wtorek, 17 września 2013

Chyba, coś jest na rzeczy............

Wczoraj w prasie ,i innych mediach ukazała się bardzo enigmatyczna,lakoniczna informacja,dotycząca wielkiej afery AmberGold.Nie znam się zupełnie na wielkich finansach,bo jakbym się znala to byłabym bogata,a nie jestem.Ale zbulwersowała mnie bardzo taka informacja. Otóż podobno kilkadziesiąt,osób które mowiac kolokwialnie "umoczyly pieniądze" w tym eleganckim "banku nie banku" nie upomina się o rzadne pieniądze ktore stracili bo nie potrafią się wytlumaczyć zkąd u nich takie fortuny.Podobno przy tej okazji fiskus postanowił niektórych inwestorow tych fortun prześwietlić.Ale czy wszystkich?.Ciekawi mnie jaki był status społeczny tych inwestorów.Bo ,że nie byli to drobni ciułacze to już wiemy.Lokaty były duze bo i obietnice dotyczące procentow też były duże.Mnie zastanawia jeden fakt.Skąd biorą się takie instytucje parabankowe,firmy pożyczkowe.Przecież ,żeby zalożyć taki biznes  trzeba miec bardzo duże pieniądze.A może wcale nie trzeba?.Przecież te pożyczki są bardzo wysoko opodatkowane.Tzn.procent jest bardzo wysoki i kilka pożyczek  udzielonych na wysoki procent daje już poważny zysk.Banki z swoimi pożyczkami reklamuja się na wszystkie strony.Klienci jednak ida do parabankow bo tam latwiej uzyskają pieniądze.Dopiero potem jest płacz i łzy.Kiedy przychodzą panowie o wygolonych głowach  i egzekwują długi.Ja zyję już dostatecznie długo,żeby wiedzieć jak te sprawy wygladają.W latach 60-80 była instytucja ORS przez ktorą kupowało się wszystkie drozsze przedmioty do domu.Moja rodzina też z tego korzystała.Procent był niewielki bo 6% w skali roku.Kupowało się tak meble.Był też taki kredyt dla młodych małżenstw .Tu oprocentowanie było jeszcze mniejsze.Młodzi ludzie tak się wtedy meblowali korzystając z takiego kredytu.Jak to wszystko funkcjonowało .Przecież nie było róznych dotacji unijnych.Ja wiem -powie ktoś.Ale,państwo się zadlużyło.Ale się tez budowało.Pokażcie mi jeden budynek ktory teraz wybudowało nasze panstwo.Jesteśmy jeszcze bardziej jako państwo zadlużeni a wszystkie te piękne duze wiezowce nie należą do nas.Centra handlowe-to wszystko obcy kapitał. Ja rozumiem ,że we wspołczesnym świecie gdzie przepływ kapitałow jest nieograniczony niczym ,jest to normalne.Tylko dla mnie jest trochę smutne ,że w zasadzie to tylko ulice są nasze a kamienice już niekoniecznie.Glownie chodzi mi o miasta .Bo tu jest to bardziej widoczne.I jeśli pieniądze z lokat w Amber Gold do ktorych się nikt nie przyznaje będą skierowane do poważych fundacji,pomagającej chorym dzieciom będe bardzo usatysfakcjonowana i chciałabym się o tym dowiedzieć.Mialam pisać o zupełnie czym innym,ale tak mi wpadła ta informacja w ręce,ze musialam zająć stanowisko.Mam nadzieję ,że uznacie iż ,slusznie na ten temat napisałam.Pozdrawiam ....cdn.  Hala

środa, 11 września 2013

Jeszcze lato -a,już jesień.Dlaczego tak szybko mija lato?

Za szybko mija nam lato.Było w tym roku piękne,chwilami nawet bardzo gorące.Teraz nadchodzi szybkimi krokami jesień .Bardzo bym chciała aby było jeszcze ciepło.W domu zrobiło się już chłodno jest 20-21C Trzeba już zakladać ciepłe rzeczy na siebie.Gdzieniegdzie liście na drzewach już zmieniaja kolor.Najwcześniej żołkną klony i lipy.Brzozy też wcześniej zmieniają ,kolor liści.Ale nasze,piekne dęby długo pozostają zielone.W domu ,wielkie zmiany.Mamy drugiego kotka..Okazało się ,że jest to kotka.Nasza Pusia nie potrafi jej zaakceptować.Nie wiem co będzie dalej.Nie ma sposobu .Trzeba zostawić sprawę jej biegowi.Być może ,że cale lata się nie będą tolerowały i omijały szerokim łukiem.Ale bądżmy dobrej myśli - może nie będzie,az tak zle. Mała kotka jest bardzo ładna ,cała czarna.Zwawa zwinna,wniosla wiele życia do naszego domu.Umie się zabawic sama.Ale,w sumie to jak się tak zastanowić i takie małe stworzenie musi miec szczeście w życiu.Trafić ,na dobry dom.

Dzisiaj rozpoczynaja się w Warszawie protesty  ludzi pracy przeciw  naszym rządzącym.Przez kilka dni ludzie mają protestować i demonstrować swoje niezadowolenie.Taka forma protestu używana jest przez cały świat.Przez wszystkie kraje demokratyczne ,niejednokrotnie przechodziły demonstracje i marsze w rożnych sprawach.Hasło:dość lekcewazenia społeczeństwa.To protest przeciw złemu prawu,i zmianom prawa,ktore ma obowiązywać w naszym kraju.Ja jednak moim skromnym zdaniem,opowiadam się za rozmowom i wspolnym dochodzeniu do consensusu na drodze rozmów  i dyskusji.Po za tym mamy ogromny liczebnie sejm i senat i tam powinno sie wszystko uzgadniać,a nie na ulicach.Jaka jest rola naszego sejmu i senatu skoro od nich wychodzą złe ustawy i rozporzadzenia.Ale to takie moje małe uwagi,które mi się,nasunęły na skutek bieżacych wydarzeń.Z wydarzeń światowych bardzo poruszona jestem sprawą Syrii.To taki piekny kraj ,a tak bezmyslnie niszczony.Kiedy patrzyłam w tv,na poszarzalą twarz,i posiwiałe nagle mocno włosy  Prezydenta Stanow.Baracka Obamy zobaczyłam jak ciężko przeżywa,on cała tą sytuację polityczną w Syrii.Chwała mu za rozsądek i umiarkowanie w tej sprawie.Kazda pochopnie wszczynan interwencja ma bardzo długofalowe nie do przewidzenia skutki.Rozwiązania  siłowe sa ostatecznościa a,tej należy ze wszystkich sil unikac.I znowu rozmowy,spotkania,są tu najlepsze.Ja wiem,ze piszę raczej nudnie i o sprawach oczywistych.Ale nawet te kilka osob ktore czytają moje posty,z którymi się dzielę swoimi spostrzezeniami sa w swoich srodowiskach czynnikami opiniotworczymi  i jesli podzielają moje poglądy,to już jest dobrze.....cdn.Hala

sobota, 7 września 2013

Mała radość,-czy napewno?.......

Po kilku dniach ,kiedy już byliśmy zmęczeni problemami z podrzutkami wreszcie coś pozytywnego.Kotek porzucony pod naszym domem którego wzieliśmy do domu ma się dobrze.Jest bardzo kontaktowy ,taki malutki mądrala.Od razu wiedział jak należy korzystać z kuwety.Je bardzo ładnie.Bawi się chetnie,piłeczkami,w zajączki .I bardzo lubi jedną podusię i fotel w moim pokoju.Kłopot jednak wielki byl z tym drugim podrzuconym kotkiem.Tak bardzo płakał siedząc na drzewie ,że serce krwawiło.Nie można było otworzyć okna,bo przerażający płacz był wielki.Po południu mój mąż,wyszedł zrezygnowany z domu-nie wiedział co robić.Wtedy kolo kotka ktory jakoś zszedł z drzewa,spotkał 3 panie z Ukrainy które w pobliżu naszej ulicy chyba pracuja.Opowiedział im całą historię kotka.Jedna z pań wzięla go na ręce,a on się ufnie przytulił.Powiedziały ,że chyba mu znajdą dobry dom.Trzeba wierzyć,że tak będzie.Ja wreszcie przestałam płakać i zażywać tabletki uspokajające.Nie ma jednak pelnego spokoju -nasza Pusia przeżywa w dalszym ciagu wielki stres.Nie ,chce zaakceptować małego kotka.Nie ,wiemy co będzie dalej.Martwi mnie to bardzo.Pusia ucieka z domu.Dzisiaj wrociła do domu i szukała go po pokojach a on sobie spał w łóżku.Już myślałam,że się zakolegują.Ale nic z tego,oboje się na siebie puszą.Panie,ktore zlitowały się nad tym drugim podrzutkiem bardzo nas  podniosły na duchu.Chciało mi się zaśpiewać piosenkę  la.la świat nie jest taki zły............I o to by było na dzisiaj wszystko.Szczegolnie pozdrawiam moich czytelników z Bramek.Szkoda tylko ,że to panie z Ukrainy pomogły.Ale pozytywne jest to ,ze zawsze mamy na kogo liczyć................cdn.Hala...

czwartek, 5 września 2013

Szanowni moi współmieszkańcy z wsi Bramki...Apel!!!..

Wczoraj w godzinach rannych pod naszą posesję podjechał na rowerze młody człowiek i z torby wyrzucił małego 3-miesięcznego pieska.Zabraliśmy go do domu.Jest konflikt z naszym kotkiem Pusią.Jakoś nie wiemy dlaczego nie chce go zaakceptować .Dzisiaj rano maż kiedy wyszedl z psami na spacer usłyszał wokolicy rowu melioracyjnego koci pisk.Ktos pod osłoną nocy wyrzucił kotka.Musiało to być w okolicy godziny 24-tej bo bardzo nasze psy ujadaly.Nie wiem jak w tak"pobożnej " wsi można coś takiego zrobić.Te koty miały swój dom bo odrazu potrafił ten kotek ktory przyszedł do nas korzystać z kuwety.Ponieważ wiem ,że niektorzy z mieszkancow Bramek czytają mojego bloga apeluję do was:Jesteśmy starymi już ludzmi,ja jestem kaleką,i nie możemy się już zaopiekować żadnymi kotami ani psami.Nie rozumiem skąd biorą sie te maluchy skoro gmina zafundowała bezpłatne kastracje zwierząt.Błagam zrozumcie,że tak się nie godzi by tak postępowali katolicy.Zwierzęta to nasi bracia mniejsi i ich llosy nie winny nam byc obojętne.Opiekujemy się w tej chwili dwoma psami i dwoma kotami i basta.Wiecej nie damy rady.Ja wiem,że niektorzy mieszkancy ul.Bajecznej swego czasu przygarniali niezliczoną ilosc kotów ,ale to się juz skonczyło.Trzeba jakoś rozsądnie podejść do niekontrolowanego rozmnażania się zwierzat.Idzie zima  i gdzie się te bidy podzieją.Przykro było patrzeć jak na ulicy można było spotkać kłebowisko kotów wzajemnie się grzejące i cieszące się z każdego przejeżdzającego samochodu bo z rury wydechowej szło ciepło.Blagam o zdrowy rozsądek.Licze na was,że się opamiętacie!Pozdrawiam serdecznie.......cdn.Halina Bulas

środa, 4 września 2013

Pół wieku przyjażni ,bardzo dla mnie ważnej..........

Wszyscy ktorzy coś znaczą w naszym życiu przychodzą i odchodzą.Ale przyjaciele są jak drogie kamienie w koronie naszego szcześcia.Musimy ich traktować jak nasze cenne skarby i mieć w naszym sercu.Wczoraj dotarła do mnie smutna wiadomość,o bardzo cięzkiej chorobie mojej przyjaciółki.Krystynę i jej męża Jasia poznałam prawie pół wieku temu.Mieszkalismy wtedy w Sandomierzu.Każdy przyjaciel to osobny świat,świat,ktorego nie ma,dopóki się nie pojawi.I tylko dzięki spotkaniu z nim rodzi się ten nowy świat.Swiat w ktorym jest duzo miejsca dla nas i naszych przyjaciół.Od samego początku naszej znajomości czułam i wiedziałam,że będzie ona dla mnie i mojej rodziny szczegolnie ważna.Starsi wiekiem odemnie ,o kilka lat byli dla mnie kimś w rodzaju starszego rodzeństwa.Krystyna piękna kobieta,dojrzała mama dwojga dzieci-syna i córki była dla mnie zakompleksionej jedynaczki wielkim autorytetem.Też,jedynaczka rozumiała mnie jak nikt inny.W tamtym Sandomierskim okresie mego życia miałam wiele koleżanek i kolegow.Zyliśmy jak w jednej wielkiej rodzinie.Bardzo się wszyscy lubiliśmy.Często się nieraz nad tym zastanawiałam dlaczego tak było?Ale nie potrafiłam sobie na to odpowiedzieć.Może to wlaśnie dlatego,że status nasz byl mniej wiecej rowny.Byliśmy tak jak Ci przyjaciele z"Ziemi Obiecanej".Zyliśmy w trudnych warunkach,ale sobie bardzo pomagaliśmy.Byliśmy jakoś tak w szczegolny sposób uwrażliwieni na problemy naszych sąsiadow,znajomych.Może ludzie byli wtedy lepsi?Nie wiem.Po przeniesieniu do Warszawy los tak chciał że znowu zamieszkaliśmy w jednym bloku.Nasza przyjażń to przyjażn dość trudna.Krystyna spokojna,rzeczowa ,konkretna,bardzo wyrozumiała dla moich szaleńczych pomysłów sprowadzała mnie często na ziemię.Ale też czasem dawała się namówić na jakieś wspolne szalenstwo.Wspominamy często nasz wyjazd do Drezna i Wrocławia.Bardzo by długo trzeba opisywać ten wyjazd.Była to szalona eskapada.Uczestniczyliśmy wzajemnie ,w różnych ważnych uroczystościach naszych rodzin jak śluby,wesela i  imieniny,urodziny.Kiedy kupiliśmy sobie działke w ogrodzie działkowym im też corka kupiła blisko nas działkę.Wtedy przez kilka lat,cieszyliśmy się sobą prawie każdy dzień.Kiedy wyprowadziliśmy się na Bemowo,Krysia mi powiedział jedno bardzo ważne zdanie;A ja,myslałam,ze się razem zestarzejemy-będziemy sobie razem chodzić do kościółka i bedziemy  razem.Niejednokrotnie żałowałam tej przeprowadzki i dalej żałuję.Jakże inaczej wyglądało by teraz moje zycie.Kiedy trzy lata temu uleglam wypadkowi i leżałam w szpitalu,Krystyna przyjechała do mnie do szpitala Bielanskiego.Wtedy widziałyśmy się po raz ostatni.

Dalszy ciąg do poprzedniego wpisu..........

Coś niestety ,moj komputer szaleje.Wiec musze napisać ciag dalszy osobno.Zakończyłam na wizycie mojej przyjaciółki w szpitalu.Po wyjściu ze szpitala przeprowadziliśmy się do Bramek gdzie teraz mieszkamy.Bardzo chciałam aby,moi przyjaciele do nas przyjechali.Ale zawsze coś stało na przeszkodzie.W pierwszym roku ciężka choroba mojego zięcia,potem w następnym roku jego zgon.Kiedy już  bardzo chciałam aby nas odwiedzili.Córka chciała zebyśmy się jakoś ładniej urządzili.Chciała abyśmy ładniej urządzili gościnny pokój rozpakowali wreszcie wszystkie pudła.Teraz kiedy już się jako tako przygotowałam do przyjęcia długo oczekiwanych gości,mam wielkie obawy ,ze okrutny los już mi na to nie pozwoli.Ale caly czas mam nadzieję,ze jednak coś się odmieni i jeszcze zobaczę  uśmiechnietych Krysię i Jasia w progu naszego domu.Cały czas tylko kontakt telefoniczny musiał nam zastąpić nasze pogaduchy.Ja niestety nie lubię gadać długo przez telefon i bardzo mi brakuje tych naszych rozmow i wspomnień z lat radosnych.Zycie jak to zycie nie zawsze było radosne ale,zawsze wiedziałam ,że mam oparcie i kogoś kto mi dobrze życzy i nigdy mnie nie zawiodł.Bardzo załuję ,że trudno mi jest pojechać do moich przyjaciół.Ale coś będe musiała wymyślić ,zeby jednak zobaczyć Krystyne i Jasia.Wczoraj bardzo prosiłam Boga w modlitwie aby pozwolił mi jeszcze raz sie z nimi zobaczyć.Dzisiaj wydarzyło się u nas coś czego nie potrafię zrozumieć.Około godziny 11-tej pod słup ktory znajduje się tuz przy domu podjechalł młody człowiek i z torby dużej wyjąl małego czarnego kotka maleńkiego i zostawił szybko uciekając.Kotek odrazu za cel obrał naszą furtkę i chodniczkiem zasuwał prosto do domu.Maż chciał go odpedzic .Ale się nie dal. Pusia cała załamana.Kotek czuje się w domu bardzo dobrze a Pusia cala zirytowana.Nie wiem co z tego wyniknie.Kotek jest cały czarny.Najpierw się najadł.Potem napił wody wreszcie sie zalatwił w kuwecie.Nie wiemy czy to kotek czy kotka i ile sobie tygodni liczy życia .Wygląda na 3-4 miesiace.Szkoda ,że kotek nie miał kartki z informacją.Martwię się co zrobimy my dwaj starsi już ludzie z tym całym zwierzyńcem?......cdn.Hala

piątek, 30 sierpnia 2013

smutne rocznice i dzien codzienny

Z okazji smutnej rocznicy "inwazji" na "bratnią"Czechosłowację wspomnienia w odniesieniu do obecnej sytuacji z Syria.

czwartek, 29 sierpnia 2013

Smutne rocznice i dzień codzienny.........

Mija właśnie w tych dniach jedna z takich smutnych rocznic.Rocznica radzieckiej interwencji w bratniej Czechosłowacji.Przypomniało mi sie w zwiazku z tym wydarzeniem kilka historii zwiazannych z tym okresem.Mieszkaliśmy wtedy w pięknym Sandomierzu.Mąz moj był oficerem lączności.Jednym z jego zadan było utrzymywanie łaczności między niebem a ziemią.Konkretnie chodziło o łaczność,między samolotami a stacjami radiolokacyjnymi.Kiedy Związek Radziecki rozpoczął "inwazję" na bratnią Czechosłowacje  w naszej jednostce ogłoszono alarm bojowy.Właśnie nad Sandomierzem krzyżował się most powietrzny.Dokładnie nad naszym blokiem ciężkie samoloty transportowe,bojowe mijały się z tymi które wracały po następny ładunek.Nie leciały zbyt wysoko,wyrażnie było słychać takie ciezkie buczenie,jednostajne.Wrażenie było okropne.Kiedy w jednostce ogłaszano alarm bojowy każdy z wojskowych musiał się stawić na apelu z torba bojową ,w której się mieścił ekwipunek na wypadek nagłej koniecznosci wyjazdu poza miejsce stacjonowania .Na apelu bojowym,oficer dyzurny sprawdzał zawartośc toreb.I tu wydarzyl się humorystyczny przypadek.Jeden z oficerow kiedy otworzył swoją torbę alarmową siorczyście zaklał.Wszyscy zgromadzeni zobaczyli co wprowadzilo oficera w takie nerwy.Była to bielizna damska.Rozległ się gromadny śmiech.Oficerowi nie było jednak do śmiechu.To żona przez nieuwagę spakowała w tą torbę swoje rzeczy.Kiedy ogłoszono alarm i na czas nalezalo się zgłosić w jednostce oficer zlapal torbę w ręke i poleciał na apel.Mój mąż od tego zdarzenia zawsze sprawdzał zawartość swojej torby alarmowej.My ,czyli rodziny wojskowe bardzo przeżywaliśmy to co sie działo.Ja bardzo się zdenerwowałam kiedy poszlam na strych wieszac uprane rzeczy i zobaczyłam dwoch żołnierzy slużby zasadniczej pod bronia długolufową.Pokazywali mi zebym nie robiła krzyku.Bardzo nam sie to nie podobało.Ale nie wiele od nas zależało.Nam żyło się nie lekko.Były duże braki w zaopatrzeniu.Pamietam drastyczne decyzje naszej sklepowej ,ze kostke masła dzieliła na 10 części i to mogli kupować tylko ci co mieli male dzieci.Moja coreczka miała dwa lata więc się załapałam.I te okropne kłopoty z wodą.Było cięzko ,ale bylismy młodzi i jak widzicie dalismy radę.Teraz kiedy słyszę w radio codzienne komunikaty o konieczności interwencji w Syrii,przypominam sobie tą interwencję i robi mi się jakoś dziwnie i modle sie aby ,się jednak opanowali ci panowie rządzący światem.Nie tędy droga panowie.Trzeba rozmawiać,rozmawiac...........cdn.Hala

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Po co nam to było?.....

Pytanie z tytułu mego postu,każdy z nas zadaje sobie bardzo często.Najczęściej w chwilach niepowodzeń.Kiedy nasz plan działań nas ,zawodzi a bardzo,pragniemy aby się powiodło-pytamy po co nam to było?"Pakujemy" się czasem w absurdalne groteskowe sytuacje,które są,często bez szans na powodzenie.Podejmujemy jakieś akcje ktore wydają się byc trafione.Ale niestety nie są.I wtedy znowu mruczymy pytanie -po co nam to bylo? Ale wierzcie mi,wszystko w zyciu jest potrzebne-jest po coś!!Przekonałam się o tym niejednokrotnie.Prosty przykład ,pierwszy z brzegu.Moje zainteresowanie internetem.Gdyby nie to,że podjęłam taką decyzję nie poznałabym mojej rodziny zza Lwowa.Spotkanie po prawie 40-tu latach pozwolilo nam sie,spotkać u nas w Polsce.Kiedy sprawy zaproszen za sprawą biurokracji,niebezpiecznie się przedłuzały.Mój mąż nie raz do mnie mowił "no i poco ci to bylo".Ja jednak uparcie i z wielką determinacja dążyłam do celu czyli do spotkania.Wszystko ,się udało.Co prawda,nie tak dokładnie,jak sobie wymarzylam ale,myślę,ze najważniejszy cel spotkania - poznanie się mlodych z naszej rodziny się udało.Dzięki temu,że postanowilam korzystac z internetu odniosłam wiele korzysci.Nie materialnych,ale takich fajnych ludzkich.Spotkałam swoje koleżanki i kolegow po 55 latach od opuszczenia szkolnej lawy.Odnowilam wszystkie znajomosci zprzed lat.Moglam wreszcie pogadać,z dawno nie widzianą rodziną .Kiedy podjelam decyzję,o pisaniu tego bloga towarzyszyły mi wielkie emocje.Wiedzialam,że bedzie trudno.Ale nie wyobrazalam sobie ,że aż tak.Kiedy redakcja Onet blog zacytowała mój post i poleciła jego adres-rozpętało sie piekło.Wszystkie moje braki w ortografii,interpunkcji,gramatyce,stylistyce wzieto pod lupę i wtedy kilka razy powiedziałam do siebie i po co Ci to babo było.Ale były też głosy które moje braki ,widziały ale zainteresowała ich tez treść.Zyskałam wtedy wielu przyjaciół.Nawet mój kolega z Liceum polonista b.dyrektor Technikum powiedział mi - "ale jednak mimo to pisz Halinko".No!i piszę.Wiem,ze wielu z Was ma dośc mojej nieudolnej pisaniny.Ale wierzcie mi,ja się owszem ,zwracam do Was,ale w głownej mierze to pisanie to moja terapia i mnie pomaga najbardziej.Fajni ludzie których poznałam dzięki temu,rekompensują mi to,że przez chorobę skazana jestem na cztery ściany dzień w dzień.Sumujac moją wypowiedz na temat"po co nam to było" stwierdzam,jeszcze raz:wszystko jest po coś i niech tak zostanie.

Wczoraj w mojej wsi gdzie mieszkam teraz po 40 latach mieszkania w Warszawie odbył się wielki festyn "Pożegnanie Lata"Pięknie zoorganizowany przez grupe osob ktorym się "chce chcieć".Na facebooku dzięki miłym pp.Janickim można było na bieżąco oglądać fotoreportaż.Dziękuję za to.Była to wielka radość,choc w ten sposób uczestniczyć w pięknej imprezie.Ja ze swej strony,muszę tylko napisać,że ten kto ogłosił ,że mamy brak młodych trochę się pomylił.Bramki są młode.Było dużo dzieci i młodzieży,a jak fantastycznie się bawili można obejrzeć na fanpagu Bramki na facebooku.Odgłosy imprezy docierały do naszego domu.Przedewszystkim dopisała pogoda.Serdecznie wszystkich pozdrawiam......cdn...Hala

niedziela, 25 sierpnia 2013

Trudne decyzje i ich konsekwencje......

W wczorajszym poście podjęłam temat trudnych decyzji. Dzisiaj,w piekną słoneczną niedzielę wracam do tematu.Sytuacje życiowe nie  zawsze są mozliwe do przewidzenia.Nigdy nie mamy gwarancji,że właśnie ta decyzja,a nie inna jest tą właściwą.Opowiem Wam historię ktora,być może da tym stojacym przed podjęciem ważnych życiowych decyzji coś do myślenia.Otoż pewien Pan mający,rodzinę,dziecko bardzo lubi sobie poflirtować>Potwierdzać swą atrakcyjnośćw oczach płci pieknej.Lecz pewnego razu niewinny flirt zamienia się w gorący romans i trwa już niebezpiecznie dlugo.Kochanka zachodzi w ciąże.Zona wypędza Pana jak to się nieładnie mówi kolokwialnie na "zbity pysk".Pakuje mu walizki i każe się mu wynosić.Razem z kochanką postanawiają,życ razem.Wszak będą mieli dziecko.Pan ma nadzieję,ze bedzie ojcem syna.W poprzednim zwiazku,miał coreczkę.Rodzi się synek.Postanawiają w nowym socjalistycznym miescie ,zbudowanym od podstaw rozpocząć nowe życie.Dostają mieszkanie i są razem.Zona nie zgadza się na rozwód.Panu tak naprawdę ten rozwod do niczego nie jest potrzebny.Uznaje dziecko i żyje z konkubiną w szczęśliwym związku. Nawet corka tego Pana dorastająca panienka,ma dla niego uznanie ,ze tak się godnie zachował.Mały synek przecież wymaga więcej opieki niż ona dorastająca panienka.I tu dopiero rozpoczyna się dramat. Kiedy synek ma 10 lat,jego mama zachorowuje,na cieżką odmianę SM..Jest unieruchomiona w bardzo cieżkim stanie. I wtedy zaczyna się walką o jej zdrowie.Jest leczona gdzie się da,w kraju i zagranicą.Pan na swoją córke nie placi żadnych alimentow.Była żona postanawia sama wychować córkę bez jego pomocy.Pan wydaje wszystkie swoje pieniądze/ma wolny zawód/ na leczenie konkubiny.I coraz częściej zastanawia się nad swoimi wyborami zyciowymi.Trwa to wszystko dosc długo. Choroba SM charakteryzuje się okresami remisji i nawrotami objawow chorobowych.Po prawie 25 latach choroby konkubina odchodzi.Pan zostaje sam,nie ma mu kto podać szklanki wody.Syn się żeni i wyjeżdza za granicę.Jest potwornie samotny i po 3 miesiącach od śmierci konkubiny  odchodzi.Była jego żona,jest teraz wdową po nim.Wszak nie mieli rozwodu.Jest pod opieką córki i dożywa sędziwego wieku.To co,opisałam zdarzyło się naprawdę i jest dowodem na to ,że nigdy nie wiemy jaki będzie koncowy skutek naszych wyborów zyciowych,podjęcia trudnych decyzji. I nie zarzucajmy sobie,że w tej czy innej sprawie ,podjęlismy niewlaściwą decyzję.Kazda decyzja jest nasza decyzja naszym wyborem i tego się trzymajmy........cdn  Hala