przy okazji odwiedzin u swego syna w Szpitalu na Szaserow ,odwiedzil tez chorego Wojciecha Jaruzelskiego.General bardzo mizerny.Widac ze jest ciezko chory.Ten gest uwazam jest bardzo,na miejscu.Nawet wroga w biedzie nalezy wspomoc dobrym slowem.Poniewaz mieszkalam przez kilkanascie lat bardzo blisko domu generala bardzo czesto spotykalam swego ,/ze tak powiem kolokwialnie/sasiada.Coreczka  jego chodzila do naszej osiedlowej Szkoly Podstawowej.Bawila sie z naszymi dzieciakami,tylko z oddali dyskretnie obserwowana przez jej ochrone.Nieraz ochrona wpadala w poploch kiedy niesforna Monika w ferworze zabawy zbyt daleko sie oddalila.Kiedy byla u mnie rodzina z Slaska,moj wuj sztygar byl ogromnie zaskoczony wygladem domu w ktorym mieszkal general.Powiedzial dobitnie "pieronie to on w tej chalupie mieszko-dyc u nas byle "szleper"/to zwyklyrobotnik na kopalni/mo lepszo chalupa" Bardzo sie dziwil ze ta willa niby o ktorej pisali to taki zwykly dom.Nic nadzwyczajnego.Moja corka kiedys tam byla z kolezankami i opowiadala ze zadnych luksusow  tam nie widziala.Normalne meble takie jak u nas w domu.Tak ze opowiesci o rzekomych luksusach byly mocno przesadzone.Bardzo tez dobrze pamietam ferie zimowe w Koscielisku.Wtedy przez dwatygodnie pan general i jego malzonka z coreczka stolowali sie razem z wszystkimi wczasowiczami.Jedli to samo co my,na ogolnej stolowce.Co prawda Wojskowy Dom Wypoczynkowy w Koscielisku mial osobny domek generalski ,ale p.general Jaruzelski nie chcial osobnego wyzywienia.Bardzo byl skromnym czlowiekiem.Milym i bardzo sympatycznym,takze jego malzonka i corka nie staraly sie wykorzystywac swej uprzywilejowanej jakby nie bylo pozycji.Mysle ze jego dzialania polityczne byly niestety uwarunkowane wielka nasza zaleznoscia od owczesnego ZSRR.Zbyt malo bylo wtedy w nim wiary w to,iz mozna cos w tym wzgledzie zmienic.Okazalo sie mozna bylo zmienic wszystko.Zmienic calkowicie bieg historii i jak wiemy udalo sie to miedzy innymi tym dwom panom.Lechowi Walesie i gen.Jaruzelskiemu.To ladnie ze Lech Walesa znalazl w sobie tyle dobrej woli,i odwiedzil ciezko chorego generala.Moja rodzina nieraz psioczyla na generala ,ze za slabo zajmuje sie wojskiem.Wojsko wtedy kiedy byl Ministrem Obrony Narodowej bylo bardzo zaniedbane.Kazano nam czekac  na lepsze czasy/kwestie mieszkaniowe/.Warunki w jakich zyli ludzie w lesnych garnizonach bylyby obecnie nie do pomyslenia.Ja to wszystko doskonale pamietam i przezylam.Pisze o tym bo chcialabym zeby mlodzi ludzie nie odbierali historii tamtych lat zbyt jednostronnie.Tamta wladza byla be, a teraz jest super.Otoz,tak nie jest.Kiedy slucham kandydatow do wladzy w ich przedwyborczych wystapieniach,jestem pelna obaw ze nie o to chodzilo wtedy tym ktorzy obalili tamten system.Nie o taka Polske im chodzilo.Byc moze ze jest za wczesnie o tym wyrokowac,zamalo sie jeszcze nauczylismy tej demokracji,musi uplynac wiecej czasu.Zycze i tym wybieranym i tym ktorzy wybieraja zdrowego rozsadku po prostu.I to by bylo na tyle w ta piekna niedziele Hala cdn..........

sobota, 24 września 2011

Skargi...........

Wiekszosc z nas jest mistrzyniami roznych odmian narzekania:stekania,jeczenia,skarzenia sie,placzu,kwekania,szlochu.Jestesmy bardzo dobre w uzalaniu sie nad soba.Prawdopodobnie jedyna kobieta  na powierzcni ziemi,ktora nie uzalala sie nad soba,byla matka Teresa z Kalkuty.Jedna z przyczyn,dla ktorych tak bardzo lubimy nasze przyjaciolki jest mozliwosc wyzalenia sie przed nimi jakie to my jestesmy nieszczesliwe.One tego samego spodziewaja sie po nas.I tu zamyka sie kolo.Przeciez bardzo czesto jest tak,ze sprawy o ktore sie pienimy ze zlosci,nie sa warte jednej naszej mysli.Narzekanie na wszystko i wszystkich,daje tylko chwilowa poprawe samopoczucia.I tak jestesmy zle,pelne zalu.Jak sobie pomoc?Mialam kiedys w pracy kolezanke /niestety zmarla bardzo mlodo na nowotwor mozgu./Byla to dziewczyna bardzo wesola,sympatyczna,o bardzowielu talentach.Byla przy tym bardzo poukladana wrecz  pedantyczna,miala zawsze na wszystko czas.Wlasnie ona udzielila mi kiedys bardzo dobrej rady.Widzac moje impulsywne reagowanie na rozne sytuacje w pracy.Powiedziala mi :kiedy bedziesz sie czula tak,jakbys miala za chwile eksplodowac ,powiedz twemu otoczeniu ze potrzebujesz kilka chwil"na trudna chwile".Pojdz do lazienki odkrec mocno krany i krzyczac glosno co o tym wszystkim myslisz daj upust swej zlosci.Oni cie nie uslysza , a Ty poczujesz sie od razu lepiej.Ta rada  juz wiele razy mi pomogla.Czesto w swoim zyciu ja stosuje i zawsze wtedy staram sie odmowic krotka modlitwe za dusze mej kolezanki z pracy.Ostatnio kiedy porzadkowalam zdjecia wpadlo mi w rece zdjecie z przyjecia imieninowego w pracy.Poniewaz moja  pani dyrektor byla tego samego imienia co ja obchodzilysmy ,imieniny w ten sam dzien razem.Bylo zawsze uroczyscie i robilysmy sobie okolicznosciowe foty.Kiedy popatrzylam teraz po latach na to zdjecie zamarlam z wrazenia.Z 12 osob z tego zdjecia 8 osob juz nie zyje.Byli i mlodsi i starsi odemnie.Bardzo sie tym zasmucilam.Wiem ze taka jest kolej rzeczy,wszystkim nam przyjdzie umierac.Nikt sie od smierci nie moze wykupic -za zadne pieniadze.Dzisiaj u nas ladna bez wietrzna pogoda ,ale temperatura jest juz niska .Tylko 15 stopni.W domu tez sie zrobilo chlodno,tak jakos surowo.Zalozylam na te moje biedne nogi grube skarpety i welniany serdak na grzbiet.Pusia tez dzisiaj nie bardzo byla skora do latania po lesie.Trzymala sie domu.Wczoraj jak wrocila do domu,usiadla pod lampa i caly czas sie pieknie wygrzewala.Przybierala coraz to nowe pozycje.Bardzo jej sie to podobalo.Zarowka taka energooszczedna,wiec pobor pradu znikomy.No i bylo to cos nowego.Wczoraj,az dwa razy ja zamknelam nie chcacy:raz w szafie,drugi raz na balkonie.Darla sie w nieboglosy  zeby ja uwolnic ale kiedy jej przedtem szukalam,siedziala bardzo cichutko,udawala ze jej nie ma.Taka mala psotnica.Ale jest nasza wielka radoscia.Psy dalej tesknia,nie chca jesc.Wczoraj maz karmil je z reki to troche zjadly.Juz za 5 dni wraca nasza corka i jakos wytrzymamy.Hala cdn.

czwartek, 22 września 2011

Ostatni dzien lata..........

Szybkimi krokami zbliza sie jesien.Dnie coraz krotsze,ranki bardzo szare smutne.Mgly snuja sie nad polami wokol naszego domu.Liscie z drzew ,ktorych nie brakuje wokol domu spadaja juz w duzej obfitosci.Slonce wychodzi docyc pozno,jakby sie czegos balo.Dobrze ze chociaz nie pada.Jest juz zdecydowanie chlodniej szczegolnie,w ranki i wieczory.Dzisiaj w necie na Facebooku  odezwala sie moja corka.Sa na wyspie Majorka.Jest tam podobno przepieknie.Cieplo i bardzo slonecznie.Teraz to mam wrazenie ze caly swiat to jedna globalna wioska.Internet bardzo wszystko i wszystkich do siebie przyblizyl.Wspominam jak to w latach 80-tych ub.wieku moje dzieci pojechaly na winobranie do Francji.Jak ja biedna godzinami czekalam na polaczenie telefoniczne z nimi i jaka zla byla wtedy slyszalnosc.Jak to sie wszystko zmienilo.Lato tegoroczne bylo fatalne/przynajmiej tu u nas w Bramkach/Nie dopisala wogole pogoda.Poniewaz notuje od lat codziennie jaka jest pogoda,wczoraj policzylam.Takich prawdziwie letnich cieplych,slonecznych bez uciazliwego wiatru dni bylo raptem 9 dni od polowy maja do teraz.Oczywiscie wylaczylam dnie kiedy bylo wprawdzie slonce ,ale byl wiatr taki juz dosc uciazliwy.Taki dzien,nastraja mnie depresyjnie i nic na to nie moge poradzic.Boje sie teraz jesieni i tych uciazliwych trudnych miesiecy.Krotkich dni i dlugich wieczorow.Musze sobie znalezc duzo zajec na dlugie wieczory,aby to jakos przetrwac.Doszlam do wniosku ze koniecznie musze wrocic do nauki jezyka polskiego.Tzn.w glownej mierze do gramatyki i ortografii.Tyle lat kiedy niczego wielkiego nie musialam pisac,zrobilo swoje.Robie okropne bledy w interpunkcji,w stylistyce itd...Musze do tego wrocic,aby to poprawic.Musze takze lepiej poznac wszystkie programy komputerowe,aby  poprawnie sie w nich poruszac i nie bac sie,ze cos popsuje.Ale czy w moim wieku mozna sie jeszcze,czegos nauczyc?Smiem w to watpic..... Sasiad nasz p.W. jest znowu bardzo smutny.Syna jego po kilku miesiacach wzgl.spokoju,znow dopadla jego przypadlosc.Mial jakies zyciowe niepowodzenie i znowu zalamanie a wiadomo " na frasunek dobry trunek" i niestety alkohol znow stal sie jego jedynym przyjacielem.My wszyscy mielismy nadzieje,ze sie na dluzszy czas uporal z tym problemem.Niestety jego demon wraca jak bumerang ze zdwojona sila.Bardzo lubilam patrzec jak elegancko ubrany jechal do pracy.Ale okazalo sie ze ta praca byla tylko na zastepstwo urlopowe i po okresie urlopowym sie skonczyla.Smutne,ale charakterystyczne dla czasu w ktorym zyjemy.Nie ma zadnej stabilizacji,pewnosci jutra.Tak ze jest nam rownie smutno jak naszemu sasiadowi. Hala cdn.

środa, 21 września 2011

Bajka ,nie bajka -mam dom.................

Pani i Pan bardzo sie ciesza z nowego domownika.Sa zachwyceni ze kotka jest taka czysta.Postawili jej duza miske z piaskiem i pokazali jak i po co ona jest.Kotka widzac jakie to dla nich wazne wskoczyla na piaseczek i zrobila siusiu.Pani byla zachwycona.Jez ma swoja miseczke z jedzeniem,wiec i kotka dostala swoja.Kiedy chciala zobaczyc co tam za pyszne jedzonko ma jez,zareagowal gwaltownie wypuscil igly na cala dlugosc i troche ja poklul.Pani bardzo lubila sie do kotki przytulac.Piescila ja za uszkiem.Kotka nie zdawala sobie sprawy jak bardzo to jest przyjemne.Bardzo jej sie to podobalo.Jedzonko tez bylo pyszne -takie fajne miesko w galaretce z takiej kolorowej saszetki.W drugiej kolorowej torebce suszone paszteciki z watrobka.Jak wspaniale chrupia i sa takie soczyste-oj dobre jedzonko.Nie trzeba szukac jest w zasiegu wzrokuAle mam dobrze-pomyslala kotka.Martwila sie jednak, ze nie ma jeszcze swego imienia.Bardzo juz nie chciala byc bezimienna znajda.Kiedy wieczorem bawila sie z Pania klebkiem welny,Pani zawolala "moja ty Pusiu kochana".To jej sie podobalo.To bylo imie ktore juz znala.Tak wolala Pani w tamtym domu na jej mame.Widzac iz,kotka spojrzala na Pania zywo i z zainteresowaniem powtorzyla jeszcze kilka razy -"tak,tak bedziesz nasza Pusia".Wszyscy byli zadowoleni.Nawet jez Tuptus tez sie cieszyl.I tak historia zatoczyla kolo.Od Pusi do Pusi.Ewentualny ciag dalszy przygod Kotki Pusi bedzie mozliwy.cdn...

wtorek, 20 września 2011

Bajka nie bajka ciag dalszy.................

Czasami dnie byly jeszcze bardzo piekne.Cieplo,slonecznie ale coraz szybszymi krokami zblizala sie zima.Mala kotka o kolorowym futrze postanowila znalezsc sobie dobry dom.Czesto w okolicy swego dawnego domu spotykala ciekawa pare.Dwoje starszych ludzi mieszkalo w pieknym jasnym domu nieopodal cmentarza.Czesto chodzili na cmentarz,widocznie niedawno stracili kogos bliskiego i czesto go odwiedzali.Kotka czesto przy tej drodze sobie biegala.Bardzo ta drozke lubila.Kiedys Pani na jej widok powiedziala do Pana -zobacz jaki smieszny kotek.Spodobali sie kotce.No i mieszkali w ladnym duzym domku.Byl tylko jden szkopul.W domu mieszkaly jeszcze dwa duze psy.Bardzo ladne .Jeden prawie labrador-pies Joris tak go wolali i suka Ruda Sara piekny owczarek niemiecki.Postanowila zawalczyc o swoj dom.Juz go wybrala.Teraz nalezalo sprawe doprowadzic do szczesliwego finalu.Pewnego pogodnego dnia Pani i Pan szli sobie spokojnie na cmentarz,nagle przyplatal sie kolo nog kotek ,taki maly chudziutki ,drobny..Troche sie zdenerwowali ze nie chce ich zostawic w spokoju.Weszli na cmentarz.Po pol godzinie wyszli z cmentarza i szli spokojnie do domu.Patrza co sie dzieje-to znowu ten kotek sie kolo nich placze.Pan postanowil go pogonic.Nic to nie dalo.Kotek z uporem maniaka postanawia dopiac swego.Jest zdeterminowany.Nie peszy go nawe poszczucie psami.Wskakuje na duza rozlozysta lipe.Wszak umie skakac po drzewach.Jest mistrzynia w wchodzeniu i schodzeniu z drzew nawet tych kilkunastometrowych.Ale mieszkancy wybranego domu o tym nie wiedza .Boja sie ze beda zmuszeni wzywac strazakow.Juz sie zastanawiaja co  kotka zrobic.Maja w domu swiezo znalezionego jeza.Ktorego musza podtuczyc przed zima.Boja sie ze nie dadza rady zaopiekowac sie dwoma zwierzakami.No i czy one beda sie mogly zakolegowac  te wszystkie zwierzaki.U corki na dole dwa psy u nich na pietrze jez Tuptus no i kotka.Czy to nie za duzo.Postanawiaja kotke wpuscic z powrotem do lasu.Po chwili nie zwazajac na psy kotka jest juz z powrotem na ganku.Bierze ja na rece corka mowiac"Tak na bezczelnego sie do nas wmeldowalas i co z toba zrobic -zostajesz".Decyzja zapadla .Kotka szczesliwa ma swoj wymarzony dom.I juz nie boji sie zimy.Co tam psy , co tam ten iglasty zwierzaczek.Jakos sobie z nimi poradze.Co bylo dalej .....ciag dalszy nastapi Hala.

Bajka nie bajka o kotku,przygodach i przyjazniach.

W pewnej malej mazowieckiej wsi,mieszkala sympatyczna rodzina.Zajmowali duzy jasny dom,pelen zakamarkow,i ciekawych miejsc.W tym domu z pania i panem mieszkala takze,mala kotka ,zwana pieszczotliwie przez domownikow Pusia.Miala na sobie sniezno-biale futerko z brazowa latka na czole.Bardzo dbala o siebie,ciagle sie czyscila.Dobrze jej bylo w tym domku.Miala swoje poslanie,dobre jedzonko.Byla kochana przez wszystkich domownikow.Nieraz jednak bylo jej smutno.Kiedy tak sobie biegala ,penetrujac zakamarki domu myslala o tym ze jest bardzo samotna.Pomyslala ze fajnie byloby miec towarzysza,do swoich zabaw.Pewnego dnia wczesnej wiosny kiedy wylegiwala sie na sloneczku na dachu garazu,cos czarnego blyszczacego mignelo jej przed oczami.Ten daszek garazu to byl jej ulubiony punkt obserwacyjny.Widac bylo z tamtad cale podworko i droge biegnaca wokol ich domu.Zaciekawiona patrzyla dokladnie co dzieje sie wokol domu.Wtedy zobaczyla pieknego czarnego dosc duzego kocurka.Kotek spojrzal na nia ciekawie,ale pobiegl dalej.Nigdy go przedtem nie widziala.Pomyslala ze to moze kotek z tego nowo wybudowanego domu.Widocznie juz tam ktos zamieszkal-  pomyslala.Jutro bede musiala zobaczyc kto to taki.Jak pomyslala tak i zrobila.Rano nastepnego dnia ,po smakowitym sniadaniu postanowila,zobaczyc  co dzieje sie w nowym domu.Na podworku nowego domu zobaczyla duzego ladnego psa biegajacego z  wokol czarnego kocurka.Naj wyrazniej byli mocno z soba zaprzyjaznieni.Bawili sie swietnie.Pies i kocurek ubrani byli w czerwone obrozki.,ktore tak ladnie brzeczaly kiedy sie poruszali.Pusia odwaznie podbiegla do nich/przeciez nie jestem tchorzem /-pomyslala.I wtedy rozpetalo sie pieklo.Pies groznie warknal ,zaszczekal i rzucil sie na kotke.Pusia jednak zdolala uciec.Wskoczyla na daszek garazu.Tu juz piesek nie mogl jej dosiegnac.Byla za wysoko.Szczekal jeszcze jaki czas ,w koncu dal za wygrana i sobie poszedl.Kotka bardzo zalowala ze,tak niefrasobliwie sie zachowala.Jak mogla sie nie bac obcego psa?Przeciez sie wogole nie znali.Kiedyjuz bardzo zmeczona postanowila pojsc do swego domu zobaczyla kocurka Czekal na nia cierpliwie na progu jej domu.Usmiechnal sie do niej widzac jej zaskoczenie.Spojrzeli sobie gleboko w oczy i juz byli przyjaciolmi na dobre i zle.Wystarczylo im jedno spojrzenie.Od tego dnia byli po prostu nierozlaczni.Razem biegali ,zagladajac w rozne ciekawe miejsca,poznawali okolice.I bardzo sie pokochali.Byli nierozlaczni.Minela wiosna ,dzien byl coraz dluzszy ,mieli duzo czasu dla siebie.Z tej wielkiej milosci,narodzilo sie nowe zycie.Na poczatku lata Pusia urodzila male kocieta.Pani przeniosla jej poslanie go garazu i tam w koszyku spala sobie spokojnie Pusia z swoimi kocietami.Bylo ich troje tych maluszkow.Jedna mala kotka biala po mamie,kocurek czarny z oczkami jak dwa wegielki i trzecia kotka taka w rozne laty/bezowo,brazowo,czarne/niereguralne duze latki.Taki styl Picasso.Byla odmiencem takim "brzydkim kaczatkiem".Nie bardzo sie spodobala swoim rodzicom.Postanowili ze bedzie musiala sama sobie radzic w zyciu.Byla bardzo samodzielna ,biegala swietnie po drzewach.Zywila sie tym co znalazla w zaroslach.Pila wode z rosy i dawala sobie swietnie rade.Bardzo sobie chwalila ta swoja samodzielnosc.Ale konczyla sie jesien.Dnie coraz krotsze i zblizala sie zima.Trzeba poszukac domu. Jak kotka poszukala sobie domku w czesci drugiej  bajki nie bajki........Hala

niedziela, 18 września 2011

Bardzo spokojnie............

Od kiedy moj wnuk i corka wyjechali dom jest jakby uspiony.Cisza ,spokoj,nikt nie gra glosnej muzyki.Psy zachowuja sie jakby byly w jakims letargu.Sa nie bywale smutne,oczy ich sa zalzawione pelne smutku.Niczym nie mozna ich zainteresowac po prostu bardzo tesknia za swoja ukochana pania.Przezywamy to razem z nimi.Nie myslalam,ze bedzie to takie trudne i dla nas.Musimy jednak to przezyc my i nasze kochane zwierzaki.Od naszej corki mamy wiadomosci przez internet.Bawia sie dobrze sa zdrowi i cali.Odwaznie korzystaja z nawet ekstremalnych zabaw.Zdjecia ukazuja nam zupelnie odmieniona nasza corke.Wreszcie zaczela sie cieszyc zyciem i korzystac z wszystkich jego urokow.To bardzo dobrze.Ja dzisiaj rano po spojrzeniu na poczte internetowa zostalam bardzo sympatycznie zaskoczona.Otrzymalam  11 zdjec z mojej rodzinnej miejscowosci zrobionych przez przemilego kolege klasowego.Jak dobrym trzeba byc czlowiekiem ,aby chciec sprawic radosc swojej dawnej kolezance/dziewczynie z pieknym warkoczemjak napisal/.Zmienilo sie to moje male slaskie miasteczko.Oj zmienilo.Wybudowano nowe piekne domy powstaly nowe ulice ,zaulki,urokliwe wrecz miejsca.Ja juz tego inaczej jak na fotografi nie zobacze.Chwala memu wiernemu koledze za piekna pamiec.Wczoraj w nocy mielismy zdarzenie ktore nas zbulwersowalo-nasz dom jest ostatnim w uliczce,potem juz tylko pola i chaszcze.Na koncu stoi duza latarnia ,wiec jest dosyc jasno.Okolo godziny 21.30 podjechal samochod z przyciemnionymi szybami .Zatrzymal sie nikt z niego nie wysiadl i sobie stal.Po dwoch godzinach samochod sobie stal nadal.Juz sie troche zastanowilismy - co sie dzieje.Zaczelismy snuc rozne domysly,snuc rozne teorie.W koncu ja widzac ze u sasiada wszyscy juz poszli spac poprosilam meza by sie odwazyl i poszedl sprawdzic kto to parkuje pod nasza brama..Maz sie ubral wzial pistolet do racy i poszedl na dwor.Poswiecil im latarka do samochodu wtedy po chwili wyskoczyl mlody mezszczyzna i przeprosil tlumaczac ze z kolega i dziewczynami sobie troche porandkowali stojac w tym miejscu.Grzecznie przeprosil iz,nie zdawal sobie sprawy z niepokoju jaki w nas wzbudzili i za chwile odjechali..I tak  banalnie zakonczyla sie nasza  przygoda z nieznanym i poszlismy spac.Byla godzina 1-sza nowego dnia.Ale co ciekawe psy chyba wyczuly ze to mlode zakochane pary,bo wcale sie jakos za mocno nie awanturowaly.Dzisiaj rano smialam sie do siebie jaka to my mielismy wyobraznie co do tego zdarzenia.Nie smiem tego nawet napisac bo bylo to calkiem glupie i niedorzeczne.Hala cdn.

wtorek, 13 września 2011

Jeszcze o slubie...........

Nie o wszystkim godnym uwagi napisalam w dniu 12.09.wiec nadrabiam.Kiedy mloda para  w rytmie marsza weselnego skierowala sie do wyjscia z kosciola musiala przejsc przez wspanialy szpaler utworzony przez ubrane w biale stroje dzieciaki z bialymi rozami w reku skrzyzowanymi nad glowami mlodej pary.Bardzo to bylo wzruszajace.Dzieciaki to uczestnicy zajec tanecznych i obozow tanecznych prowadzonych przez pare mlodych.Prowadza oni firme organizujaca wspanialy wypoczynek dla dzieci i mlodziezy,oraz studio tanca.Potem juz byly zyczenia i tradycyjne rzucanie pieniazkow na szczescie ktore mloda para musiala pieczolowicie zbierac.I tu znowu przypomniala mi sie historia z slubu mojego syna.Poniewaz slub brali /z roznych wzgledow/w adwencie goscie weselni co i rusz byli uspakajani przez ksiedza ,aby sie cicho zachowywali.Tak ze radosc byla niejako stonowana.Ale i tak radosci nie bylo konca .Juz chyba nigdy w swoim dosc juz dlugim zyciu nie bylam taka radosna.No-moze jeszcze wtedy kiedy rodzily sie moje wspaniale wnuki.Tak jednak nie moge tak mowic.Wiele jednak wspanialych chwil glownie z e swoja rodzina przyszlo mi przezywac w moim zyciu i oby tak dalej.Dzisiaj moja corka wyjechala na bardzo zasluzony wypoczynek do Hiszpanii w poblize Barcelony.Bedzie tez w czasie tego pobytu w Hiszpanii kilka dni spedzac na Majorce.Mam nadzieje ze wszystko sie uda tak jak sobie zaplanowala.Pojechala z swoim synem i jego dziewczyna.My z mezem zostajemy z naszymi zwierzakami na gospodarstwie.Nie wiem jak zniosa taka dluga /dwa tygodnie/rozlake z swoja ukochana pania nasze psy.Beda bardzo smutne.Odlatuja dzisiaj o godz.21-ej z Krakowa.Trzymam za nich kciuki.Niech im sie wiedzie.........Halacdn.......