W tym blogu: MOJ SWIAT _ZYCIE CODZIENNE...... opisuję mój świat i moje życie codzienne....... To moja cudowna mozliwość rozmowy z Wami ,dzielenie się problemami i radosciami dnia codziennego Jesteście mi bardzo bliscy i Wasze zdanie o tym co pisze, jest dla mnie bardzo wazne.Mam nadzieję ,ze bedziemy się często spotykac.Pozdrawiam serdecznie.
poniedziałek, 19 marca 2012
moj wyjazd...............
niedziela, 18 marca 2012
male ptaszki.........
To ,ze dzien moze byc pechowy wiedzialam od dawna,ale zeby az,tak nie myslalam.Rano wszystko wylatywalo mi z rak.Ciagle mi cos upadalo na ziemie.Poniewaz mam wielkie trudnosci z schylaniem sie co chwile wolalam meza o pomoc.Potem napisalam o ciekawym wydarzeniu w naszym domu.I znowu katastrofa kiedy kliknelam Publikuj zobaczylam komunikat Wystapil blad ale Twojemu blogowi nic nie jest.Niestety stalo sie wszystko zniklo i ni jak tego nie moglam odzyskac.Nie znam sie na informatyce i nie potrafie sobie w takim przypadku poradzic.Zabralam sie wiec znowu do pracy
Wydarzeniem dnia byla przygoda pewnego malego ptaszka.Skad o tej porze roku mlodziutki malutki ptaszek nie mam pojecia?.Uderzyl on z calym impetem w szybe okna i spadl na taras.Poniewaz w domu sa dwa psy i jedna kotka sprawa wygladala beznadziejnie.Maz pobiegl po tego ptaszka.Zabral go do domu i go napoil.Pil bardzo lapczywie .Potem go wlozyl do karmnika ktory jest przyczepiony do okna i zsunal otwor.Po kilku sekundach ptaszek ozyl.Kiedy maz otworzyl karmnik ptaszek z calym impetem wyfrunal lotem nurkowym w przestrzen.Byl uratowany.Karmnik nasz niezbyt elegancki zbudowany jest z zwyklej butelki duzej na wode.Pusia ma w nim doskonaly punkt obserwacyjny na ptaszki.Widzi jak dziobia sloninke jak jedza ziarenka.Rozposcieraja skrzydelka i bija sie miedzy soba.Pusia siedzi na krzeselku i wszystko obserwuje.Juz nie goni ptaszki bo zrozumiala ,ze to sa jej ptaszki wlasne i przychodza na "papu".Tak jej ciagle tlumaczylismy.Ona wszystko rozumie tylko na razie mowi po swojemu smiesznie tak -tiu,tiu.Na oslode dnia pokazala sie piekna sarenka spokojnie w odleglosci najwyzej 30 metrow sobie spacerowala.Oczywiscie psy dostaly zakaz zwracania na nia uwagi.Niestety ,nie mam dobrego aparatu/tylko tzw.idioten camera/.Wiec zdjec nie ma ale,mysle ze mi ewent.czytelnicy wierza na slowo.
Corka moja w szale porzadkow.Powystrzygiwala pieknie czuprynki naszych egzotycznych drzewek.Sekatora nie wypuszczala z reki.Taras tez zostal uporzadkowany.Zrobilo sie piknie.Tak tu sielsko i anielsko a,ze niestety zdarza sie czasem intensywna burza z ogromnymi wyladowywaniami to tylko swiadczy ,ze jestesmy ludzmi z krwi i kosci a nie jakimis "mamlasami" jak mowia slazacy.........cd.Hala
sobota, 17 marca 2012
slonce przez caly dzien..............
Gazeta "Rzeczpospolita doniosla o wielkiej aktywnosci slonca.Burze sloneczne podobno nie wroza nam nic dobrego.Mysle ,ze maja tez wielki wplyw na kondycje psychiczna ludzi co bardziej wrazliwych.Nic z tym jednak na razie nie mozna zrobic.Pozyjemy,zobaczymy.Tak sie mowi jak nie wiadomo co powiedziec..Moj "general" wybral sie dzisiaj do Warszawy aby,odwiedzic swego przyjciela a,zarazem spowiednika zakonnika Ojca Jozefa.Poniewaz zblizaja sie jego imieniny wypadalo go odwiedzic.Ojciec Jozef z zakonu Michalitow to wiekowa osoba.Jest jednak bardzo mlody duchem.Ma w sobie wielka madrosc zyciowa.Dlugo byl na roznych misjach na swiecie.Teraz w starszym wieku nawraca takich grzesnikow jak moj "general".Jest wesoly o duzym poczuciu humoru.Kiedys mi powiedzial ,ze wlasnie poczucie humoru pozwalalo mu przetrwac najtrudniejsze chwile jego zycia.Choc sam nie raz nie czuje sie najlepiej,czesto odwiedza chorych.Mam dla niego wielki szacunek.
Maz moj to taka "rogata dusza" i to ze on potrafil do niego trafic robi go w moich oczach -Swietym..Dzien dzisiejszy dal impuls do zajecia sie porzadkami - wogrodzie i kolo domu.Nasz sasiad krzatal sie juz od godziny 6-tej rano.Bardzo to pracowity czlowiek mimo wieku.U niego juz jest wiosna.Nawet trawa ktora u nas jest szara brzydka.u niego jest juz zielona.Moze ja pomalowal na zielono?Oj! zapedzilam sie.Ale przyjemnie jest patrzec przez okno jak swiat pieknieje na wiosne.Przyjechal maz i przywiozl mi prezent od Ojca Jozefa .Pieknie wydany album z serii:Swiatynie Zjednoczonej Europy.Tytul albumu:Nasze Dziedzictwo-Koscioly lewobrzeznej Warszawy tom pierwszy.Beda dalsze.Jest ten album bardzo starannie wydany,bogato ilustrowany.Robi wrazenie..Lubie wydawnictwa albumowe.W mojej sytuacji takie poznawanie swiata jest dla mnie jedynie mozliwe.Nie moge podrozowac,zwiedzac,ale lubie poznawac te wszystkie wspaniale miejsca i rzeczy naszego swiata.Jesli mam wybierac miedzy glupim filmem z rodzaju "zabili go i uciekl" a dobrym filmem podrozniczym.To zawsze wybiore to drugie.Mysle ,ze jednak jeszcze kiedys wyrusze w podroz mego zycia...............cdn Hala
piątek, 16 marca 2012
Spotkanie po latach...........
środa, 14 marca 2012
tak sobie mysle..........
W kazdym Urzedzie Stanu Cywilnego w naszym kraju sa co najmniej trzy stanowiska przyjec interesantow.W jednym rejestruje sie urodziny dzieci,w drugim rejestruje sie malzenstwa a w trzecim zgony..Kiedy popatrzymy na ludzi czekajacych na przyjecie,od razu mozemy rozpoznac,kto w jakiej sprawie przyszedl do Urzedu.Z obserwacji zachowan interesantow i obslugujacych ich urzednikow wylania sie obraz naszej codziennosci.Obraz kolei losu.Narodzin,zycia i smierci.Zakladane sa rodziny.Rodzina w naszym spoleczenstwie jest najwazniejsza i najstarsza instytucja na ziemi i odgrywa u nas bardzo wazna kluczowa role.Dlatego wiekszosc z na nie wyobraza sobie zycia w samotnosci.Niestety mlodzi ludzie w zachwycie nad trendami plynacymi z Stanow i Zachodniej Europy propaguja zycie w pojedynke .Chca byc singlami ,wolnymi od wszelakich zoobowiazan.To ich kreci.Powstaja wolne zwiazki.......
Kiedy laczymy sie jednak w pary to dzien slubu jest najszczesliwsza chwila w naszym zyciu.Chcemy wierzyc ,ze tak bedzie juz zawsze........Potemkiedy pojawiaja sie dzieci,jestesmy pewni,ze kroczymy wlasciwa droga.Wtedy jednak zycie wystawia nas na ciezkie i liczne proby. Pytanie: jaka jest tajemnica rodzinnego szczescia ,towarzyszy nam juz przez caly czas? Czy gwarancja szczescia naszej rodziny jest kompromis,cierpliwosc do siebie?.Kazda rodzina musi sobie na to pytanie umiec odpowiedziec.Ale jednej rzeczy boimy sie najbardziej:to samotna jesien naszego zycia. W tym wszystkim pewne jest tylko to ,ze szczescie tam gdzie sie zaczelo-tam tez sie konczy........... pozdrawiam ewnt.czytelnikow i prosze o glos w tej sprawie..... cdn.Hala
wtorek, 13 marca 2012
wiosno -gdzie jestes?..............
piątek, 9 marca 2012
Jeszcze troche o Bobrce.na Ukrainie..........
czwartek, 8 marca 2012
Pisze drugi raz..........
Wczoraj mialam bardzo dla mnie dramatyczna przygode.Postanowilam napisac takie dla mnie wazne wspomnienie o miejscu urodzenia mojej mamy.Kiedy prawie juz zakonczylam pisanie pojawila sie plansza "blad" i komunikat :Twojemu blogowi nic sie nie stalo.Jednak,niestety stalo sie .Poniewaz wszystko sie gdzies ulotnilo-zniklo.Nie znam sie na informatyce,wiec nie moglam sobie pomoc.Wypada mi drugi raz napisac.Poniewaz dzisiaj jest Miedzynarodowy Dzien Kobiet ,napisze jak przed laty bedac akurat w Bobrce we Lwowie /wtedy byl to Zwiazek Radziecki/obchodzono Dzien Kobiet.Bylo to wielkie swieto.Nie tylko panowie skladali zyczenia.Bardzo sie zdziwilam kiedy rankiem 8 marca zawitala moja cioteczna siostra-studenka Lwowskiego Uniwersytetu z bukietem kwiatow i okolicznosciowymi czekoladkami zeby mi zlozyc zyczenia.Panie tez sobie skladaly zyczenia.Wieczorem pojechalysmy do Lwowa/Bobrka jest 35 km.za Lwowem na zachod/ do pieknego teatru Opery i Baletu.Przepiekne wnetrza wspaniale utrzymane ,bylo to w roku 1956.Wspaniala kurtyna z malowidlami Siemiradzkiego,przepych,zlocenia.Bylam zdziwiona ,ze w tak krotkim czasie po wojnie doprowadzono teatr do dawnej swietnosci.Bardzo dbano tez o porzadek wokol teatru.Kolo Pomnika Mickiewicza kiedy spadl mina ziemie papierek z cukierka,nagle pojawil sie mundurowy i zazadal 5 rubli sztrafy.Za zasmiecanie krasnoj ploszczadi tak to uzasadnil.Smieszne,ale prawdziwe.Balet "Pier Gyount"na ktorym bylysmy byl wykonany przez Zasluzonych Artystow Teatru i Baletu z Moskwy.Byly to goscinne wystepy-wykonanie najwyzszej klasy.Po spektaklu wieczorem w domu byla uroczysta kolacja wydana przez panow.To podobno bylo juz tradycja.Bardzo mi sie podobalo takie uczczenie Dnia Kobiet.Ja mialam wtedy dopiero 17 lat.Przez cale swoje zycie ten dzien i takie jego uswietnienie milo wspominalam.
Bobrka za Lwowem gdzie urodzila sie moja mama,to bylo male miasteczko.Kiedys przed wojna bylo to najmniejsze polskie miasto powiatowe.Mieszkaly tu glownie trzy narodowosci-polacy,ukraincy ,i zydzi.Mama ciagle mi opowiadala ,ze przed II Wojna Swiatowa zyli wszyscy bardzo zgodnie.Nie bylo zadnych etnicznych wasni.Mama miala szkolne kolezanki roznej narodowosci.Sama pochodzila tez z rodziny mieszanej polsko-ukrainskiej.Jesli wystukacie w Google haslo Bobrka Ukraina to ukaze sie Wam kilkadziesiat stron z ciekawymi opisami o Bobrce.Niestety,wojna byla dla Bobrki okrutna.Powstalo getto zydowskie.Wykonywano mordercze wyroki.Moja mama ciagle wspominala taka scene :Sasiadka zydowka pod kolbami niemcow prowadzila dwie swoje piekne dorodne corki i tak wolala do mojej babci:Pani Niczkowa wiode swoje corki do slubu....Wiodla je niestety na miejsce kazni.Bylo strasznie.Potem kiedy skonczyla sie wojna-znowu za byle co mozna bylo byc zeslanym na Sybir.Kiedy umarl Stalin ludzie jako tako zaczeli dochodzic do siebie.Wracali ci ktorzy przezyli na Syberii.Ale zaczely sie rzady Chruszczowa ,zeby kupic chleb trzeba bylo stac cala noc w kolejce.Popularne byly chrupki z kukurydzy -nazywano je chlebem Chruszczowa.Bo kazal to jesc zamiast chleba.Ale pomalu wracalo zycie.Ludzie mieli prace.Mlodzi sie mogli uczyc,studiowac.Ja kiedy po raz drugi w roku 1969 odwiedzilam Bobrke zobaczylam juz inna rzeczywistosc.Lata rzadow wladzy komunistycznej zrobily swoje.Powstawaly sklepy,mozna w nich bylo kupic polskie towary duzo taniej ,niz u nas.Ich sklepy w rodzaju naszego Pewexu nazywaly sie Kasztan.Tez za dolary mozna tam bylo kupic wszystko.Kiedys stala kolejka pod sklepem :ja zapytalam co tam sprzedaja:odpowiedz brzmiala :bezrazmiernyje kolchotki/czyli rajstopy.Ja bardzo zdziwiona zapytalam ?co u Was nie ma.Padla odpowiedz:Da u nas niet bezrazmiernych kolchotek ,ale nasi latajet w kosmos a Wasi niet.Cala kolejka potwierdzila slusznosc odpowiedzi;da prawilno skazal.Taka to mieli mentalnosc ,co poniektorzy ludzie w tamtych czasach.Duzo bym mogla pisac na temat pobytu w pieknym Lwowie.Ale to juz jest dla mnie prawie"raj utracony"bardzo przezywam piszac o tych miejscach.Mam tam tez na cmentarzu Lyczakowskim duzo grobow i tez juz ich nie bede mogla odwiedzic w realu moze wirtualnie sie uda.....kto to wie...cdn Hala
niedziela, 4 marca 2012
Nie ma spokoju.............
Czulam,ze cos nieuchronnego wisi w powietrzu.Za dlugo byl spokoj.Mowia w rodzinie,ze lubie krakac.Mnie jednak sie wydaje,ze intuicyjnie wyczuwam pewne zdarzenia.Tak ,chyba mam.Nie jest mi z tym dobrze.Wprowadza to w moje zycie pewien dyskomfort ,ale niestety nic na to nie poradze.Zaledwie dwa dni temu rozmawialam z moim mezem,na temat czestych zmian w rozkladzie jazdy pociagow.I wtedy padlo takie zdanie,ze przy takich szybkichzmianach moga wystapic jakies nie do pracowania.I roznie moze sie zdazyc.Rozmawialismy takze ,ze nacisk na predkosc kursowania pociagow przy obecnym stanie torowisk,jestco najmniej lekko niebezpieczna ,delikatnie mowiac.To,ze ruch pociagow przy takiej predkosci odbywal sie trybem wahadlowym,to wielkie niebezpieczenstwo.No,coz ekonomia nie ublaganie wymusza pewne sprawy.Ludzie jeszcze za tym nie nadazaja i zdarzaja sie niestety takie potworne tragedie.Czuje ,ze nasz premier zapisze sie w naszej pamieci jako wielki pechowiec.Przesladuje go wielki pech.Ja myslalam,ze juz mu sie wyczerpal limit pechowych zdarzen,katastrof wszelakich,i innych losowych wydarzen.Nic bardziej mylnego.To trwa.......
Dzisiejsza pogoda starala sie poprawic nasz nie najlepszy nastroj.Bylo pieknie wiosennie.Bardzo lubie kiedy juz zaczynamy czuc wiosne.W nocy temperatura jest jeszcze minusowa.Sara i Joris psy naszej corki i nasza kotka byly kilkakrotnie na spacerze.Trzeba bylo widziec jak dumnie spacerowaly.To ,ze psy maja duze podworko jest dobre ,ale spacer to spacer.Wyjscie w Swiat .Kto tego nie lubi?
Moj maz wyslal bedac,w Bloniu kupony Lotto za cale 15 zlotych.Nie mial zadnych trafien.Ale liczby ktore padly dalyby nam co najmiej czworke wygrana bo byly to liczby ktore dala mi w spadku moja mama.Nie miala zadnego majatku,nie mogla mi zostawic spadku,ale zostawila mi najcenniejsza dla mnie rzecz,te kilka cyfr napisanych juz nieporadnie ktore byc moze kiedys beda cos znaczyly.Moze jeszcze nie teraz zaraz ale,wierze w to ,ze kiedy ona uzna ,ze juz jest ten czas-to kto wie........Tym optymistycznym akcentem koncze moja rozmowe z moim blogiem i ew.czytelnikami ......cdn.Hala
piątek, 2 marca 2012
zaczyna sie wekend.................
Pogoda dzisiaj wspaniala.Rano niebo bylo calkiem zachmurzone,potem sie przejasnilo i zalalo nas piekne slonce.Takie juz wiosenne podmuchy wiatru,dopelnily reszty.Bylo cieplo 8C.Pusia grzecznie caly dzien czekala ,bo jej Pan pojechal do Blonia i obiecal ,ze jak wroci to pojdzie z nim na spacer.Chociaz "general" byl bardzo zmeczony ,ale slowa dotrzymal i poszli na spacer.Ja wtym czasie zajrzalam na facebooka i bardzo sie ucieszylam.
Znajoma Pani Ewa z Stanow przyslala mi piekne zdjecia z Polonijnego Balu Piratow.Jaka to wspaniala zabawa.Bal kostiumowy,wszyscy bardzo eleganccy i urodziwi.Bylam pod wrazeniem.Od kilku dni meczylo mnie ,ze nie moge sobie przypomniec slow,pewnej piosenki "o mamie".Bardzo ja lubilam i jak mama zyla to gralam jejja na pianinie.Kiedy juz w Warszawie nie bylo pianina w jedne urodziny zagralam jej ta piosenke na keybordzie,pozyczonym od sasiadki.Bardzo sie wtedy poplakala.Wczoraj nieoceniony kolega z Aachen napisal mi pelne slowa tej piosenki.To piosenka spiewana glownie na Slasku -proste slowa,prosta melodia,ale jakie wrazenia niesie z soba..Podziekowalam mu bo bardzo naprawde sie ucieszylam.Takie to blache sprawy zaprzataja moja glowe.Sa i rzeczy dosc powazne trudne,ale jakos tak trudno mi o nich pisac.Mysle ,ze na to przyjdzie jeszcze lepszy czas ,kiedy troche opadna emocje..
Dzisiaj prasa przyniosla informacje ,w sprawie tej afery z sola.To bardzo szkodliwe bylo uzywanie tej "soli wypadowej" dla ludzi.Boje sie tylko zeby ta afera nie zostala zamieciona pod dywan.Jeszcze dluga droga do ustalenia winnych.Jedno jednak jest pewne,ze ostatnio nie ma przyzwoitych wyrobow miesnych.Wszystko takie plastikowe,az blyszczy i mieni sie wszystkimi kolorami teczy od tej chemii.Kiepski chleb-dmuchane bulki .To wszystko mnie zastanawia.Dlaczego tak musi byc.Jakie to u nas dobre pieczywo w Rydultowach wypiekal Pan Siedlaczek miejscowy piekarz.Mial konkurencje p.Nowaka.I ciagle byly dyskusje ktorego z nich pieczywo jest lepsze.Mistrz cukierniczy p.Kazik niestety zabral do grobu recepture swoich cudownych ciastek o egzotycznej nazwie "japanery".To byli mistrzowie swego fachu.Zaden nie dorobil sie wielkiego majatku,owszem mieli domy /bez zlotych klamek/a na wczasy jezdzili nie na Karaiby a,do Wisly i Ustronia.Smak ich wyrobow maja do dzis w pamieci mieszkancy Rydultow i okolicznych miejscowosci.Potem kiedy duzo mieszkancow Rydultow wyjechalo za granice,przy kazdym pobycie zabierali kilka bochenkow chleba.Ja sama wiozlam nie jednokrotnie chleb i ciastka do Warszawy.Najlepiej smakowal ten chleb ze smalcem z skwarkami i w zupie "wodzionce".Wogole "wodzionka" to jest takie regionalne cudo.Na portalu muzycznym spiewaja o niej piosenki.Ja ciagle mam w pamieci mojego dziadka ktory dozyl sedziwego wieku ktory nie wyobrazal sobie dnia bez malej miseczki jego ulubionej zupy z duza iloscia czosnku.Nie bylo takiej dzikiej pogoni za zyskiem,ludzie jedli zywnosc zdrowa,smaczna.Teraz tez sa sklepy z zdrowa zywnoscia,ale mam obawy,czy to jest tak naprawde.Pozatym w tych sklepach jest piekielnie drogo..Wiem ,ze to moje narzekanie nie kazdemu sie moze podobac.No,coz nie wszyscy,zawsze musza byc zadowoleni........cdn Hala