czwartek, 16 czerwca 2011

Codziennie to samo........

Czy zastanawial sie ktos nad powtarzalnoscia czynnosci jakie co dzien wykonujemy?Zajmuja one w naszym codziennym dniu okolo 80 % naszego czasu.Spimy-raz wiecej raz mniej.Spozywamy posilki.Dbamy o nasza higiene.Pracujemy ,a w tzw.miedzy czasie oddajemy sie naszym przyjemnosciom.Ogladamy tv,czytamy,surfujemy po internecie.I okazuje sie ze doba robi sie za krotka.Zaczyna nam brakowac czasu.Jestesmy caly czas w tzw.nie do czasie.Zycie nasze zaczyna przypominac "pogon za utraconym czasem"Trzeba zwolnic.Pierwszym objawem tego,ze zabijamy w sobie marzenia jest brak czasu..Najbardziej zajeci ludzie maja zawsze czas na wszystko.Bo sa poukladani.Maja marzenia i daza do ich spelnienia.Ich marzenia sa realne,bardzo przemyslane.Co zrobic z takimi ktorzy na nic nie maja czasu?Marzenia ich tez sa nierealne.Bujaja w oblokach.Sa jakby nie na tej planecie.Ale sa wsrod nas i tez chca zyc.Zycie plynie bardzo szybko.Czasem w ciagu paru sekund mozna trafic z niebios wprost do piekiel.Na drodze zycia zdarzaja sie porazki.I nikt przed nimi nie ucieknie/chocby byl czlowiekiem niezwykle poukladanym/Czasaem warto przegrac,pare drobnych potyczek w walce o spelnienie marzen niz zostac ostatecznie pokonanym,nie wiedzac nawet o co sie walczylo.Ale,sie nawymadrzalam!!!! Pisalam jak na zadane pytanie.Ja tez naleze do tych nie poukladanych.Ciagle mam nie realne marzenia.Bujam w oblokach.Ale do konca zycia zachowam w pamieci wszystkie dobre rzeczy ktore wylonily sie wsrod trudnosci,dnia codziennego o zlych nie chce i nie bede pamietac.Nasza kotka Pusia troche mnie martwi.Ciagle chce latac po dworze,po lesie.Bardzo schudla jest odwodniona ,bardzo malo pije.Kiedy nie chcemy jej wypuscic tak blagalnie piszczy i patrzy ze nie mamy sumienia i ja wypuszczamy.Jest to chyba kotek dziki choc wykazala sie taka determinacja w szukaniu domu.Moze to dlatego ze byl wrzesien,i zblizala sie zima.Na wiosne pokazala jak lubi zyc.Wolna bez zakazow.Owszem,czasem popatrzec z bliska na domownikow,ale wolnosc przedewszystkim.Dowiedzialam sie ze kotek w odroznieniu od psa nie uznaje "pana i pani"jestesmy dla kota jakby jego rowiesnikami i nie bardzo wie dlaczego chcemy nim rzadzic.Ciezko poznac i miec rozeznanie w skomplikowanej psychice kotka.Znowu na stare lata musze sie uczyc i czytac w necie jak sobie poradzic z tym problemem.I tak cale zycie codziennie to samo.Uczyc sie ciagle i jak to mowia glupim umrzec.Hala cdn.

poniedziałek, 13 czerwca 2011

Co bedzie dzisiaj?

13 to zawsze jest dla mnie znaczaca data.Cale zycie  13cos dla mnie znaczyla.Byla w zasadzie moim dniem.Przedewszystkim 13.04.1959 urodzilam mojego wspanialego syna.To tez byl wtedy poniedzialek wczesnym rankiem.Bylam u mojej mamy w moim rodzinnym domu.Nie bylo telefonu u mojej mamy.Komorek tez jeszcze nie bylo.Jak sie porozumiewalismy.Maz w Ozarowie Kieleckim a ja na Slasku w malym miasteczku.Rodzilam w Szpitalu Gorniczym pod dobra opieka,ale bylam sama.Nikt nie czekal pod drzwiami.I tylko intuicja kazala mezowi porozumiec sie z telefonistkami i droga posrednia dowiedziec sie ze urodzil mu sie syn.O tym ze bedzie syn tez nie mozna bylo wiedziec wczesniej.Nie bylo usg.Ale byla wielka radosc i niespodzianka.Takie to byly czasy.Rozne zdarzenia z mego zycia dobre i zle zwiazane czesto byly z dniem 13-tym.Ostatnie zdarzenie smutne to smierc 13 stycznia 2010 roku mojej mamy.Miala 95 lat dozyla sedziwego wieku. Dzisiaj moj maz ktory nigdy nie gra w zadne gry losowe,przy okazji bycia w Warszawie wyslal Toto Lotka.Wymyslil z glowy jakies takie dziwne numery.Poniewaz dzisiaj jest 13-ty jest szansa na wygrana.Moze to jednak byc trudne bo losowanie jest dopiero jutro 14-tego.I tak sie to w zyciu plecie jak w w filmiez Bollywodu"Czasem slonce czasem deszcz".Dzisiaj sprobowalam sie spisac przez internet i nie bylo to dlamnie wcale latwe.Musialam korzystac z konsultacji z infolinii.Jednak mlodzi radza sobie z tymi nowinkami zdecydowanie lepiej.Co jeszcze mi sie dzisiaj zdarzy? Oby cos dobrego,wesolego.I tym poboznym zyczeniem koncze na dzis zabawe z komputerem.Hala.cdn.

niedziela, 12 czerwca 2011

Siodmy dzien tygodnia......

Jutro rozpoczniemy nowy tydzien.Trudno przewidziec jakie zdarzenia beda dominujace,jak nasze zdrowie,spokoj w rodzinie i itd......?Pewne rzeczy mozna ustalic juz dzisiaj.15 .06. sa moje urodziny juz dzisiaj na Facebooku mialam zyczenia od cudownego mlodego czlowieka-syna moich znajomych z Sandomierza.Ja obchodze  Urodziny.Na Slasku dzien Urodzin byl zawsze chucznie obchodzony i tak mi zostalo.Jest z tym wiecej zachodu bo trzeba pamietac daty urodzin bliskich.Niektorzy nie wiem dlaczego nie chca zeby im celebrowac dzien Urodzin?Mnie sie jednak  to podoba i przy tym zostane.Czy sie to komu podoba czy nie.Przy okazji zyczen od mlodego Sandomierzanina przypomnialam sobie jakie piekne Urodziny obchodzily tam moje dzieci.Wszystkie dzieci z naszego wojskowego osiedla bawily sie razem.Byl to czas kiedy film "Czterej pancerni i pies"byl na absolutnym topie.Helmofony i rozne akcesoria tatusie wojskowi zdobyli.Wszyscy chcieli byc Jankami i Marusiami.Bylo wspaniale.Moj mocno juz dorosly syn z rozrzewnieniem wspomina te zabawy.Pamieta jeszcze wiele nazwisk i i imion kolezanek i kolegow z podworka.Bardzo jeszcze teraz chcialby sie z niektorymi spotkac.Oczywiscie mozna teraz odnowic stare znajomosci przez internet.Wiwa!!! Internet.Na Facebooku i na Naszej Klasie ja sama spotkalam swoich przyjaciol po 50 latach.Ale to jest juz tylko namiastka "erzatz" tych przyjazni  z mlodych lat.Nasze zycie roznie nam sie ulozylo,czasem nie mamy sie czym chwalic,wolelibysmy o niektorych sprawach zapomniec.Slusznie nie mozna sie ciagle ogladac do tylu.Musimy poznawac nowych ludzi ,nawiazywac nowe znajomosci ,miec nowych przyjaciol,znajomych.Zapisalam sie do Facebooka i Naszej klasy i poznalam juz wiele sympatycznych mlodych ludzi i starszych.Mam grono osob majacych zwiazki z pieknym Sandomierzem i z nimi sobie wspominamy to piekne miasto.Bardzo pragnelabym jeszcze tam pojechac,ale mysle ze bylo by to dla mnie za trudne.Moze jeszcze kiedys sie uda?.Bardzo interesuje mnie tez pochodzenie mojej rodziny.Zaczynam zbierac pewne informacje i widze ze nie braknie mi zajecia jeszcze na dlugie lata.Nie bede sie mogla nudzic i popadac w apatie.Genealogia to bardzo ciekawa galaz nauki.Odkrywanie pochodzenia i korzeni swojej rodziny to frapujace zajecie.Malo jeszcze wiem ale postaram sie  dowiedziec wiecej.Pomagaja mi  bardzo uczynni mlodzi ludzie.Wogole musze przyznac ze fantastyczna mamy mlodziez.Ja jeszcze sie nigdy na nich nie zawiodlam i oby tak bylo dalej.Mysle ze moja rodzina jak zobaczy piekne drzewo genealogiczne tez odczuje dume z poznania wszystkich swoich przodkow.Na tym koncze w siodmym dniu tygodnia.Hala cdn.

sobota, 11 czerwca 2011

Piekny sloneczny dzien.......

Kazdego dnia budzac sie ze snu,zastanawiam sie jakiz bedzie ten nowy dzien.Jest to wielka niewiadoma.W jednej chwili nie przewidziane zdarzenia moga zmienic los.I piekny sloneczny dzien moze stac sie koszmarem jak z zlego snu.W moim wieku juz wszystko jest problemem.Nogi niesprawne,rece niesprawne a i umysl nie pracuje tak efektywnie jak za mlodych lat.Nie pamietamy co wczoraj bylo na obiad,ale pamiec wsteczna jest wlaczona non stop.Przypominamy sobie wydarzenia z bardzo odleglych lat i mamy wrazenie jakby to wszystko odbywalo sie wczoraj.Coraz czesciej wracam myslami do zdarzen o ktorych wogole,chcialabym zapomniec na zawsze.Niestety,wydarzenia dnia codziennego przypominaja o roznych zdarzeniach z przeszlosci.Wczoraj w tv.byla dyskusja na temat koniecznosci zwiekszenia profilaktyki przeciw zachorowalnosci na raka szyjki macicy.Ja bedac jeszcze dosc mloda osoba doglebnie poznalam ten problem.Tez zachorowalam i bylam leczona jak wtedy umiano.Byly to lata 60-te ub.wieku.Operacja ktorej mnie poddano uratowala mi zycie ale ,cos za cos.Stracilam cala swoja kobiecos i seksualnosc.Stracilam odczuwanie bodzcow w sferze intymnej mojego zycia.Zostalam okaleczona.Dopiero teraz po tylu latach do wiedzialam sie ze ten sposob leczenia ,poczatkow stanow rakowych szyjki macicy byl bledny.Przynosil wiecej szkody niz korzysci.Nawet jakas osoba wytoczyla proces szpitalowi i lekarzom w tej sprawie.Ale dla mnie jest to juz prehistoria.Ale jesli mi wolno,chcialabym serdecznie zaapelowac do mlodych koniecznie sie badajcie,stosujcie profilaktyke,dbajcie o siebie.Medycyna poszla tak bardzo do przodu.Sa nowoczesne metody zapobiegania i leczenia chorob .Jest tylko jeden warunek "nie moze byc za pozno".Pozdrowienia .Hala cdn.

piątek, 10 czerwca 2011

Ciagle szukam......

Pogoda zmienila sie w blyskawicznym tempie.Z pieknego lata mamy dzisiaj jesien.Jest zimno i pada deszcz.Ja jestem meteopata i na mnie pogoda ma ogromny wplyw.Powinnam mieszkac w innym klimacie ,tam gdzie jest duzo slonca,cieplo i malo wiatru.Wiatru u nas dzisiaj nie ma ,ale jest ponuro,smutno.Rano nasz kotek blagal nas abysmy mu pozwolili poleciec do ogrodu,do lasu.Zauwazylismy ze nasz kotek regularnie spotyka sie z pieknym calym czarnym kocurkiem.Przychodzi do naszej Pusi z dosc daleka.Widzialam kiedys jak go zegnala i odprowadzala pod naszym domem.Dzisiaj objela meza noge i czule prosila aby,pozwolil jej wyjsc.Kocurek juz czekal  na brzegu lasu.Widocznie byli umowieni bo bardzo mocno walczyla o wyjscie na dwor.Randka jednak ze wzgl.na pogode nie trwala dlugo.I Pusia dosc szybko wrocila do domku.Jest bardzo spokojna,ale jak cos chce to nie ma zmiluj.Walczy jak lew o swoje.Pieszczoty tez nam dawkuje,zeby nam nie bylo za dobrze.Ja jestem caly czas  zadziwiona jak inaczej ,zachowuje sie kotek a,jak pies.Nasze dwa psy/corki/Sara i Yoriss sa duzymi opiekunami i strozami naszego obejscia.Sara to piekny rudy owczarek niemiecki.Yoriss to prawie labrador.Bardzo sie pieknie bawia.Sara jednak rzadzi.Jest duza i ma mir w tym towarzystwie.Pusia narazie im schodzi z drogi.Mamy dzisiaj  dzien w ktorym radosc przeplata sie z ogromnym smutkiem.Towarzystwo ubezpieczniowe w ktorym ubezpieczony byl kredyt na nasz dom.Zalatwilo sprawe bez zbednych problemow.Rzetelnie i uczciwie.Ja tez ilekroc ze swego ubezpieczenia mialam jakies roszczenie bylam rzetelnie i fachowo zalatwiana.Nie mozna wiec mowic ze towarzystwa ubezpieczeniowe sa "zlodziejami" naszych pieniedzy.Moje doswiadczenia sa w porzadku i mysle ze nie jestem w tym stwiedzeniu odosobniona.To jest dla nas ogromna ulga ze strata ukochanego ziecia nie poniosla za soba jeszcze innych strat materialnych i wszystko jakos sie wyprostowuje i idzie ku lepszemu.Staramy sie szukac jak najlepszych rozwiazan naszych problemow.Jestesmy taka troche wloska rodzina.Duzo krzyczymy.gestykulujemy i sie obrazamy na siebie o byle co.ale jak przychodzi,powazna sprawa to stajemy za soba murem.Walczymy wtedy ostro.Razem.Dzisiaj odezwala sie do mnie siostra mego ojca z Niemiec,Padlo stwierdzenie "ze rodzina to rodzina"..Prawie 30 lat nie mielismy kontaktu z soba ,ale lepiej pozno niz wcale.I takim to stwierdzeniem koncze moja dzisiejsza opowiesc.Hala cdn.

wtorek, 7 czerwca 2011

Bardzo dobry dzien.................

Dzisiaj z samego rana spotkala mnie wielka radosc.Moj kolega jeszcze z sredniej szkoly/a to juz 55 lat temu/ przyslal mi wspaniale zdjecia z mego rodzinnego domu.Nie mialam zadnej pamiatki materialnej oprocz wspomnien w mej pamieci.Poprosilam go o to i zrobil mi te zdjecia.Tam teraz juz mieszka ktos zupelnie obcy.Bardzo byla niegrzeczna dla niego nowa wlascicielka domu.Ale i tak zrobil wspaniale zdjecia.Plakalam jak bobr ogladajac moje okna.Ogrod ktory byla wielka duma mojego dziadka.Krzewy posadzone jeszcze jego reka.Roza przy ktorej ogladaniu dziadek spedzal dlugie minuty.To wszystko jest a ich juz nie ma.Rzeczy materialne sa dlugo.Lakomy kaskwieczne a czlowiek jak mowila moja mama"uchodzi,uchodzi".Bardzo duzo radosci daje mi wracanie do pamieci.Pewnie tak to jest,ze im czlowiek starszy tym czesciej wraca do wspomnien.Cala ulice Krasinskiego zamieszkiwali blizsi i dalsi powinowaci mego dziadka Edwarda i babci Bronusi.Jacy oni byli dumni ze swego domu.Cala bliska rodzina mieszkala razem.Klocili sie z soba,kochali ,oplakiwali swoje niepowodzenia,ale byli wszyscy razem.Najpierw umarl dziadek, zaraz po nim babcia Bronusia.Potem do Niemiec wyjechala wieksza czesc rodziny,ci co zostali nie dali rady opiekowac sie tym domem.I dom zostal sprzedany,przez rodzine ktora mieszka w Niemczech.Pewnie bardzo im sie przydaly pieniazki na wakacje w cieplych krajach.Mysle ze babcia i dziadek jesli sobie razem siedza na jakiejs chmurce bardzo sie temu dziwia,ze nikt z rodziny tam nie mieszka.W ub roku zmarla siostra mego ojca.Ona bardzo kochala ten dom.Mieszkala w nim przeciez od urodzenia /jakies 82 lata/Kiedy zachorowala umieszczona zostala w domu pomocy spolecznej i tam dokonczyla swego zywota.Nikt nawet nie przyjechal na pogrzeb.Bo bylo to w koncu grudnia.Termin niedobry /bo Sylwester,Nowy Rok,/bo duzo sniegu itd Siostra z Niemiec dziedziczyla wszystko.Do domu nalezala jeszcze duza 2000 m dzialka.Ja o smierci  siostry mego ojca dowiedzialam sie przypadkiem od dalszej kuzynki z Bielska-Bialej.Chodzilo pewnie o to zeby nie roscic sobie prawa do zachowku.Nawet mi to nie przyszlo do glowy aby,czegos oczekiwac.Mnie wystarcza to co mam.Mam na czym zjesc, mam na czym spac ,i co zjesc.Coz czlowiekowi wiecej potrzeba.Na tylu pogrzebach bylam i nie widzialam aby,komus cos niesli oprocz kwiatow.Zadnych dobr materialnych.Dzieci niech dorabiaja sie sama.Ani ja ,ani maz nic od nikogo nie dostalismy za darmo i zyjemy. I niech tak zostanie.Hala cdn.

poniedziałek, 6 czerwca 2011

Nowy dzien przed nami.........

Wczoraj znowu cos nie tak poklikalam i zrobil sie balagan.Martwie sie ze tak latwo dochodzi do roznych nie przewidzianych sytuacji.Jedno klikniecie za duzo ,i juz jestesmy w innym miejscu ,nie tam,gdzie chcielismy byc.Nasza Pusia ktorej historie opisywalam wczoraj.Postanowila dzisiaj byc bardzo grzeczna.Jej wczorajsza eskapada bardzo wyczerpala jej sily.Spala nieprzerwanie 10 godzin.Nie wyrywa sie dzisiaj tak mocno w plener.Jest bardzo zmeczona wiatrem i upalem i postanowila posiedziec spokojnie w domku.Dom nasz otoczony jest z kazdej strony duzymi starymi drzewami.Sa bardzo stare deby,lipy,brzozy ,topole,graby ,mlode klony i mlode akacje.Kiedy jest silny wiatr drzewa faluja,jakby unosily sie do gory.Ja osobiscie bardzo nie lubie wietrznej pogody,jakos tak wprowadza mie wiatr w duzy niepokoj i nerwowosc.Ale teraz juz od kilku lat bardzo silnie wieja wiatry.Mysle ze ta nasza ziemia odrobine sie "chybotnela" stracila statycznosc.Moja mama mowila ciagle ze kiedys to ta ziemia sie"kopyrtnie i bedzie po ptokach"Smialismy sie z jej opowiesci i w nie nie wiezylismy.Ale teraz sa coraz bardziej realne i wiarygodne.Gwaltowne burze przechodzace przez Polske sieja spustoszenie.Ja z swego juz dosc dlugiego zycia nie pamietam takich bardzo gwaltownych burz jak teraz od kilku lat bywaja u nas.No,ale wlasnie-swiat sie zmienia i my wraz z nim.Nasze psy o imieniach Yoris i Sara tez nie lubia upalnej i wietrznej pogody.Chowaja sie w sieni gdzie panuje mily chlod i cisza.Dzisiaj zapowiadano gwaltowne burze na naszym terenie.Oby nas szczesliwie ominely.Pusia kiedy sie z nami gniewa ignoruje nas i wchodzi do swego tekturowego domku i tylko troche wystawia lebek.Kot tylko wtedy sie popiesci z domownikami kiedy on tego chce.Nie mozna go do niczego przymusic.Ogromna jest roznica miedzy zachowaniem psa i kota.Kot nie uznaje zadnego przywodztwa czlowieka.Jest niezalezny i samorzadny,prawie jak Zwiazek Zawodowy Solidarnosc.Ulubiona zabawa mego kotka jest chowanie sie w roznych przedziwnych miejscach.My wtedy wolamy"Oj zgubil sie nasz kotek"gdzie jest nasza Pusia"? I wtedy po dluzszym czasie nasza Pusia defiluje dumnie wokol nas.Skakanie po wysokich regalach i omijanie przeszkod z ogromna gracja to tez jej ulubione zajecie.Ciagle nas czyms zaskakuje,jej pomyslowosc zdaje sie nie miec konca.Odkad nauczyla sie lapka otwierac drzwi musimy zamykac drzwi na klucz.Kazde drzwi potrafi otworzyc i poleciec.Ale juz wiemy ze nasz dom jest jej domem  bo wraca.Jest bardzo szczupla,chodzi jak modelka na wybiegu.Nie je duzo ,ma slaby apetyt.I to nas troche martwi.Puszczanie jej zajaczkow ,zabawy z malymi pileczkami i skakanie za szmaciana myszka szybko wyczerpuja jej sily.Chyba ma dosc slabe serduszko.Tak mysle.Wybieramy sie z nia do naszego weterynarza.Jest to nasz przesympatyczny sasiad. Bardzo dobrze zajmowal sie naszymi psami mamy do niego pelne zaufanie.Wczoraj do letniego domku naszego sasiada wrowadzilo sie malzenstwo z Ukrainy.Pracuja w naszym kraju jako robotnicy do wszystkiego.Polacy tez kiedys masowo wyjezdzali za chlebem.Wszystko sie zmienia.Hala cdn.

niedziela, 5 czerwca 2011

dzien za dniem........

Wczoraj przezylam wielkie chwile zwatpienia w slusznosc swej decyzji co do pisania bloga.Jakos tak sie zalamalam,stwierdzilam ze ,kiepsko pisze,ze nie umiem,ze jestem w tym do niczego,beznadziejna.Pomyslalam ze ktos kto przypadkiem to przeczyta pomysli "ale idiotka o czym ona pisze".Ale ja wreszcie w jesieni swego zycia moge cos robic tylko dla siebie.Moge byc wreszcie asertywna.Nie musze sie ogladac na nikogo.Dbac wreszcie tylko o siebie.Spelniac swoje najskrytsze marzenia.Pewnych rzeczy niestety juz nie moge zrobic,przezyc.Podroze do pieknych miejsc swiata sa poza moim zasiegiem.Wczoraj w Brennej odbywal sie zjazd rocznikowy moich kolezanek i kolegow z Szkoly Sredniej.55 rocznica.Nie moglam niestety tam byc razem z nimi.Choc bardzo chcialam.Smierc mego ziecia zmienila moje plany.Nie zaluje wcale tej zmiany.Podchodze do tego niezmiennie;widac tak mialo byc i juz..Obejrze piekne zdjecia i bede sie tak czula jak bym byla z nimi.Mam kolezanki i kolegow ktorzy bardzo duzo zawodowo osiagneli.Objechali niemal cala kule ziemska.Sa spelnieni.Mieszkaja za granica.Ja ,no coz zajelam sie swoja rodzina i w tym czuje sie spelniona i niczego bym w swoim zyciu nie zmienila .Oczywiscie wykluczylabym choroby z mego zycia definitywnie.I byloby "super" jak mowia mlodzi.Dzisiaj nasz maly kotek pokazal swoja samodzielnosc i niezaleznosc.Zniknela nasza Pusia na 10 godzin.Nasz dom otacza dziki las i tam widocznie buszowala.Zadne nasze nawolywania nie przynosily rezultatu.Przyszla sama.Bardzo glodna i spragniona.Jej historia jest przedziwna.W ub.roku poszlismy z mezem na cmentarz .Ja o kulach wolniutko.Cmentarz jest oddalony od naszego domu jakies 300 metrow.Wolniutko szlismy i nagle kolo naszych nog widzimy ocierajacego sie kota.Kot "trikolor".Pieknie umaszczony bialo -czarno-rudy.Przesliczny kotek.Ale przeciez ja nie lubie kotow.Po prostu nigdy ich nie rozumialam.Corka miala kotka ale ja,jakos nie moglam sie do jej kotka przyzwyczjic.Owszem jak gdzies wyjezdzali to sie nim zajmowalam ale,tak bez radosci.Ten maly kotek napotkany w drodze na cmentarz juz nas nie chcial odstapic.Szedl za namijak piesek.Kolo kosciola bawily sie dzieci i zaczal sie z nimi bawic.My weszlismy na cmentarz pewni ze kotek juz sobie polecial do swego domku.Wychodzimy a tu kolo nog znowu jest kotek mruczy i sie o nas ociera i idzie za nami.Maz zaczal go odganiac  a on wogole sie nie bal i idzie za nami.Maz zadzwonil komorka do corki aby puscila  nasze psy zeby go pogonily.Psy oczywiscie narobily rabanu a kotek wskoczyl na lipe.Jest to lipa przepieknej urody ma chyba juz z 60 lat.Kotek wystraszony siedzi na tej lipie i przerazliwie piszczy.Corka bierze drabine i sciaga tego kotka na dol i odgania go w strone cmentarza.Tam skad przyszedl.Nic to nie daje.Za chwilke kotek jest juz z powrotem.Wtedy moj wnuk wyrzuca ja do lasu.Wszak w domu sa dwa duze psy i kotek to juz za duzo.Za niedluga chwile widzimy ze kotek stoi na ganku,zadziera glowe do gory i przerazliwie miauczy.Nie zwaza nawet na ujadajace psy.Tego juz bylo za wiele.Corka bierze kotka na rece i idzie do sasiadki ktora ma kilka kotow myslac ze jest to moze jeden z jej kotow.Niestety kotek wogole nie okazuje zainteresowania tymi jej kotami.I znowu powtorka z rozrywki wskakuje na drzewo,szczesliwie dosc maly orzech.Corka widzi ze to nie przelewki -kotek sie zaparl na nasz dom.,i zabiera go do nas.W tym samym czasie znalezlismy malego jeza i musimy go podchowac przed zima.Smiesznie bylo patrzec jak pieknie startowali do jednej miski.Kotek bardzo czysty od razu zalapal gdzie nalezy sie zalatwiac.Rozlepilismy ogloszenia kolo sklepu o znalezieniu kotka.Lecz nikt sie nie zglosil.Kotek jest dziewczynka poddalismy ja sterylizacji i nadalismy jej imie Pusia.Nie wyszukane ale bardzo wdzieczne imie do niej pasujace.Jesli wierzyc w reinkarnacje to Pusia ktora przyszla do nas z cmentarza jest drugim wcieleniem mojej kochanej mamy.Jej charakter zdaje sie to potwierdzac ale,to tylko takie nasze gadanie.........Ale jak sie tak zastanowic? Cos w tym jest!Jeza odchowalismy do odpowiedniej wagi i przed mrozami wypuscilismy do lasu.Nasze psy jakos zaakceptowaly obecnoscnaszego kotka a ja studiuje fora internetowe o kotach,aby wiedziec jak sie ta mala istota opiekowac.W naszym domu zawsze byly psy.Wiec musze sie duzo nauczyc jak postepowac z kotem a,nie jest to latwe. Hala cdn.....

sobota, 4 czerwca 2011

Nasze zycie biegnie dalej.....

Kazdy dzien uciekal jak blyskawica.Pierwsze chwile w nowym miejscu byly niestety stresujace.Najtrudniej bylo do wrzesnia 1971.Wtedy na drugie pietro w naszym bloku przyprowadzili sie nasi dobrzy znajomi z Sandomierza.Byli wiekiem troche starsi od nas ,ale nasi synowie byli rowiesnikami.Juz bylo mi dobrze.Mialam z kim podzielic sie swoimi smutkami i radosciami.Mialam wsparcie w razie trudnosci.Maz awansowal do stopnia  pod.pulkownika.Pracowal w korpusie oficerow inzynieryjno-technicznych lacznosci.Dzieci rosly,uczyly sie,studiowaly.Bylismy juz pelnoprawnymi mieszkancami Stolicy.Korzystalismy z kultury i nauki w pelnym tego slowa znaczeniu.Lubilismy chodzic do teatru,kina .Chodzilismy tez na rozne imprezy sportowe.Witalismy naszych sportowych medalistow.Ja zmienilam prace.Pracowalam jako prac.administracji w jednym z domow kultury.Poznalam tam przez 18 lat nieprzerwanej pracy wiele znakomitosci swiata kultury.Socjalistyczna rzeczywistosc  byla przez nas jako tako oblaskawiona.Stan wojenny byl dla mnie koszmarem glownie za sprawa ciezkiej choroby mego meza.Moja praca wymagala 10 godz.nieobecnosci w domu.Maz byl prawie caly czas na zwolnieniu.Dom fukcjonowal nie tak jak byc powinno.Panowie oficerzy polityczni chcieli by maz uczestniczyl w jakis akcjach/komisarzowanie w cywilnych fabrykach/.Niestety choroba nie pozwalala mu w tych akcjach uczestniczyc i przepraszam ze to napisze"chwala jej za to" tej chorobie.Maz staje na komisje wojskowa i zostaje zwolniony do cywila.Jest jeszcze stosunkowo mlodym czlowiekiem i ma zamiar jeszcze cos w zyciu robic.Niestety stan zdrowia nie na wiele zajec mu pozwala.Ukladamy sobie na nowo zycie rodzinne.Z PZPR  maz sie pozegnal i znowu zaczynamy nowy etap naszego zycia.Maz idzie na emeryture ,ja jeszce musze kilka lat popracowac.Ale juz niedlugo.Mamy wnuki i im poswiecamy kazda wolna chwile.Chlopcy/jest ich trojka/rosna jak na drozdzach.Sa wspaniali.W chwili obecnej najstarszy szykuje sie do slubu.Jak juz na poczatku blogu wspominalam wyprowadzamy sie z  Stolicy.Ja juz tez jestem na emeryturze.Ostatnie 15 lat mego zycia to opieka nad moja niechodzaca matka.Poswiecilam jej czas i sily.Dozyla sedziwego wieku 95 lat.Maz tez jakos sie trzyma.Mieszkamy u corki.Niestety dotknela nas straszna tragedia.Nagla smierc naszego ziecia Pawla.Pomalu dochodzimy do siebie po ciezkich przezyciach.Ja ciagle mam na uwadze : ze wszystko co dzieje sie w naszym zyciu jest po cos!!!!Tak mysle  i troche sie boje jak nam sie dalej zycie ulozy.Bardzo bym chciala pisac dalej o mojej rodzinie,traktuje to powaznie i mysle ze choc troche sobie pomoge.To moja terapia.Moze to wszystko co pisze jest nudne banalne ,ale ja to pisze glownie dla siebie.Jestem skazana na zycie na wozku i calym moim swiatem jest internet.Bede chciala opisac ciekawe historie naszych zwierzat.Mysle ze sa godni tego aby o nich napisac.Na dzisiaj koniec. c.d.nastapi.Hala

środa, 1 czerwca 2011

Nowe zycie -znowu nad Wisla.....

Pozegnanie jakie mi zrobiono bylo iscie krolewskie.Wyjezdzalam z krolewskiego miasta Sandomierza do Warszawy.,wiec takie pozegnanie mi sie nalezalo.Byly prezenty nan nowa droge zycia,ale przedewszystkim/co mnie ucieszylo najbardziej/ duzo cieplych slow i zyczen zdrowia i wszelkiej pomyslnosci.Zostawilam tam wiele przyjaciol,z niektorymi dalej utrzymuje serdeczna przyjazn.To juz pol wieku jak sie poznalismy.Wielu znajomych z tych lat juz pozegnalismy na zawsze.Ale wielu jest w mojej pamieci i beda ze mna do konca.Teraz dzieki internetowi wiele znajomosci moglismy odnowic.Bardzo to sobie cenie.Mieszkamy juz w Warszawie,znowu nad Wisla.Przyjezdza moja mama.Wszyscy mamy nadzieje na lepsze zycie. Myslimy iz,nowa wladza poprawi rzadzenie naszym krajem i mi dzien dobry.Wszyscy sa obcy,gdzies ciagle sie spiesza.To nie byloby do pomyslenia w Sandomierzu.Tam ludzie mieli czas zagadnac,zamienic kilka slow,powiedziec : jak ladnie dzisiaj wyglWadasz,oj czym sie znowu martwisz?itd.Tu jestes anonimowa istota.Ale nadzieja umiera ostatnia i ja mam nadzieje na szybka tego zmiane.Rozgladam sie za praca.Chcialabym pracowac na pol etatu,aby moc wiecej czasu poswiecac rodzinie.Maz czesto sluzbowo wyjezdza i jestem sama,wiec pol etatu byloby w sam raz.Zalatwiam przedszkole i prace.Podejmuje prace w Przychodni dermatologicznej na 1/2 etatu jako rejestratorka.Jestem zadowolona.Mili serdeczni ludzie ,bedzie mi sie dobrze pracowalo.Maz w swej karierze napotyka na klopoty.Daja mu do zrozumieniaze,jesli sie nie zapisze do PZPR to beda nici z jego awansu na kolejny stopien oficerski.Kazdy awans wiadomo iz podnosi status materialny rodziny,sa dzieci ktore sie ucza i maja potrzeby.Trzeba o nie dbac.Zapada decyzja .Maz moj w roku 1974 wstepuje do PZPR.Myslimy ze nasz kraj bedzie sie rozwijal i nam w nim bedzie coraz lepiej. cdn.Hala