piątek, 4 maja 2012

jakby podsumowanie...........

Nie wiem co mysla administratorzy z Onet Bloog.pl Piszac na moim blogu ,ze awaria naprawiona.Wczoraj caly moj napisany prze ze mnie wpis polecial w kosmos .Dzisiaj Sprobowalam ponownie.Nie mam pojecia czy sie uda.Licznik odwiedzin stoi.Pisza do mnie znajomi poczta mailowa,ze kiedy chca sie dostac do bloga maja komunikat,ze takiego o takiej nazwie nie ma.Moze to jacys terrorysci przejeli serwery onetu.?Moze chca na nas wymusic w ten sposob oplaty za korzystanie z blooga na Onet.pl.?Nie wiem o co chodzi ,ale wiadomo jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniadze.No!ale poki co sprobuje podsumowac moj cykl o moich zwierzetach w moim domu

Kazdy kto choc raz byl uwielbiany przez psa lub adoptowany przez kota,prawdopodobnie nie potrafi wyrazic slowami jaka emocjonalna wiez,zaistniala miedzy nimi.Pzy kochaja nas bezwarunkowo,a koty pomagaja w naszym odkupieniu.Nasze wady i przewinienia nie przeszkadzaja im,dopoki czujemy sie dobrze w ich towarzystwie.Swoje zwierzeta nie tylko winnismy karmic i wyprowazac na spacer,ale tez nalezy je zaprosic do naszego zycia,otworzyc dla nich nasze serca.Zwierzeta potrzebuja nie tylko glaskania,przytulania,rozpieszczania.Pragna rowniez zabawy.Trzeba im poswiecic jak najwiecej mozemy,swego czasu,a otrzymamy w zamian bezgraniczne odddanie-o ktorym tylko w stosunkach miedzy ludzmi mozna marzyc.Rozmawiaj z swoimi zwierzakami,a nigdy nie zawioda zaufania jakim je obdarzysz.Smiej sie z ich zabaw-to dobre antidotum na stres.Psy szybko sie zaprzyjazniaja,sa lojalne i nie miewaja humorow.-Koty sa spontaniczne,ciesz sie chwila.To male liniejace,drapiace sie istoty,jakby z innego swiata.Wyslane do nas aby nas uczyc paradoksu "nic nie robienia" w szalonym swiecie,gdzie wszystko musi byc zrobione.Kulka futra zwinieta na biurku kolo mego komputera bezspornie udowadnia,ze imwiecej drzemiesz,tym czesciej doswiadczasz dobrego przebudzenia.To wszystko co napisalam to sa byc moze,wielkie banaly.Ale ,zycie jest banalne i za to je kochamy.Bledow nie poprawialam bo balam sie ,ze znowu wszystko co napisalam pofrunie w kosmos....cdn.Hala

wtorek, 1 maja 2012

nowy czlonek naszej rodziny...........

Kiedy po trudnych przezyciach zwiazanych z moja ciezka choroba i wszystkimi zawirowaniami w naszym zyciu,ktore temu towarzyszyly,-wyladowalismy w malej wiosce pod Warszawa.Zamieszkalismy w domu mojej corki i ziecia.Ja bylam przeszczesliwa od pierwszego dnia.Wreszcie widzialam horyzont.Zielone drzewa,pola a,nie szary blok ,gdzie wszyscy zagladali sobie do okien.Bliziutko do kosciolka na wzgorzu,na cmentarz/gdzie znalazla swoje miejsce moja mama/wszedzie blisko i wokolo dziki zagajnik z bardzo starymi drzewami.Akurat bylo to w maju i na polu widocznym z okna kwitly tulipany.Mialam wrazenie ,ze zamieszkalismy w raju.Lany tulipanow i zonkili,potegowaly to wrazenie.Bylo pieknie.W domu corkina podworki baraszkowaly dwa piekne psy.Sara ulubienica ziecia.Piekny owczarek niemiecki.I drugi mlody/wziety z schroniska/ prawie labrador-pies Joris.Moglismy sie z nimi bawic do woli.Bylo nam bardzo wesolo.Pewnego razu ja poczulam sie na tyle dobrze,ze wybralismy sie na spacer na cmentarz.Byla wczesna jesien i bardzo cieply dzien.Ja o dwoch kulach z wielkim wysilkiem pokonywalam,pol kilometrowy odcinek.Gdzies w polowie drogi przyplatal sie do nas maly zabiedzony kotek.Dziwnie umaszczony bialo ,czarno,bezowy w takie nieregularne latki.Chudzina taka bardzo malutka.Szla z nami mimo,ze ja odganialam ja swoimi kulami.Przed cmentarzem na podworzu koscielnym bawily sie dzieci.Szybko zainteresowaly sie kotkiem i zaczely sie z nim bawic.My poszlismy na cmentarz.Na cmentarzu sobie moglam wreszcie na laweczce odpoczac.Posiedzielismy dobra godzine ,zanim wyruszylismy w droge powrotna do domu.I co widzimy na drodze siedzi i czeka na nas znowu ten maly kotek.Idziemy w strone domu a,kotek za nami.Maz odgania go zawziecie i kiedy nam sie zdaje,ze juz go nie ma -znowu sie pojawia.Dzwonimy do corki ,zeby wypuscila psy,zeby go pogonily.Nic to nie daje.Kotek wskakuje na duza rozlozysta stara lipe,i pnie sie do gory.Ja histeryzuje ,ze przeciez koty trzeba sciagac z drzew i co my zrobimy.Bedziemy musieli wzywac strazakow.Corka z mezem zamykaja psy i ida po drabine.Sciagaja biednego kotka i wypuszczaja.,wyganiajac go z naszej uliczki /nomen omen nasza ulica to ulica Bajeczna/Ja poszlam do domu ale wyszlam na balkon nagle slysze miauczenie.Wychylam sie z balkonu i widze kotka blagajacego o ratunek.Przychodzi syn corki bierze kotka i wyrzuca go poza nasze ogrodzenie.Na nic po chwili kotek jest z powrotem.Bierze go corka na rece i postanawia go zaniesc kilka domow dalej do pani,ktora jest wlascicielka pokaznej gromadki kotow.Myslelismy iz,jest to moze jej kotek.Kotka ignoruje calkiem te koty,ktore sie jej ciekawie przygladaja i znowu wskakuje na drzewo ,ale nie bardzo wysokie.Wtedy corka sie zalamuje i mowi do kotka.Musisz niestety byc nasza.Prznosi to biedne trzesace sie stworzenie /jakby z innej planety/i mowi nam zabierajcie sobie tego kota,jak go przywlekliscie./Zapomnialam napisac ,ze to juz byla druga nasza zdobycz/Pierwszy byl jez.Kiedys Wam tez o nim napisze.Wracajac do kotka.Zoorganizowalismy duza miske jako kuwete i piasek i z zaciekawieniem patrzylismy jak sie kotek zachowa.Kotek pieknie kuwete wywachal i zrobil siusiu ,starannie je zagrzebujac.Dajemu ogloszenia kolo sklepu o naszym znalezisku .Nikt sie nie zglasza.Mamy wiec nowego czlonka naszej rodziny.Odbyla sie narada rodzinna nad imieniem dla kota.Syn mojej corki chcial by byla to Hellen,ale zostal przeglosowany.Rodzina powiedziala skoro babcia sie bedzie najwiecej nim zajmowac niech babcia wybierze jej imie.Corka ja obejrzala i stwierdzila ,ze jest  to kotka .Dostala imie Pusia.Po prostu krotko,zwiezle i na temat...........cdn.Hala

poniedziałek, 30 kwietnia 2012

c.d.zwierzaki mego zycia................

Lekarze i psycholodzy twierdza ,ze opiekowanie sie,kochanie i spedzanie czasu ze zwierzetami,bardzo dobrze wplywa na nasze zdrowie i samopoczucie.Pies z wygladu prawie labrador -nasz Tobi byl z nami 14 lat.Byl pelnoprawnym czlonkiem naszej rodziny.Przez te wszystkie lata,kiedy by z nami dostarczyl nam tyle radosci i wzruszen,ze trudno mi nawet teraz to wszystko zebrac i opisac.Byl caly czarny,mial piekna blyszczaca siersc i dlugie uszy.Wszystkich nas bardzo kochal i kiedy tylko mogl to nam swoja milosc okazywal.Psy kochaja nas bezwarunkowo.Nasze wady i przewinienia nie przeszkadzaja im,dopoki czujemy sie dobrze w ich towarzystwie.Kiedys kiedy pojechalismy nad morze na wczasy namiotowe do Rogowa/wybrane ze wzgl.na niego/potrafil tak sie zachowywac ,ze niedlugo stala sie ulubiencem calego miasteczka namiotowego.Potrafil tez spiewac.Kiedys nasza corka bawiac sie rura z odkurzacza pokazala mu ,jakie dzwieki wydobywa .On szybko pojal o co chodzi i tez pieknie zawodzil..Pieknie tez plywal ,skakal do wody z wysokiego brzegu.Kochal morze.Jezdzilismy z nim na plaze na poligonie wojskowym w Mrzezynie tam mial pelna swobode.Nikomu nie przeszkadzal i jemu tez nikt nie przeszkadzal.Byl to jednak czas inny niz teraz.Niedostepne byly te wszystkie puszki,Pedigrii i inne wynalazki.Trzeba bylo zawsze pamietac o jedzeniu dla psa.Byly z tym tez klopoty.przeciez na psy nie przyslugiwala kartka zywnosciowa.Jednak jakos sobie radzilismy.Kiedys ,bardzo rozbolal mnie zab ,musialam jakos dotrwac do rana.Tobi cala noc wspolczujaco na mnie patrzyl,lizal po rekach,towarzyszyl mi w moim bolu.Powitania to byl caly spektakl.Szalal ,tak nas wszystkich wital kiedy wracalismy do domu.Kiedy zmienilismy mieszkanie,w pierwsza noc uciekl i pobiegl na stare miejsce.Dobrze ,ze nasza sasiadka wiedziala gdzie teraz mieszkamy i go przyprowadzila.Z dziecmi pieknie sie bawil,mogly robic z nim co tylko chcialy.Byl bardzo cierpliwy.Kiedy sam cierpial,tez godnie to znosil.Lekarz na pytanie czy potrafi go wyleczyc uczciwie,powiedzial,ze Tobi nie ma szans.Zostal uspiony,nie cierpial.Bylo mi po jego odejsciu bardzo smutno i powiedzialam ,ze juz nigdy wiecej zadnego zwierzaka w naszym domu.Jakze sie wtedy mylilam.Zmienilo sie to w Bramkach za sprawa malej kotki Pusi,ale to juz temat na odrebne opowiadanie.cdn............

niedziela, 29 kwietnia 2012

c.d moje wspomnienia-o zwierzakach w moim domu.

Kiedy zamieszkalismy w Sandomierzu maz dostal od kogos za znajomych malego ratlerka.Taka miniature sarenki .Byla ruda i bardzo malutka.Dzieci bardzo sie cieszyly,ale niedlugo dostalismy wiadomosc o otrzymaniu mieszkania w Warszawie.Nie wiedzielismy jak sobie poradzimy z pieskiem w nowym miejscu.Jedna z moich kolezanek akurat konczyla budowe domu i zaproponowala nam,ze chetnie zabierze tego pieska do siebie..Wiec zostawilismy go w Sandomierzu w dobrych rekach.Kiedy po 2-ch latach odwiedzilismy naszych znajomych.Suczka nas rozpoznala.Radosci jaka okazala na nasz widok nie bylo konca.Wprawilo to gospodarzy w stres.Obecna jej Pani byla bardzo zawiedziona-mowila nawet  -jak tak moze byc to ja ja rozpieszczam pije ,z pieknej porcelany,spi w moim lozku.A ona niewdzieczna dostaje na wasz widok malpiego rozumu.Jest cos takiego w tych zwierzakach,ze chyba nigdy nie zapominaja dobrych rzeczy,ale wydaje mi sie ,ze rowniez szybko nie zapominaja doznanych krzywd.W Warszawie po kilku latach znowu maz,od kogos przyniosl mala suczke bardzo smieszna ,niezbyt urodziwa wielorasowa kundelke o wielkim sercu.Miala imie Kropka.To byla istota jakby nie z tego swiata.Wszystko rozumiala co sie do niej mowilo.Nawet potrafila prowadzic rozmowe wydajac w odpowiedzi swoje dzwieki.Po kilku latach moja corka,wtedy wyluzowana nastolatka ,poszla z nia do kolezanki.Tam dopadl ja przystojny labrador.Urodzila dwoje mala suczke podobna do niej i pieska podobnego do ojca.Piesek zostal w domu a suczke syn zawiozl na aukcje organizowana przez telewizje.Zostala zaadoptowana i poszla w dobre rece.Pies dostal imie Tobi i byl u nas 14 lat.Jego matka Kropka niestety bardzo powaznie zachorowala i zostala na leczeniu w Instytucie Weterynarii.Maz z przejecia zostawil tam cala swoja pensje/akurat wracal z wyplata w kieszeni/na leczenie chorych zwierzat.Podobno nic sie juz nie dalo zrobic.Zostala uspiona.Tak sie czasem zastanawiam nad tym ,czy to jest luksus nie dostepny dla ludzi,ze mozna zwierzakom tak skracac cierpienia? To chyba dylemat nie do wyjasnienia......cdn....Hala

zwierzeta mego zycia...........

Wczoraj opisalam zycie pierwszego czworonoznego towarzysza mego zycia.Wszystko co opisalam o malej suczce Muszce wielorasowej/ale bardzo urodziwej/ ucieklo gdzies w kosmos.Wiadomo ,ze z kosmosu nie taka latwo cos sciagnac na ziemie .Trzeba sie niestety,pogodzic z strata i robic dobra mine do zlej gry.O ironio!Duzy napis -awaria naprawiona,jest troche nie na miejscu w tym czasie.Ale coz powiesili niech sobie wisi.Wracajac do mojej suczki Muszki.Kiedy ojciec ktory byl jej najlepszym,ukochanym panem postanowil odejsc z naszego domu,ona zostala ze mna i mama.Bardzo byla zawiedziona .Kazdy facet stal sie jej wrogiem.Rzucala sie i chciala gryzc wszystkich.Listonosz ktory kiedys wchodzil swobodnie do domu teraz nie mial prawa wstepu.Kazdy osobnik plci meskiej byl jej wrogiem.Pewnego razu kiedy wybiegla niespowiedzianie na ulice i poszarpala lydki i spodnie jednego z przechodni plci meskiej -mama podjela decyzje ,ze trzeba pieska oddac na wies do zaprzyjaznionych gospodarzy.Znala Muszka to miejsce bo niejednokrotnie tam byla z nami.Szlo sie okolo 5 km.ladna droga wsrod pol,i zagajnikow lesnych.W kilka dni po odprowadzeniu na miejsce,kiedy myslelismy,ze Muszka zrozumiala ,ze ma teraz inny dom w nocy,w czasie poteznej burzyuslyszelismy jej szczekanie i skowyt.Przyszla z powrotem do swojego domu.I co bylo robic?Zostala .Trzeba jej bylo tylko lepiej pilnowac.Kiedu urodzil sie moj synek,jej zazdrosc przybrala na sile.Chowala gdzies pieluszki i smoczki.Byla nieznosna posunela sie nawet do tego,ze wskoczyla do lozeczka synka i tam sie zalatwila ze zlosci.Mysle ,ze chciala nam przez to pokazac -kto tu rzadzi.Przyszlo lato.Pewnego dnia wybralysmy sie z mama i synkiem w wozeczku na wies do naszych gospodarzy.Muszka radosnie machajac i cieszac sie  biegla obok wozka.Przy przechodzeniu przez bardzo ruchliwa szose Katowice-Raciborz nie zachowalysmy pewnego bezpieczenstwa.Muszke potracil rozpedzony samochod/bylo tam ograniczenie szybkosci do 40 km/godz/kierowca tego nie przestrzegal,wiec tez i jakby nie mogl miec pretensji.My niestety tez.Muszka oddala zycie na moich rekach.Bardzo mi bylo smutno.Moja mama do konca swego zycia ciagle ja wspominala i mowila,ze nie moze jej zapomniec.Mam nadzieje ,ze kosmos juz ma dosyc tych naszych postow i ten zostanie.cdn.......Hala

czwartek, 26 kwietnia 2012

male radosci dnia powszedniego...........

Im jestem starsza tym wiecej,malych banalnych wrecz spraw,jest mi w stanie sprawic ogromna radosc.Kiedy rano wstaje ,spogladam za okno.I kiedy widze slonce i nie ma wiatru/brr bardzo nie lubie wiatru/juz mam dobry humor.Wiem,ze kiedy slonce zaglada do mego pokoju,juz bede mogla sprawic radosc mojej Pusi.Ona uwielbia ,zeby jej puszczac lusterkiem zajaczki.Tak rozpoczynam dzien.Codziennie o 7.25 ogladam w programie 2-gim tv powtorki serialu "Na dobre i na zle".W kazdym odcinku odkrywam cos nowego.Choc niektore odcinki kiedys ogladalam,dalej mi sprawiaja radosc,relaks ,na dobry poczatek dnia.Poniewaz musze  na 1.5 godz.przed sniadaniem polykac pewna pigulke ,sniadanie jem po filmie.W zaleznosci od humoru mego "generala" albo ja ,albo on ,robimy sniadanie.Czasem jak maz jest bardzo glodny je sam,czasem sniadanie jemy razem.Omawiamy wtedy razem, co ugotujemy sobie na obiad,i co nowego w domu a,przedewszystkim za oknem.Okna sa na cztery strony domu ,wiec obserwacja otaczajacego nas  jest ulatwiona.Zwierzaki -zajaczki,sarny,bazanty,rozne ciekawe ptaki absorbuja nas od samego rana.Teraz kiedy moja corka pracuje ,na mego meza spadl,obowiazek opieki nad naszymi czworonogami.I kotek Pusia i psy Joris i Sara lubia byc zaopiekowani.Trzeba sie z nimi choc pol godziny pobawic.Wtedy sa przeszczesliwe i mniej tesknia za swoja pania.Integracja psow i naszego kota przebiega bardzo opornie.Pusia moze by i chciala sie zaprzyjaznic ale ,pies Sara miala smutne doswiadczenie z corki kotem Zuska/juz odeszla do lepszego swiata/i nie daje sie do niej przekonac.Okolo godz 11.30 pijemy kawe i siadam do mojego zlodzieja czasu ,ale jednoczesnie zrodla mojej radosci do komputera.Sprawdzm poczte,odpowiadam na maile ,na ktore trzeba odpowiedziec i ogladam co nowego na facebooku i NK.Ciesze sie bardzo kiedy ogladam moje wnuki,choc wiem,ze nie za bardzo sa zachwyceni,tak to juz jest niestety.Ale sie tym nie martwie.Czasem o tej porze zaczynam pisac do mojego bloga.W miedzy czasie przygotowuje przy pomocy mego meza obiad.Jestem szczesliwa jesli moje dolegliwosci nie wymagaja polkniecia sporej ilosci srodkow przeciwbolowych,ale mam takie problemy na ktore nic nie pomaga i tak naprawde juz jako,tako nauczylam sie z tym zyc.Mam jednostronny intensywny szum wodospadu,wzburzonego morza w czasie sztormu w jednym uchu.Nie slysze na to ucho wogole innych dzwiekow poza tym szumem.Bylam juz leczona w Instytucie Patologii i Fizjologii Sluchu bez rezultatu.Po prostu - jak nie umiesz cos z tym zrobic to musisz to polubic.Jest mi czasem bardzo ciezko,szczegolnie kiedy kilka osob rozmawia,ja nie slysze,wtedy nic.Pozostaje mi tylko przytakiwac i mile sie usmiechac.Czasem jest zabawnie kiedy starsza Pani sie troche glupio usmiecha ,nie w tym momencie kiedy trzeba.Po obiedzie ogladam sobie zazwyczaj jakis film w komputerze polecam Iple i Iplex sa za darmo dosyc ciekawe filmy.Ja ktora kiedys lubilam dosyc ambitne kino,chodzilam do teatru Studio na wszystkie awangardowe sztuki.Teraz lubie glupie komedie romantyczne,kino rosyjskie,czeskie ,latino.Nie lubie filmow-amerykanskich strzelanek.Ogladam tez chetnie filmy Woddego Allena.To sa moje radosci.Wieczorem w naszej tv.ogladam jakis serial, poczytam jakas ksiazke/mam ich jeszcze duzo do przeczytania/.Czasem zdarzy sie jakas nie przewidziana wizyta,kogos z rodziny,ale jest to bardzo sporadycznie.Mlodzi sa teraz bardzo zapracowani,na nic nie maja czasu.Czasem jeszcze wieczorem popatrze na poczte w komputerze,pogadam przez telefon i klade sie spac.Czesto nie jem kolacji ,zeby lepiej i spokojniej spac.Mam wielki klopot bo cierpie tez na refluks zoladkowo-jelitowy i nie moge sie nigdy wczesniej polozyc jak 2-3 godzin po jedzeniu,mimo lekow.Takie to glupie choroby mnie mecza - nie smiertelne ale,bardzo dokuczliwe.Ja to sie nawet z nimi zaprzyjaznilam.Jak sie nie ma co sie lubi to sie lubi co sie ma.i to by bylo na tyle w temacie-patrz tytul........cdn.Hala

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

wielki zal............

Przed chwila dowiedzialam sie, ze odszedl jeden z naszych znajomych -maz mojej kolezanki z szkolnych lat.Malo chorowal ,ale smiertelna choroba szybko dala znac o sobie.Wszystko bardzo szybko sie potoczylo.To tak jest to drzewo ktore skrzypi dlugo skrzypi- to wydawalo by sie bardzo zdrowe pada od jednego uderzenia siekiera.Zadne slowa nie potrafia oddac smutku po smierci kogos z najblizszej rodziny.Teraz w maju bedzie rocznica smierci naszego ziecia.Ja ,kiedy spogladam z swego okna na taras na jego ulubiony fotel,czasem mam wrazenie ,ze go tam widze.Szczegolnie wieczorem kiedy odbijaja sie swiatla.Kilka miesiecy pozniej odszedl jego ojciec.Juz byl bardzo chory i nawet nie byl na pogrzebie syna.Ja wiem,ze to jest niestety nie uniknione tak jest ten swiat stworzony,ale tak trudno sie z tym "status quo" pogodzic..........ja jeszcze nie moge sie pogodzic z tym ,ze coraz mniej moich znajomych,przyjaciol,czlonkow rodziny,jest  tu na tym lez padole razem z nami........cdn Hala

niedziela, 22 kwietnia 2012

c.d. klony kwitna........

To zdjecie kwitnacego klonu zrobilam w ub.roku.Zdjecie z komorki ,a wiec slabe.W tym roku za 2-3 dni zakwitna znowu klony ktore sie dziko posialy wzdluz naszego plotu z dzikim lasem.Jest duzy stary klon w tym lesie i on tak rozsiewa swoje nasiona jest bardzo plodny.Mamy darmowy zywoplot.Poniewaz jest to wzdluz polnocnej sciany domu i tak by tam nie chcialo nic rosnac,a klon sobie rosnie.W tym roku go od gory troche przytniemy to sie zagesci.Nie moge sie juz doczekac kiedy bedzie juz zielono i nie bedzie widac tego smietnika.Tylko jedno okno z kuchni i z klatki schodowej ma widok bezposredni  na ta czesc lasu gdzie ludzie wyrzucaja te smiecie.Zadne apele nie pomagaja.Brzozy maja juz listki bardzo mizerne.Lubaszka tez juz ma liscie ,pewnie zaraz zakwitnie.Wierzby szlachetne Hakuro pieknie juz sie zazielenily.Tez beda zaraz zmieniac barwe swoich lisci..Martwimy sie o orzecha czy nie zmarzl.Orzechy sa bardzo wrazliwe a,on jest mlody ma dopiero 4 lata.Juz w ub.roku mial kilka orzechow,czyli jest zdolny do owocowania.Dzisiaj jest znosna pogoda.Wczoraj maz kupil u naszego sasiada duzy bukiet zonkili.Pusia dlugo wachala.Maz rano polecial do corki z duzym bukietem,az sie jej oczy zaszklily na widok ojca z takim bukietem.Takie to jest to nasze zycie codzienne.I radosci i smutki sie z soba przeplataja jak u wszystkich.Tylko w tej naszej polityce dzieja sie takie glupie rzeczy ,ze strach pomyslec.Ale moze sie troche opamietaja.........czego szczegolnie zycze wszystkim bardzo wierzacym.Pamietacie takie porzekadlo"modli sie pod figura a ma diabla za skora"   ........cdn.Hala

klony kwitna........

  

sobota, 21 kwietnia 2012

po burzy..........

Po burzy nie zawsze jest pogoda ,ale dzisiaj jest.Jest pieknie ,swieci sloneczko i co najwazniejsze dla mnie nie ma wiatru -mojego wroga.Moja choroba niestety,coraz bardziej daje znac o sobie.Sa okresy wzgl.spokoju- coraz krotsze.Moja choroba ma podloze autoimunologiczne i walka z nia jest bardzo trudna.To tak jak walka z wiatrakami.Sa krotkie chwile remisji i nawroty z zdwojona sila.Rano potrzebuje okolo 45 minut na rozruch.Leki przeciw bolowe coraz mniej pomagaja.Leczenia niestety w moim wieku juz nie ma.Gdybym byla mlodsza moze mozna by bylo zastosowac leki nowej generacji -biologiczne lub terapie genowa.W moim przypadku jest to juz nie osiagalne.I znowu ktorys juz raz widze jak to zle,ze sie tak szybko urodzilam.Teraz kiedy w zasadzie wszedzie mozna podrozowac,zwiedzac swiat.Ja skazana jestem w niedalekiej przyszlosci na wozek i to jak dobrze pojdzie.Bo moze byc znacznie gorzej.Oj!! ale sobie ponarzekalam.Wierzcie mi ,ze nie lubie sie nad soba uzalac,ale dzisiaj moje wstawanie bylo dla mnie bardzo trudne.Mimo takiej pieknej pogody za oknem.U Pana W.naszego milego sasiada bocian ma nowe gniazdo.Ma wybudowane specjalne rusztowanie i tam posadowiony jest bociek.Poprzednio byl na pieknej daglezji ,ale teraz  sasiad udostepnil nam neostrade i jest tam maszt z kablem do nas na specjalnej sztycy.Jego domek i obejscie jest jak z bajki o krasnoludkach.Pan W. ciagle sie krzata,jak go przez kilka godzin nie widzimy ,juz sie o niego martwimy.Ma przeciez juz 78 lat.Pochowal zone,niedawno syna a mimo to nie utracil radosci zycia.Warto brac z niego przyklad i sie nie mazgajic.Dzisiaj jeden z dawnych kolegow meza tez plk.w stanie spoczynku zapalony internauta przyslal wyszperany gdzies w necie pokaz slajdow -roze z sentencjami o zyciu roznych madrych ludzi.Jest to jego wielkie hobby .Ciagle gdzies cos fajnego wyszpera i wysyla do znajomych.Lubie takie przesylki na swojej poczcie.I tak uplywaja mi dnie.Robie wszystko zeby sie nie poddawac swojej chorobie.Moj "general" tez ma problemy zdrowotne ,ale on jest z tych twardzieli ktorzy nigdy nie narzekaja.Fajnie miec taki charakter.No! i toby bylo dzisiaj na tyle........cdn Hala