sobota, 24 sierpnia 2013

Problem trudnych decyzji........

Problem trudnych decyzji nie leży w ich podejmowaniu,ale w umiejętności życia ze świadomością ich konsekwencji bez wzgledu na to,jak słuszne by to były decyzje.I to jest dylemat w zasadzie nierozwiązywalny.Zawsze w ktoryms miejscu konsekwencje trafionych czy nietrafionych decyzji i tak nas dopadną.Tak to już jest. Ogromna odwaga i determinacja do zmienienia całkowicie swojego życia,dana jest tylko nielicznym.Nieliczni też ten trud podejmują.Ileż znamy z literatury przypadków,że podejmowanie decyzji staje się całkowicie niemożliwe.Często dlatego ,że ludzie jak to ludzie bardzo często,przyjmują postawęi filozofię którą wspolłcześnie nazywamy skrótowo"zjeść ciastko i miec ciastko".Ktoś taki kto tak myśli nie jest niestety,zdolny do podejmowania ,żadnych trudnych decyzji życiowych. Szczegolnie trudna jest taka filozofia zyciowa ,kiedy zakochują sie w sobie,osoby bedące w innych związkach.Np.Pan ma żonę i dziecko i spotyka pania wolną.Traktuje tą znajomośc jak przelotny flirt,ale sprawa wymyka się z pod kontroli.Trwa to zdecydowanie za dlugo i pan jest szczerze zakochany.Jest mu dobrze,kocha i jest kochany. Zona stara sie sprawe przeczekać.Wie,że coś w jej małzenstwie jest nie tak.Ale nie podejmuje żadnych krokow.Bo po prostu jest nowy dom ,kredyt do spłacenia,dziecko.Wiec postanawia sprawe przeczekać.Ale ta trzecia,tez nie zamierza ,już dłuzej trwać w tym związku .Wypowiada więc Panu mimo ,że bardzo go kocha.I co z tego wyniknie?Wszystko będzie zależało od tego jaką decyzję podejmie Pan.Czy będzie gotowy zmienić swoje dotychczasowe życie?Jak myslicie ,czy łatwo jest podjąć taką decyzję?Ciekawa jestem waszych przemyśleń?Czy może byc tez tak,że Pan zostanie z żoną,i dalej bedzie tylko żył wspomnieniami po prawie dwuletnim zwiazku "na boku"Ale,może być tez,tak,że Pan pomysli ,ze "baby są jakieś inne" i postanowi skruszony wrocić do żony i bedą z sobą aż po wieki. Jedyną osobą,bardzo poszkodowaną w tej awanturze bedzie -zgadnijcie kto.A Pan będzie "jadl ciastko i mial ciastko".Mnie nasuwa sie taki wniosek ,ze nie zawsze strzala Amora trafia w właściwe miejsce.No!coz takie jest życie.......cdn....Hala

niedziela, 18 sierpnia 2013

Czy ktoś bedzie umiał,mi to wytlumaczyć?

Codziennie rano zastanawiam się,jak minie mi dzień.Kiedyś wcale mnie to nie interesowało.Wstałam robiłam w domu co miałam,zrobic.I szłam do pracy.Po pracy znowu,prace domowe.I kolo 22-giej padałam na twarz.Aby znowu rano zaczynać nowy dzień.Teraz widocznie nadmiar wolnego czasu,pozwala mi na rozwazania nad utraconym czasem.Ciągle zastanawiam,się jak bedzie wyglądało nasze zycie kiedy już  nie będziemy w stanie sobie dać rady samemu.Wiem,wiem tak się mowi ,że starośc się Panu Bogu nie udała.Dzisiaj pod wplywem audycji w Jedynce powieści radiowej :"W Jezioranach"bardziej niz,zawsze pomyślałam nad problemem.Tam ,wlaśnie rozważany był dzisiaj problem starosci,samotności.Problem o tyle istotny,że będzie dotyczył coraz wiekszej liczby naszej społeczności.Społeczenstwo nasze gwałtownie, się starzeje.Dzieci przybywa jak na lekarstwo.Nasze młode pary mają dzieci,ale nie u nas .Zyją na obczyżnie i tam zakladają rodziny.Problem pomocy naszego państwa dla mlodych rodzin jest stary jak świat.Odkad pamiętam nic się w tym temacie nie zmieniło.Wszystko jest po staremu pod hasłem :radzcie sobie sami. I tak to wygląda.Ale,ja Ameryki nie odkryłam.Wszyscy to wiemy i widzimy..........Ciekawa tylko jestem,ale w zasadzie to jestem prawie pewna ,że nowi kandydaci do najwyższych władz,będą w swoich hasłach wyborczych szermować hasłem"co zrobimy dla młodych wyborców?"Nie ma polityki prorodzinnej i szybkiego działania na rzecz rodziny i wszystkie deklaracje w tym temacie to tylko puste słowa.Wiadomo jednak od dawna,że nadzieja umiera ostatnia,więc miejmy NADZIEJE ......Teraz na temat pytania zawartego w tytule mego postu.Bardzo bym pragnęla kogos zainteresować,taką sprawą.Obok naszego domu w Bramkach jest posesja  leśna jakieś około 4000 metrow.Posesja nie zamieszkała z starodrzewem lisciastym.Bardzo piękne duże rozłożyste drzewa lisciaste.Wartosciowe.Lipy,buki dęby.brzozy,topole ,klony i inne.Od kilkunastu lat posesja jest sprzątana tzn,wycinane sa drzewa samosiejki,chwasty i nic się dalej nie dzieje.W poprzednich latach wynoszone były do tego lasu smieci.Teraz po sprzątaniu tej wiosny jest wzgl.czysto.Ale dalej nic się nie dzieje.Wiem też ,że takie sprzątanie kosztowało właścicieli niezłe pieniadze.I zupełnie tego nie rozumiem.Czyż,nie mozna znależc sensownego inwestora na takie piekne miejsce.Idealne miejsce na pensjonat,dom opieki dla ludzi starszych.Park naokoło gotowy.Swietne miejsce na taką inswestycję,a tu klentow ani,widu ani słychu.Moze Gmina pomyślała by o takim miejscu dla swoich mieszkanców.Przecież dotację unijne na taki cel napewno by się znalazly.I nie byłaby to dzialalnośc uciążliwa dla okolicznych mieszkanców.Najlepiej mi to wytłumaczył jeden z starszych mieszkancow Bramek.Powiedział-oni to tak ciagle bedą co parę lat,sprzątać i nic z tego nie wyniknie!!!.Przepraszam,ze zaprzątam Wam moi mili czytelnicy takim lokalnym problemem głowę,ale wiem ,że czasem czytają mnie moi sasiedzi z Bramek/maja linka do mojego bloga/i może wreszcie ktoś się postara ten problem poruszyć i cos się bedzie dziać w moim sasiedztwie.Pozdrawiam wszystkich.......cdn.HalaNa zdjeciach moja Pusia kot kaskader.

czwartek, 15 sierpnia 2013

Swiateczny dzień...i moje wspomnienia.....

Połowa  sierpnia -świeta koscielne i narodowe.Dzień Wojska Polskiego.Jakże odmienne wspomnienia z tego dnia mam z dawnych lat.Dzień Wojska Polskiego był w innym terminie.I tą akurat zmianę oceniam bardzo pozytywnie. Dzień 12 pażdziernika był już najczęsciej dniem,słotnym, zimnym,więc obecny termin tego święta jest  bardziej przyjazny dla rodzin wojskowych. Z powodu pogody wszystkie uroczystości odbywaly się w pomieszczeniach zamknietych.Odbywały się okolicznościowe akademie. Udział brali w nich wszyscy oficerowie ,z rodzinami i zołnierze służby zasadniczej. Dowodcy wręczali awanse,na wyzsze stopnie wojskowe,oraz odznaczenia. Byly też krotkie ,występy najczęściej przygotowane przez uzdolnionych muzycznie żołnierzy służby zasadniczej WP. Wieczorem kazdego 12  pażdziernika był bal.Bardzo pięknie przystrojone sale klubu oficerskiego gosciły w ten wieczór kadrę całej jednostki. Zapraszano także na ten wieczór,przedstawicieli rożnych instytucji z miasta.W Sandomierzu w ktorym przyszło mi żyć przez 12 lat od 1958-1970 bale u lotników cieszyły się wielkim powodzeniem u  wszystkich ważnych tego miasta.Było uroczyście ,a jednocześnie bardzo sympatycznie,że można było poznać kogoś z poza środowiska.Istniała taka tradycja,że trzeba by panie zaprezentowały nowe eleganckie kreacje.Oj!Co to się działo!Panie które potrafiły szyć były oblegane.Pamiętam ,że ja nawet pojechałam do Warszawy aby sobie kupić kreację.Kupłam piękną sukienkę z grubej gipiury-koronki w słynnych pawilonach na Marszałkowskiej.Buty natomiast miałam z paczki z USA.Podejrzewam,że te lakierki to były buty takie do trumny . Bo zaraz się rozleciały.Czyli były jednorazowe.Ten jeden rok kiedy mąz awansował na majora, dobrze pamiętam. W naszym gronie mieliśmy wtedy wspaniałego tancerza w osobie naszego lekarza-Zbyszka Religii-pózniejszego sławnego kardiochirurga.Jak on wspaniale i tańczył i bawił swoją osobą piękne panie.Wzbudzał zazdrośc w naszych mężach,i chcąc nie chcąc chcieli mu dorównać. Nas czyli  "piekne panie' bardzo to cieszyło.Już nigdy potem tak się nie bawiłam.Bo potem,to praca i praca. Potem stan wojenny i było juz po ptokach -jak u nas na Sląsku mowiono.Teraz kiedy słyszę o rodzinnych piknikach w tym dniu swiatecznym wojska jest mi bardzo miło,że rozpoczyna się nowa tradycja.Prezentacja sprzetu wojskowego,iwspaniałe orkiestry wojskowe dopełniaja całości.Jest pieknie i pogoda też sie dostroiła.Zycze wszystkim rodzinom wojskowym spokoju i samych słonecznych dni w zdrowiu.Podrawiam serdecznie .....cdn.Hala

czwartek, 8 sierpnia 2013

Muzyka leczy każdy smutek a słowami tak niewiele da się wyrazić.......

Muzyka uczestniczy w calym moim życiu i zajmuje w nim bardzo ważne miejsce.Teraz w jesieni mojego życia kiedy nie mam już szans na korzystanie z koncertow wykonywanych w filharmonii czy salach koncertowych,muszę się zadowolić płytami,słuchaniem radia,tv,internet.Nie ma dnia,żebym nie słuchała radia.Muzyke klasyczną poznałam,w młodości kiedy byłam uczennicą Szkoły Muzycznej.Teraz,od wielu już lat zyję muzyką lekką,łatwą i przyjemną.Staram sie być na bieżaco z stylami,trendami wspołczesnej muzyki szeroko pojętej.Moi wspaniali wnukowie-cała trojka jest bardzo muzykalna.Grają na gitarach,perkusji.Jeden uprawia bardzo awangardowy styl muzyki ,Nie wiem niestety,jak to się nazywa ale powiedział mi kiedyś,że bedzie świetnym DJ i prezenterem muzyki.Podobny z postury do świetnego prezentera Wojciecha Mana,jak się postara,będzie go mógł kiedyś zastąpić.Uzdolnienia muzyczne to jedno,a ciężka praca to drugie. Przykladem który przytoczę,niech będzie mój idol.Jeden z Beatlesów zawsze uśmiechnięty,sympatyczny Paul McCartney.Kiedy  jego ojciec ktory też trochę grał na gitarze,mu poradził-"naucz się grać na jakims instrumencie. Będą cię zapraszać na imprezy".Wziął sobie te słowa do serca i bardzo się starał nauczyć dobrze grać. Gdy poznał Johna Lennona tworzyli zespoł niezlych szarpidrutow,znanych w Liverpoolu. I wtedy stanął przed wyborem ,albo się dalej uczyć,albo pojśc do pracy.Pochodził z niezamożnej rodziny wiec ,wybrał to drugie.Ale przyszedł do niego,Lennon i namówił go na granie takie bardziej juz profesjonalne w zespole.Namowił skutecznie.Przyznał pózniej:"To ja zmarnowałem życie Paulowi. Poszedłby na studia.Mógl być kimś!"Dużo ćwiczyli ,grali dla kolegów , Po drodze mieli wiele niepowodzeń,ale bardzo się nawzajem wspierali i nie poddawali się. Pozniej była już tylko sława i rzeczywiscie ogromne pieniądze. I nawet wówczas gdy jego kumple z branży muzycznej kupowali sobie zamki i wymyślne rezydencje-on najlepiej czuł się na zwykłej farmie.W dodatku nie dał się ponieść chorobie -nazywanej show-biznesowym szpanem.Byl bardzo zdolnym muzykiem,komponował muzykę,pisał teksty do prostych fajnych melodyjnych piosenek.Jest dla moich chłopców wnuków niedościgłym wzorem. Jest dzisiaj tak gorąco,że dalsze moje pisanie przyniosło by więcej szkody niż pożytku. Więc kończę i zmykam w chłodniejsze klimaty.........cdn.Hala.

wtorek, 6 sierpnia 2013

Trzeba walczyć.Bóg,kocha tych którzy próbują.............

Moje stwierdzenie  z tytułu postu ma swoje głębokię uzasadnienie w życiu każdego z nas.Trzeba walczyć i nie poddawać się wtedy kiedy cos w życiu nie wychodzi.Ba,łatwo powiedzieć.Ale,trudniej już jest z realizacja.Ileż to razy ,każdy z nas swięcie wierzyl,że się nie podda,że mu się uda bo będzie,walczył.Wyszło jednak,często zupełnie odwrotnie.Wiem o tym,dokladnie sama ,to nieraz przerabiałam w swoim życiu. Wczoraj w radiu w mojej ulubionej Jedynce wysłuchałam goracej dyskusji na temat leczenia bezplodności i metod leczenia,między innymi metody invitro.Podnoszono problem kosztów tego leczenia i udziału w leczeniu tymi nowoczesnymi metodami naszego państwa poprzez NFZ.Koszty ogromne.Problem bezpłodności dotyczy coraz większej ilości młodych ludzi.Przypomina,to w tej chwili jużjakby stan epidemii wśrod młodych małzeństw.Przyczyn tego stanu rzeczy jest pewnie bardzo wiele.Kiedyś młode pary ,kiedy się pobierały bardzo szybko decydowały się na potomka.Obowiazywała zasada -Bog dał dziecko -da i na dziecko.Teraz już młodzi ludzie tak nie myślą.Nie chcą miec tak odrazu dzieci. Chcą się kochać bez konsekwencji.Ułatwiają to pigułki antykoncepcyjne. Wspolzycie seksualne rozpoczynają coraz młodsze pary o nieustabilizowanej jeszcze gospodarce hormonalnej.Pigułki mozna tez kupić w internecie.Istnieją,już pewne badania naukowców co do pigułek antykoncepcyjnych.Są szkodliwe dla młodych osób.Jeśli sa zazywane,przez kilka lat napewno są szkodliwe.Dlaczego więc tak ochoczo są stosowane u młodych przez lekarzy ginekologów tych samych do ktorych potem przychodzą,zdesperowane pary błagające o pomoc invitro.I wtedy koszty leczenia ponosimy my czyli całe społeczeństwo.Stajemy przed wyborem skierowania pieniedzy na leczenie chorych dzieci które już są na świecie,a skierowania  pieniędzy do par ktore wreszcie decydują się na dziecko. I jest problem jak to pogodzić.Do tego wszystkiego dochodzi tez problem demograficzny.Jesli nic z tym się nie zrobi to za kilkanascie lat Polska będzie krajem wesołych pogodnych staruszkow,ale jednak staruszkow.Moim skromnym zdaniem,Panstwo wszelkimi silami powinno zachecac mlode rodziny,pary,aby wtedy kiedy są młodzi mieli dzieci.To jest czas na rodzenie zdrowych dzieci.Powinnismy dbać i chuchać na młodych ludzi,pomagać,stwarzać rozne ustawowe udogodnienia.Coś już sie w tych sprawach dzieje ,ale jest to jeszcze o wiele za mało.Być może ten moj post,spowoduje ,że ci ktorzy go przeczytają zastanowią sie nad tym problemem .Mam taka nadzieję.Napisalam go pod wpływem wysłuchania audycji bo to tez jest moje zycie codzienne.Mam na mysłi -słuchanie radia.......cdn.Hala

piątek, 2 sierpnia 2013

Odlegle lata i moja pamięć.................

Nasza pamięć o dawnych latach ? Jaka ona jest?Wczoraj obchodzona była 69 rocznica Powstania Warszawskiego.Uroczyście z udzialem jeszcze nielicznie już,żyjących uczestnikow Powstania i ich rodzin. Warszawa pamięta ,ale czy cala Polska w rownym stopniu? Ja pochodzę z malego gorniczego miasteczka z Slaska i uczciwie powiem,ze moja wiedza o tym czasie w historii Polski wyniesiona z dawnych lat była bardzo nikła wrecz fragmentaryczna.Moje pokolenie uczyło się innej historii. Wiadomo jednak,że prawda historyczna może być tylko jedna-prawdziwa oparta na zrodlach naukowych i opowieściach osob uczestniczących w zdarzeniach historycznych. Ale to tylko pobożne życzenia.Smiem twierdzić,ze niestety niejednokrotnie prawda historyczna mija się z prawdą faktyczną,autentyczną. Przyznam się szczerze,że nie znałam historii Warszawy naszej stolicy.Wiedziałam tylko to co uczyłam sie w szkole i że bardzo cierpiałam jako dziecko kiedy moja mama ,ktorąś z rzędu niedziele musiała isć za darmo do pracy w tzw.czynie społecznym "Na odbudowę Warszawy".Tych niedziel było dużo o wiele za dużo.Nie lubiłam tego miasta.Zabierało mi mamę.Kiedy moje zycie ulożyło się tak,ze o ironio losu zamieszkałam w Warszawie pomału,bardzo pomału musiałam to miasto chciec zrozumieć.Bardzo w tym pomogł mi pewien czlowiek.Warszawiak z dziada pradziada. Mieszkajacy za sprawa ożenku w Sulejowku.Pan ten był jednym z młodych powstancow.Co prawdę nie walczył z bronią w ręku bo był poprostu za mlody.Miał w chwili wybuchu powstania 14 lat.Jego ważnym udziałem w powstaniu było noszenie w menażkach jedzenia dla powstańcow  na barykady i miejsca walki.Jedzenie gotowała jego rodzina,mama i jej siostry. Jedna z siostr była pielegniarka i też brała udział w powstaniu. Był bystrym chłopcem,nie raz kiedy go zatrzymywali wrogowie sprytnie potrafił się uwolnić.Widział wiele i o tym wszystkim pięknie opowiadał.Miał wielki dar zainteresowania swego ,rozmówcy.Był szarym bohaterem.Jak sięcieszyl kiedy chwalili jego jedzenie. Opowiadał mi takie zdarzenie.Kiedyś dał zupę jakiemus żołnierzowi a za kilka minut ten zołnierz już nie żył.Zabił go snajper z wieży kościoła.I tak Pan Janusz  to opowiadając mi powiedział-przynajmiej nie poszedł głodny do Pana. Ja moglam godzinami słuchac jego opowieści i wlaśnie wczoraj sobie go przypomnialam.Ten Pan juz kilka lat temu zmarł.Wiec,już gdzieindziej świetował rocznicę.Wczoraj caly dzień moja ukochana Jedynka nadawała przepiękne piosenki powstańcze  w nowych aranżacjach i było bardzo odświętnie.Pozdrawiam wszystkich serdecznie......cdn.Hala

środa, 31 lipca 2013

Czy kogos ten post zainteresuje?...........

Wiem,że mlodzi ludzie nie za bardzo lubią interesować się,wspomnieniami z dawnycha lat.Ale ja jednak zainspirowana narzekaniami mlodych na pobyty wczasowe w róznych miejscach Polski i  z zagranicy postanowiłam coś na ten temat napisać.Czytam, ze w osrodku wczasowym  widok nie spelniał oczekiwan.Lazienka była skromna,kafelki nie takie,mebelki w pokoju też za skromne.Kuchnia za ciężka za tłusta ,lub za chuda.Mało treściwa itd.Można tak wymieniać bardzo długo ,co nie podoba się wczasowiczom z roku 2013.Wiem ,ze to co napiszę ma cechy demagogii.Ale muszę to napisać.W latach 70-80 ub.wieku często tzn.raz w roku mogłam pojechać z mężem ktory był wyższym oficerem WP na tzw. wczasy.Istniały wtedy tzw.Wojskowe Domy Wypoczynkowe -etatowe i Nieetatowe Domy Wypoczynkowe.Do tych pierwszych bardzo trudno było dostać skierowanie oficerowi z tzw.terenu.EtatoweWDW były zarezerwowane dla Warszawy.Nam przydzielano skierowania do NWDW.Mieściły się one często w garnizonach i na terenie jednostek wojskowych mieszczacych się w pięknych miejscach.Nad morzem,nad jeziorami w górach.Jaka to była radośc kiedy dostało się takie skierowanie.Jeszcze wizyta u lekarza jednostki , ze brak jest przeciwskazań  na taki wyjazd i jedziemy. Pamiętam,że koszt takiego jednego skierowania  mieścił się w kwocie 50% wynagrodzenia miesięcznego oficera.Oczywiscie placiło się za kazdą kartę.Więcej te rodziny gdzie pracował maż i żona.Dzieci miały ulgi.Moja rodzina jako , ze podlegalismy Wojskom Obrony Przeciwlotniczej WOPK jezdziliśmy naj częściej do miejscowosci nad morzem i na mazurach.Mrzeżyno to miejsce w ktorym bylam kilkakrotnie. Ośrodek mieścił się na terenie jednostki usytuowany za rzeką Regą na terenie zamkniętym.Naokolo pola i od połnocy morze.Na tych polach  w małym domku ktory zachował się do czasow wspolczesnych,została odprawiona msza św. z udziałem samego Hitlera przed napaścia na Zwiazek Radziecki.Ośrodek mieścił się w poniemieckim ośrodku wypoczynkowym wojska niemieckiego.Domki murowane w pruskim stylu bez wygód.Lazienka wspólna ,toalety też.Wodę gorącą przywoził nam beczkowoz codziennie wieczorem.Więc jak widzicie warunki były nieco spartanskie.Za to plaża była cudowna około 5 km pięknej czystej piaszczystej plazy dla niespełna 150 0sob.Wypoczynek wspaniały a,jak jeszcze dopisała pogoda to był to nasz raj.Do plaży było 150 metrow przez wydmy,ale była wydeptana ścieżka.Wieczory spedzaliśmy w miejscu trochę niesamowitym.Był to klub w podziemiu gdzie wyższa generalicja niemiecka spotykała się z Hitlerem na przygotowaniach do napaści  na Związek Radziecki.Wieczory umilała nam orkiestra w ktorej grali wtedy bardzo utalentowani  młodzi zołnierze.Można było potańczyć i posłuchać.I wierzcie mi ,że pod koniec turnusu byliśmy już jedną wielką rodzina.Wyżywienie było takie jak w kasynie dla wojska.Więc rózne.Ale nawet,najwięksi malkontenci nie narzekali.Ja kiedy wspominam te Nieetatowe Domy Wypoczynkowe mam dziwne uczucie wielkiej nostalgi za tym czasem.Moi drodzy ja wiem ,ze wiele sie zmieniło,swiat poszedł do przodu i czego innego już oczekujecie ,ale popatrzcie na to z innej strony.Kiedyś po latach będziecie to wspominali z łezką nostalgi jestem tego pewna......cdn.Hala

wtorek, 30 lipca 2013

"Cała Ty"nowe pismo kobiece...........

Powstało nowe pismo kobiece -ma to być miesięcznik.Ponieważ na rynku znajduje się,już bardzo duza ilośc roznych kobiecych pisemek,postanowiłam sprawdzić  o co wtym wszystkim chodzi.Kiedyś namiętnie czytałam te pisemka do czasu,aż nie zobaczyłam iz,róznia się od siebie tylko tym,iż artykuły i zdjęcia te same ,ukazują sie w różnym czasie w różnych tytułach.Powielane na okragło."Cała Ty" bo taki tytuł ma to pismo.Jak pisze redaktor naczelna powstało ono z myślą o kobietach młodych duchem,refleksyjnych,aktywnych i ciekawych świata.Reklama w tv która mnie zachęciła,do poproszenia mego męza o zakup tego pisma.Co tydzień kupuję tygodnik "Angora" i"Tele Tydzień",więc raz w m-cu mogę jeszcze wydać 2.zl na nowe pisemko..Pismo ma rozne działy tematyczne-historie z zycia wielu kobiet,porady,kulinaria, zdrowie,zbliżenia,wspomnień czar,moda i rozrywka.Czyli,to samo co wszystkie pisma o podobnym profilu.Muszę jednak przyznać,iż pierwszy numer jest dosyc interesujacy.Mnie osobiście bardzo zainteresował temat o nowej metodzie poszukiwania skarbow.O zabawie tzw.gry terenowej  z ang.tzw.geocaching.Trzeba miec odbiornik GPS ,dostęp do internetu i wygodne buty.Jest to gra miedzynarodowa polegającej na szukaniu rzeczy ukrytych przez innych uczestnikow w tzw. schowkach.Rozne pomysły towarzyszą tej grze.W Polsce jest już ponad 8 tysięcy schowków,a na calym świecie 8 milionow.Ja niestety ,przez swoj brak mobilnosci,nie mogę wtakiej grze uczestniczyć,ale wlaśnie bardzo mnie ona zainteresowała.Są strony internetowe poswięcone tej grze:geocaching.pl,geocaching .com,opencaching.plTez zamierzam o tym wszystkim przeczytać.Ten post napisalam cały tylko niestety,cały czas mam kłopoty z komputerem i ciagle dzieją się dziwne rzeczy.Co do pisma ktore probuję Wam jakos moi czytelnicy przybliżyć -pierwszy numer jest dosyc interesujący.Podoba mi się tez ,że modelka reklamująca modę nie jest szczupłą laską a fajną zgrabną dziewczyna w rozmiarze L.Czyli oglądając tą modę nie musimy sie za bardzo stresować.Ogólnie pismo jest w porządku.Czekam na drugi num er ktory ma się podobno ukazać 21 sierpnia.Co do tej gry terebnowej czekam na odzew czytelnikow czytających mojego bloga.Moze macie jakieś doswiadczenia w tej grze?Proszę napiszcie do mnie.Czekam.......cdn...Hala

sobota, 27 lipca 2013

Kocham upały.....a,dlaczego?

Pytanie zawarte w tytule mego postu jest ,trochę przewrotne.Bo jak wyjaśnić dlaczego lubię upały?Bo jestem wielki zmarzluch. Lubię kiedy latem sa upały.Bo przecież po to jest właśnie lato aby się dobrze wygrzać ,przed długimi miesiącami kiedy za oknem plucha i zimno,mróz i śnieg. Nasz dom jest budowany z myslą ,żeby w nim bylo ciepło zimą,a latem jest chłodno.Duże drzewa dają dużo cienia i jest bosko jak jest upał.Wczoraj była duża burza.Zgaslo światło na kilka godzin. Burza działa się na horyzoncie ,tak jakby drzewa były dla niej barierą nie do przebycia.Wszystkie błyski były widoczne za drzewami ,do nas nie docierały.Fajny to był widok.Te gałezie ogromnych drzew i za nimi błyski.Jakby gdzieś w innym wymiarze.Kiedy zgasło światło radio na baterie okazło się bardzo przydatne.Wspaniale odbiera moją ulubiona Jedynke.Jestem od tego programu uzależniona.Słucham cały dzień. Towarzyszy mi we wszystkich pracach domowych.Bardzo mało ogladam telewizji. Trzeba troche odpocząć.Ogladam tylko powtórki  serialu "Rodzina zastępcza".Jest to wspanialy serial. Szczególnie dla mnie udział w nim pani Gabrieli Kownackiej jest wzruszający.Poznałam tą naszą aktorkę kiedyś dawno osobiście ,całkiem prywatnie.Zaskarbiła sobie wtedy całkiem moje serce.Pozostał we mnie wielki żal kiedy jej zabrakło.Z jaką ogromną determinacją cały Zespół"Rodziny Zastępczej" trzymał dla niej miejsce kiedy ona walczyła z straszną chorobą.Była niby ciągle w delegacji.Zastępowały ją fantastycznie Joasia Kurowska i Maryla Rodowicz.Wszyscy żyli nadzieją,ze lada dzień wroci na plan. Niestety los okazał się dla niej okrutny.Akurat teraz Stacja ATM powtarza właśnie te odcinki. Pozatym mam do przeczytania kilka ksiązek których akcja dzieje się w Prowansji,Toskanii teraz bardzo modnych turystycznie miejscach.Moja serdeczna znajoma  z blogu:szkielkiem,okiem i sercem własnie taką wspaniałą podroz odbyla i pięknie ja opisala na swoim blogu.Ja będę teraz konfrontować jej zdjecia i opisy z tym co napisali autorzy wspaniałych powieści.O moich wrażeniach z odbytej podróży tak trochę jak sie to kiedyś mowiło palcem po mapie  napiszę napewno..Dzisiaj będe robic salatkę jarzynową bo jutro wraca do domu moja córka a ona bardzo lubi.Czy nalewki już nastawione?Moji drodzy czytelnicy czekam na wasze posty.Wszystkich znajomych posty czytam i jest mi bardzo miło kiedy do mnie piszecie swoje komentarze na temat tego co ja Wam piszę. Pozdrowienia......cdn.Hala

czwartek, 25 lipca 2013

Zapraszam do zabawy,tylko dla dorosłych..........

Tytuł mego postu trochę przewrotny,może sugerować rózne zabawy przeznaczone tylko dla osob dorosłych.Jest lato,ale niedługo wejdziemy w okres jesieni a potem zimy.Nie ma się co oszukiwać -bedzie cięzko. Dlugie wieczory,za oknem plucha. I wtedy przyda się bardzo ,rzecz o ktorej zamierzam napisać.Coś co ubarwi i pomoże przetrwać te okresy.Rzecz bedzie o nalewkach własnej roboty.Wierzcie mi jest to wspaniała zabawa .Komponowanie smakow ,wymyślanie roznych kompozycji smakowych,i wreszcie degustacja w jesienne i zimowe dni,to jest poprostu wielka frajda,ktorą sobie mozemy wszyscy zafundować.Nalewki to alkohole bardzo delikatne,o zaskakujacych smakach,o oryginalnych połaczeniach. Składniki,ktore dotąd nie kojarzyły nam się z tradycyjnym trunkiem a,wykorzystane w nalewkach sa najrozniejsze.Od egzotycznych owocow ,orientalnych przypraw,herbaty,kawy.cukierkow i...........Łatwo je zrobić,szybko nabierają mocy.Moga być takze,wspaniałym dodatkiem do drinkow,deserow,ciasta czy lodów.Nie bedzie u mnie przepisow które są w każdym domu doskonale znane na nalewki:orzechowe,owocowe, itp.Ale chciałabym Wam zaproponować coś nowego a,już przezemnie wyprobowanego.Oczywiście ja robię i tak co roku nalewkę typu ratafia.To jest jakgdyby moja wizytowka.Ostatnio przez kilka lat jej nie robiłam bo mialam jeszcze stary zapas. Przez cale lato do słoika wkładam po garści owoców aktualnie w miarę ich dojrzewania.Po kolei jak leci.Pierwsze są truskawki,potem maliny,poziomki itd.aż kończymy na sliwkach,jeżynach.Wszystko przesypujemy cukrem 2-ma łyżkami każda partię owoców.Kiedy macerat jest już dojrzały ,ma piękny kolor.Dolewamy wtedy wódkę.Filtrujemy przez gazę i do uzyskanej nalewki dodajemy trochę spirytusu aby wzmocnic nieco moc nalewki.Przelewamy do ładnej karafki które można już kupić i czekamy na stosowną okazję.Po 2-3 miesiącach nalewka jest dobra do użycia.Moja stoi już 3 lata w karafce i kiedy byli goście z Ukrainy i ich poczęstowałam mówili ,ze to "domasznyj koniak".Na słoj 2 litrowy pelen owocow trzeba dać litr wodki i 1/2 spirytusu.Cukier w zalezności jak kwaśne są owoce.

Ale miało być o rożnych dziwnych nieco nalewkach.Ja osobiście lubię takie na które nie trzeba długo czekać. Sa takie nalewki ktore po 2-3 tygodniach są ju gotowe.Bardzo smaczne raczej lekkie,takie na babskie wieczory.Wiem,że meższczyzni raczej nie gustują w takich trunkach. Podaję więc  przepisy dla moich miłych czytelniczek mojego bloga.Wystarczy na cała jesień i zimę.1.Nalewka na zielonej herbacie-trzeba zaparzyć w filiżance zielona herbatę,pod przykryciem 10 minut.Dodać dwie łyżeczki cukru.Dodać soczyste zielone jabłko i skorkę starta z polowy cytryny.Dodać szklankę wody+szklankę soku z białych winogron z kartonu i dodać 1/2 litra wodki.To odstawic na 2-3 tygodni.Przefiltrować i po tym okresie nalewka jest już gotowa do picia.Jest bardzo delikatna.Jak ktos chce aby była mocniejsza moze dodać 200.ml.spirytusu. 2/Cukierkowa-to chyba wszyscy wiedzą jak zrobić.Najlepiej landrynki,miętowe ,szałwiowe z apteki Rittera..Potrzeba 30 dkg. cukierkow do tego litra czystej wodki dobrej.Po 2-3 tygodniach jak cukierki się rozpuszcza.Trzeba przefiltrować.Można skosztować po 2-3 dniach.Można jeszcze do tego dodać soku dowolnego lub spirytusu. 3/ Na kolorowym pieprzu.Zagotowac szklankę wody z kolorowym pieprzem /dodać kilka ziaren czarnego/ + cukier brązowy 2 łyżki.Do tego wlać 3/4 litra wodki.Odstawić na 2-3 tygodni.Po tym czasie nalewkę przefiltrować.Po dwoch dniach nalewkę pijemy na zdrowie.Wyprobowałam jest to bardzo dobre na trawienie.Smacznego moi drodzy!!!....cdn....Hala