piątek, 17 lutego 2012

Kotka Pusia i nie tylko............

Dzis Swiatowy Dzien Kota.Z tej,to okazji zlozylam juz zyczenia mojej Pusi.Ubralam ja w czerwona wstazeczke i dumnie z nia paraduje.Ma byc swiatecznie wiec jest.Zlozylam tez zyczenia pewnemu kocurkowi z Bielska Bialej.Mysle ,ze jego Pani mu je przekaze."general" poszedl do ogrodu i dla kotkow ktore nas odwiedzaja wysypal cala miske pysznego Whiskasa -miesne paszteciki.Przychodzi do nas taki sliczny kocurekczarny o pieknych zielonych oczach.Latem bardzo sie przyjaznil z nasza Pusia.Teraz kiedy Pusia w zaden sposob nie chce biegac po dworze ,on prowadza sie z inna kotka taka w czarno biale latki.Maz im czesto wsypuje kolo naszego ogrodzenia resztki jedzenia.Kiedy Naszej Pusi powiedzielismy ze to co ona zostawi dajemy kiciusiowi,zawsze choc odrobine zostawia dla kiciusia.Ci ktorzy zagladaja na mojego bloga od dawna ,wiedza skad wziela sie Pusia.Ja tylko przypomne ze,jest znajda z cmentarza.Jest nie wiadomo skad ?Jak z innej planety.Jej pochodzenie jest wielka tajemnica.U kogo byla swoje pierwsze pol roku?Tego nikt nie wie!!!Dla mnie kot to jedna wielka niewiadoma.Nigdy nie wiesz jak na Ciebie zareaguje.Czy da sie poglaskac.popiescic?.Psy maja radosc wypisana na mordce.Kot jest zawsze troche nieufny.Pusia lubi,zeby sie nia interesowac.Puszczac jej "zajaczki".Kiedy rozpakowywalam jeszcze pudla z roznymi bambetlami byla przeszczesliwa kiedy mogla sie w tych pudlach chowac.Skacze tez po szafach i regalach,im wyzej,tym lepiej.Daje nam wiele radosci.Juz sobie nie wyobrazam zeby jej nie bylo.Zycze tez wszystkim biednym kotkom ktore nie maja domu aby,go wkrotce znalazly i byly szczesliwe.Mam swietnych znajomych urocza pare z zagranicy ktorzy tez kochaja bardzo swego pieknego kotka.Jej tez skladam serdeczne zyczenia zdrowka,i dobrego humorku.   cdn......Hala

czwartek, 16 lutego 2012

kiedy przyjdzie wiosna........

Taraz kiedy sie juz nazimowalismy marzymy o wiosnie.I wyglada na to ze ciagle nam jest cos nie tak.Niestety jest to taka natura czlowieka.Stale mysli o tym czego chwilowo nie ma.Ale moze to jest tak wlasnie dobrze,ze przez to posuwamy sie do przodu a,nie zastygamy w bezruchu.Wyslalm do moich przyjaciol na NK piekny slajdzik wlasnie o wiosnie .Niech popatrza na kwiaty i sie ich widokiem rozwesela. Dzis jest "tlusty czwartek".Od rana wszystkie stacje tv przypominaja nam ze dzisiaj musowo trzeba jesc paczki  i inne slodkosci.Ja bede piekla faworki.Paczki to wyzsza szkola jazdy,aja niestety jej nie spelniam.Paczki beda z cukierni.Jak juz sie tak zaslodzimy to bedziemy myslec jak zgubic te zbedne kilogramy .I wtedy pomyslimy ze trzeba jeszcze kawalek drogi przed domem odsniezyc albo pojsc na spacer.Mnie pozostaje tylko stacjonarny rowerek.Ale dobre i to.

Wczoraj w Sosnowcu pochowano tragicznie zmarla mala Madzie.Mnie ciekawi tylko ile wsrod licznych zalobnikow na cmentarzu bylo lludzi ktorzy byli tam z potrzeby serca a ilu bylo  zwyklych ciekawskich gapiow.No ,tak ludzi zadnych sensacji nigdy nigdzie nie brakuje.Zauwazcie kiedy sie wydarzy jakis wypadek ilu zaraz jest gapiow.Jestesmy ciekawskim narodem.Lubimy sie interesowac sasiadami.Ale juz z pomoca kiedy trzeba jej udzielic,tak sie nie wyrywamy.Wolimy z daleka.Jest nawet na Slasku takie powiedzenie,ze rodzina ktora nie za bardzo zyje w silnej wiezi z sasiadami to rodzina "przed sia".Kto z Slazakow zabladzi na mojego bloga bedzie wiedzial o co w tym chodzi.Mysle ze jutro tez bedzie fajny dzien i przyniesie mile wiadomosci.Czego i Wam i sobie zycze.........cdn Hala

środa, 15 lutego 2012

hu,ha nasza zima zla..................

Smiac mi sie chce jak sobie przypomne nasze obawy co do zimy.Ze juz jej nie bedzie,ze gwaltowne ocieplenie klimatu i takie tam rozne gdybania.To wszystko mozna wlozyc miedzy bajki.Jest zima i tojaka.Najpierw prawie 3 tygodnie siarczystych mrozow,a teraz sniegi zawieje sniezne.Dzisiaj u nas w Bramkach dulo nieziemsko.Moj "general" musial pojsc do sklepu,wczoraj mu sie nie chcialo .Dzisiaj nie bylo -zmiluj.Skonczylo sie jedzenie dla naszej kotki Pusi.A dla niej Pan jest gotow na najwieksze poswiecenie.Co prawda do sklepu nie jest daleko ale,jednak.Ubral sie jak ,na wyprawe polarna i poszedl.Byl bardzo szczesliwy kiedy wrocil,ze dokonal wielkiego wyczynu.Bardzo sie cieszyl kiedy z troska i podziwem komentowalam jego wyczyn.Faceci tak maja musza byc ciagle chwaleni i podziwiani.Zreszta kto tego nie lubi?W Bramkach zrobilo sie jakos tak cieplej.Dzisiaj poniewaz byl wiatr nie czuc bylo okropnego smrodu ktory kilka dni temu odbieral nam oddech.To wina palenia w piecach c.o roznym opalem.I kiedy nie ma wiatru nie daje sie wytrzymac.Wczoraj czytalam ze w Zakopanem tez jest taki smog z killuset kominow dymiacych.Przeciez Zakopane jest nizej polozone i nad miastem tworzy sie czapa smogu ,gorzej niz na Slasku przy kopalniach.Wtedy kiedy wieje wiatr mozna wytrzymac.Ale kiedy jest flauta to jest klops/uzylam zeglarskich okreslen/Teraz kiedy pisze te slowa wiatr sie uspokoil i przestal padac snieg.General poszedl odsniezac schody ,ganek i taras.Pelne poswiecenie.Pies Joris kopie w sniegu tunele.To prawie labrador a te psy uzywane sa do ratowania ludzi ktorzy utkneli w snieznych lawinach.Widocznie maja to w genach.Sara sie tylko przygladala co on wyprawia.Taki widok dzisiaj mialam z mego okna.Nasz kotka Pusia lubi sie wylegiwac na fotelu kolo biurka na ktorym stoi komputer.Lubi  mi dotrzymywac towarzystwa.Bylabym zapomniala -mialam jeszcze jedna walentynke z zyczeniami az z dalekiego Aachen.Wczoraj byl naprawde fajny dzien.........cdn.Hala

wtorek, 14 lutego 2012

Fajny dzien............

Te Walentynki to jednak fajne swieto.Nawet dla osob w wieku grubo po balzakowskim.Jeszcze sie tak calkiem niewymiksowalismy  z zycia spolecznego.Jeszcze mamy w sobie ,/mimo calej listy chorob/radosc zycia.Kazda drobna przyjemnosc sprawia nam ogromna radosc .W moim domu "general "spisal sie na medal.Bylo sniadanie ladnie podane i zapalona swieca.Byl tez soczysty buziak.To bardzo duzo ,bo nie jest zbyt wylewny w okazywaniu uczuc.Potem usiadlam do komputera i na NK moj przyjaciel /o ktorym nic nie wiem blizszego/napisal mi na moim profilu dwa bardzo fajne okolicznoscioew wierszyki i przeslal serdeczne buziaki.Tym samym zapewnil mi dobry humor na reszte dnia.Jak malo trzeba zeby mnie usatysfakcjonowac.Tak ,to jest w pewnym wieku ze ciesza nas byle drobiazgi.Musze tez napisac kilka slow o tym jak dobrze jest miec tylu znajomych z dawnych lat.Z niektorymi osobami juz nie mielismy kontaktu pol wieku,a teraz piszemy do siebie,lubimy sie.Wysylamy sobie foty,powierzamy sobie rozne smutne i radosne sprawy z naszego zycia.Mysle ,ze tego nawet w najsmielszych marzeniach sie nie spodziewalismy.Trzeba tylko dobrych checi ,no i co tu mowic -czasu.Ja mamgo az,za duzo.Wiec pisze,czy sie to komu podoba czy nie.Czasem jestem zmartwiona brakiem odzewu na moje posty,boje sie ze kogos zanudzam.Ale co mi tam jest mi tak fajnie kiedy stukam w klawiature a moja kotka Pusia sobie obok na fotelu spi,lypiac na mnie od czasu do czasu swoimi pieknymi zielonymi oczami.Jest blogo,sielsko i anielsko.........cdn.Hala

poniedziałek, 13 lutego 2012

razem ,zawsze razem.............

Wczoraj przez media,przebiegla wiadomosc ktora mnie ogromnie zaciekawila i wzbudzila moje nieklamane zainteresowanie.Otoz w pewnym amerykanskim miescie zylo sobie malzenstwo.Byli razem z soba przez 65 lat,bardzo sie kochali,rzadko sie rozstawali.Z wyjatkiem czasu wojny kiedy Pan byl zolnierzem,zawsze byli razem.Kiedy Pani zachorowala Pan ostatnie jej dni spedzil przy jej lozku szpitalnym.I wtedy powiedzial jej pamietne slowa-nie martw sie kochanie juz niedlugo sie tam razem spotkamy.Rzeczywiscie po 88 minutach odszedl na rozlegly zawal serca.Jutro Walentynki dzien w ktorym slowa o dozgonnej milosci i slowo kocham jest wypowiadane przez wszystkie mozliwe przypadki.Dzien zakochanych.Piekne swieto swiezo importowane do nas.Mlodzi pewnie szybko go uznali.W tym dniu kupuja sobie drobne upominki,robia sobie wzajemnie rozne niespodzianki.Ja mimo swego wieku tez polubilam i zaakceptowalam to Swieto.Oczywiscie ja juz nie mam co liczyc na jakies Walentynki.Chociaz kto to wie?????/Moje poczucie humoru siegnelo szczytu/Chcialoby sie jednak aby deklaracje milosna skladane przy okazji Swiat mialy bardziej trwale podstawy..Odeszla znana aktorka i piosenkarka amerykanska Whitney Huoston.Lubilam jej spiew a,jeszcze bardziej podobala mi sie jako aktorka.Szcegolnie podobala mi sie w filmie "Zona pastora".Wiem ze jej zycie ,prywatne bylo jednym wielkim pasmem udreki.Za sprawa jej meza z gruntu chyba niedobrego czlowieka miala smutne zycie .Mysle ze i tak byla dzielna ze tyle lat wytrzymala u jego boku.Jak obludnie brzmialy jego deklaracje o milosci w stosunku do niej ,po jej zgonie.Walczyla z nalogami jak umiala ,ale nie na wiele pomogly jej wszystkie te kuracje odwykowe,pobyty w super klinikach.Ona nie miala kolo siebie nikogo kto by ja kochal naprawde.Wszyscy kochali tylko jej pieniadze.Teraz kiedy zabraklo pieniedzy zostala sama.To sie musialo tak skonczyc.Wiek 48 lat to nie wiek na odchodzenie do innego swiata .A moze tam teraz powstaje piekny chor kto to wie....................cdn Hala

niedziela, 12 lutego 2012

Jak dawali rade.............

Byc moze za czesto wracam  do wspomnien.Jest to chyba troche dla tego ze w moim zyciu nie dzieje sie za wiele ciekawego,godnego uwagi.Dzien za dniem uplywa wg.utartego schematu.Co tu duzo mowic jestesmy z mezem juz "starsi panstwo"Zero podrozy,zero nieoczekiwanych zdarzen ,poprostu nuda.Dzisiaj jednak postanowilam przyjrzec sie wczesnym latom piecdziesiatych ub.wieku i dawalam tytul swemu postowi:jak dawali rade.........Wlasnie,jak to bylo?Ja poszlam do pierwszej klasy w 1945 roku mialam wtedy skonczone 6 lat.Umialam juz czytac,nudzilam sie w domu wiec wyslali mnie do szkoly..Co pamietam tak dobrze jak dzis?.No "tyta" taki rog obfitosci z slodyczami ktory dostaje kazdy pierwszoklasista na Slasku.Zauwazcie ze bylo to krotko po wojnie.Jak oni zdazyli o tym pamietac i to przygotowac.Szkola pachniala czystoscia byla odnowiona.Wszystko przygotowane na powitanie uczniow.Wtedy byl taki schemat nauki.Klasy od 1-7 szkola podstawowa.Potem egzamin i przyjecie do klasy 8 a w 9 tej byla mala matura/tez egzamin.Potem klasa 10 i 11 ta.i duza matura..Od Klasy 5-tej uczylismy sie jezyka rosyjskiego.Dobrze nas uczyli bo jeszcze dzis pamietam bardzo duzo wierszy w jezyku rosyjskim.Zapoznawano nas dobrze z wielka literatura rosyjska i poezja.Uczylismy sie takze laciny.Tez jeszcze pamietam wiele z Aurea etas .to byl podrecznik do laciny.Byl tez jezyk angielski i kto sie przykladal to dobrze go poznal.I jakos temu biednemu panstwu po wojnie na to starczalo pieniedzy.Kazdego roku szkolnego byly co najmniej dwie wycieczki krajoznawcze.Wszyscy jechali i dzieci z rodzin biednych i zamozniejszych.Kiedy teraz widze zdjecia z wycieczek na forum klasy na NK to raduje mi sie serce i jednoczesnie sie zastanawiam-jak dawali rade.W szkole odbywaly sie ciagle jakies zawody sportowe.Nasi koledzy z klasy byli wybitnymi sportowcami.Pozniej studentami AWF.Kiedy w Katowicach powstal Palac Mlodziezy bylismy tam z naszymi klasami czestymi goscmi.Uczestniczylismy w roznych festiwalachi imprezach.Pamietam kiedy wysiadajac z pociagu w Katowicach z cala klasa zareagowalam na nazwe stacji ktora wolal konduktor Stalinogrod.Ja podbieglam i  krzyknelam"Jaki to Stalinogrod przeciez to Katowice"A konduktor dobiegl do mnie i mnie uderzyl w twarz.Jakis bardzo gorliwy to byl czlowiek.Ja juz mu wybaczylam,nie wiedzial co czyni.Nasi pedagodzy wspaniale dbali  zebysmy harmonijnie rozwijali nasza wrazliwosc na piekno i kulture.Jak bardzo pasjonowalismy sie konkursem Chopinowskim.Ja mialam w domu dobry aparat radiowy Tesle .Ile my godzin spedzalysmy na sluchaniu muzyki.Wtedy zwyciezca konkursu byl Polak Adam Harasiewicz.Wszystkie sie w nim kochalysmy byl naszym jakby to teraz mowili "idolem".Z naszego miasteczka wtedy tez rozpoczela swoja wielka kariere Lidia Grychtolowna.W kinie Wawel byly czesto jej koncerty dla uczniow.I zadnych biletow wszyscy mogli uczestniczyc w roznych imprezach za friko.Jak dawali rade.Bylismy wszyscy jednakowo nie zamozni.Moze byly jakies jednostki bardziej zamozne,ale my tego nie odczuwalismy wcale.Nosilismy mundurki ,bo chcielismy.Przymusu nie bylo /widac to na zdjeciach klasowych.Ale berety byly obowiazkowe.Ci ktorzy wczesniej przyszli do szkoly wyrzucali przez okno berety swoim kolegom i kolezankom bo wozny szkolny/wspanialy czlowiek/ sprawdzal te berety.Byl tez piekny szkolny chor.Mialysmy skromne ,ale bardzo ladne stroje.Uczono nas wszystkich polskich piesni patriotycznych,legionowych.Byly to podobno czasy straszne.Niestety ja nie moge przyznac racji tym wszystkim madralom wypowiadajacym sie na temat tego co dzialo sie w latach pwojennych.Mlodzi ludzie  ktorzy chcieli sie uczyc mieli wiele mozliwosci.Mogli rozwijac swoje umiejetnosci artystyczne.Przyklad pierwszy z brzegu nasza kolezanka  Marysia Walecki -solistka spiewajaca ONDRASZKA.Usia Porwol spiewajaca KARLIKA w Zespole Slask.Pilkarz Stanislaw Oslizlo,siatkarz repr.Polaki Olek Gediga.I ciagle wraca do mnie pytanie -jak dawali rade..........cdn.Hala

piątek, 10 lutego 2012

utracony swiat..............

Dzisiaj po kilku tygodniach rozmow i prosb telefonicznych z jedna z niewielu pozostalych osob z mojej rodziny-dostalam  droga internetowa zdjecie calej mojej rodziny.Zdjecie jest  z poczatku lat 50-tych ub.wieku.Zrobiono je z okazji slubu najmlodszej siostry mego ojca.Wychodzila za maz majac lat 17 za pilkarza  wielkiej nadziei miejscowego wtedy juz dobrego klubu pilkarskiego "Naprzod 23 Rydultowy".Byla to piekna para.Panna mloda bardzo ladna dziewczyna a Pan mlody to jakby teraz mlodzi powiedzieli przystojniak.Wielkie Ciacho.Wsrod gosci ,ajest ich niemalo,/okolo40 osob/rozpoznalam prawie wszystkich.Ja bylam wtedy malutka dziewczynka majaca gdzies okolo 10-12 lat nie moge tego dokladnie okreslic na zdjeciu.Teraz z tymi ktorzy jeszcze zyja/glownie za granica/juz sie zrownalam wiekowo.Patrze na ten swiat ktorego juz nie ma.Ci wszyscy ludzie weseli,uradowani jak to na weselu juz sa gdzies w innym swiecie.Dobrze ze chociaz mozna ich pieknie powspominac ogladajac takie piekne zdjecie.Babcia moja pieknie ubrana  w jakli /po chlopsku/.Jakla to taki kostium z dluga bluzka i dluga spodnica z bialym koronkowym kolnierzykiem.Dlaczego "po chlopsku/bo byla juz starsza zona za chlopem/.Wszyscy weselni goscie pieknie byli poubierani wg.owczesnej mody.Przypomniala mi sie taka historia ktora dotyczyla pana mlodego.Byl bardzo dobrym pilkarzem i kiedy ze strony  klubu Gornik Zabrze padla propozycja /jakby to teraz powiedziec/transferu do tego klubu.Rozpetala sie w rodzinie prawdziwa wojna.Mloda zona na nic sie nie zgadzala.Nie chciala zmiany swojego zycia.Zbyt byla przywiazana do swojej rodziny.Dom byl wielopokoleniowy i wszyscy mieszkali w jednym domu.Razem sie weselili,plakali i bylo im tak dobrze.Nie chcieli zadnych zmian.Wogole to cala ulica miala jakies z soba pokrewienstwo,blizsze,dalsze ale byli z soba jakos tam zwiazani.Teraz po tylu latach doczytalam sie w internecie wiele ciekawych rzeczy o malym miasteczku Rydultowy w ktorym mieszkalam do 19 roku zycia.Co prawda urodzilam sie w Rybniku /tam wtedy mieszkali moi rodzice/ Okupacje przezylismy w Skoczowie i od 1945 -tego roku-mialam wtedy 6 lat.Poszlam do szkoly w Rydultowach.Wszyscy mezszczyzni z rodziny pracowali na kopalni/oprocz mego ojca/.Kobiety prowadzily dom.Taka to byla slaska tradycja.Tego tez juz nie ma.Bardzo tesknie za tamtym czasem.Jeden z moich kolegow jak go poprosilam zrobil mi zdjecie mego domu w ktorym sie wychowalam i przyslal przez internet.Jak to zdjecie zobaczylam i ta roze w ogrodzie w ktora moj dziadek potrafil sie godzinami wpatrywac to dlugo nie moglam dojsc do siebie ze wzruszenia.Ale sentymenty na bok.Mam jeszce w planie opracowac piekna historie rodziny i ostro musze sie wziasc do roboty zeby sie nie skonczylona planach i zamierzeniach.Na razie zbieram wszystkie materialy ale idzie mi to bardzo trudno.Moze mi nie starczyc po prostu czasu.............cdn Halina

wtorek, 7 lutego 2012

Dobre miejsce..................

Minelo wlasnie poltora roku jak pozegnalam Warszawe.Zamieszkalam w malej wsi Bramki k.Blonia.Po 40 latach mieszkania w stolicy bylo to nielada wyzwanie dla mojej rodziny.Balam sie wszystkiego.Ale jednoczesnie bylam szczesliwa ze mam przed oczami,widokrag.Wszystkie okna w calym mieszkaniu wychodza na cztery strony swiata i wszedzie jest zielonoWarszawskie mieszkanie bylo na 6 tym pietrze z widokiem na szara sciane sasiedniego bloku.Cisza i spokoj jaka jest wokol nas z poczatku budzila w nas zdziwienie.I tylko dzwon z koscielnej wiezy bijacy rano na msze,w poludnie o 12 tej i wieczorem na msze swiadczy o tym ze mieszkamy wsrod ludzi.Moja kolezanka z Warszawy miala obawy jak bedzie z dostepem do lekarza.Ja tez mialam pewne obawy.Otoz nic z tego,sie nie potwierdzilo.Jest bardzo dobrze ,wrecz fantastycznie.Przychodnia z lekarzami pierwszego kontaktu dziala bez zarzutu.Sa dostepni kazdego dnia i rano i po poludniu.Caly personel bardzo zyczliwy,kompetentny.Po pierwszej swojej wizycie u mojej przemilej dr.Zawadzkiej poczulam sie dobrze zaopiekowana.Wobec ogolnych klopotow z sluzba zdrowia,my nic takiego nie odczuwamy.Nawet glosna w calej Polsce sprawa recept u nas nie miala miejsca.Ten spokoj i poczucie bezpieczenstwa,jakie tu mamy jest dla nas bezcenne i bardzo sobie to chwalimy.Wszystkie inne sluzby miejskie z  gminy Blonie tez wg.mnie dzialaja bez zarzutu- pogotowie ratunkowe,wywoz nieczystosci wg.harmonogramu zawsze punktualnie,straz miejska zglaszajaca sie zawsze kiedy jest wzywana.To jest wysoki standart uslug i nie jedno duze miasto mogloby nam pozazdroscic takiego standartu.Zeby nie bylo tak laurkowo-drogi na bocznych uliczkach wymagaja pilnej naprawy.Ale mysle ze na wiosne sie doczekamy naprawy naszej Bajecznej,wszak nazwa ulicy do czegos zobowiazuje.No i te dzikie wysypiska tworzace sie na zaniedbanych posesjach.Tez cos z tym trzeba zrobic.Bramki to dobre miejsce............. cdn........Hala

poniedziałek, 6 lutego 2012

Nie lubie poniedzialkow...................

To slynne powiedzenie  z filmu jest bardzo adekwatne do sytuacji w jakiej jestem.Ciezko bylo mi wstac.Wszystko bolalo.Potrzebuje okolo godziny aby sie rozruszac.Ciekawosc jednak mnie zmobilizowala i wstalam aby wlaczyc mego przyjaciela.Komentarze jakie  od kilku dni ukazuja sie w mediach w sprawie z Sosnowca,budza we mnie groze i przerazenie.Tragedia ludzka jako wielka sensacja.Chcialoby sie rzec-c"ciszej nad ta trumna"Gdzie byli wszyscy bliscy tej rodziny,ze nie dostrzegli ze cos niepokojacego sie wtej rodzinie dzieje.Ja wiem wszyscy strzega"prywatnosci",nie chca sie wtracac.Trzeba sie wtracac ,aby nie bylo takich nieszczesc.Teraz latwo pojsc -zaniesc zabawke ,zapalic znicze,do tego nie trzeba odwagi.Ale gdyby ktos sie wykazal odwaga do tego by nie doszlo.Trzeba reagowac ,bo jak wszyscy sobie odpuscimy to strach myslec co bedzie.Dzisiaj mlodzi ludzie maja malo cierpliwosci do dzieci.Sami dlugo mentalnie sa dziecmi.Kochaja komputerki ,rozne zabaweczki ,gadzety.Chca zyc lekko ,wesolo bez odpowiedzialnosci a ze,czasem przytrafi sie nowa zabawka DZIECKO ,ktore placze,chce sie bawic ,chce jesc,jest to juz

wielki dla nich problem.Okazalo sie ze nasz sasiad ktory zmarl mial kilka lat temu krwiaka i mial operacje.Wycieto duzego krwiaka a,maly zostal nie mozna go bylo usunac.Mial sie kontrolowac,uwazac na siebie.Ale on mial z tym problem.Kilka dnie przed smiercia kiedy cisnienie atmosferyczne osiagnelo rekordowa wysokosc,bardzo bolala go glowa.Widocznie pekl mu ten krwiak i odszedl w zasadzie w snie.To dobra smierc.I dla chorego i dla rodziny.Ja,ktora swiat realny ogladam tylko z perspektywy okien naszego domu.Bardzo boleje nad brakiem widoku krzatajacego sie wokol swego samochodu naszego sasiada.Pogoda jet bardzo ladna ale,w dalszym ciagu duzy mroz.Dzisiaj po polu naprzeciw naszego domu hasaly piekne duze zajace.Wogole sie nie boja bazantow ktore dumnie spacerowaly niedaleko nich.Kogut bazant jest piekny,dostojny.Zadziwiajace jest jak wspolnie potrafia zyc w jednym srodowisku,niedaleko domostw ludzkich.Dzisiaj mam ochote na nalesniki i zaraz zabieram sie do roboty.I to by bylo wszystko na dzisiaj.............cdn.Hala

piątek, 3 lutego 2012

dzieje sie wokol.............

Po wczorajszym horrorze z piecem do ogrzewania domu dochodzimy do siebie.Bylo bardzo nerwowo.Mroz coraz wiekszy,piec wylaczony.Nie bylo nam za wesolo.Pan ktory mial sie ta awaria zajac,nie mogl sobie poradzic z iloscia zlecen na naprawy.Powiedzial ze sie postara ,ale gwarancji na to ze zdazy jeszcze w dniu wczorajszym nie dawal.Jednak sie udalo i o godz.19-tej piec zostal ponownie wlaczony i po kilku godzinach rozkoszne ciepelko nas utulilo do snu.Dzisiaj  o godz.10-tej wpadla do nas corka z alarmem aby"general" poszedl do naszego sasiada.Miala od niego telefon ze cos sie dzieje z jego synem i juz wezwala pogotowie ratunkowe."General" poszedl a za nim przyjechalo pogotowie.Okazalo sie ze syn Pana W. juz nie zyje.Po chwili przyjechala policja.Nie wiem kto ja wzywal ,chyba ci z pogotowia?.Niedlugo potem,zjawili sie synowie,ktorzy raczej nigdy nie odwiedzali swego dziadka.Ale jest majatek wiec trzeba trzymac reke na pulsie.Tak to juz jest .Do pomocy nie bylo nikogo.Dziadek sam borykal sie z uciazliwym synem.Zaistniala jednak ewentualnosc spadku i cala rodzina zostala postawiona na bacznosc.W taj chwili a,jest godz.15 ta kilka samochodow parkuje pod brama domu Pana W.Bardzo mi zal bylo syna Pana W.byl to bardzo skadinad  fajny czlowiek uczynny,pracowity /oczywiscie kiedy Pani Wodka na chwile mu odpuscila/bardzo sympatyczny,zlota raczka.Nie wiadomo jaka byla przyczyna jego odejscia,ale bardzo szkoda ze tak sie to skonczylo.Dlugo bede pamietac ten dzien 3 luty 2012.Jakos tak rok po roku ktos na tej naszej Bajecznej nas zegna............cdn.Hala