W tym blogu: MOJ SWIAT _ZYCIE CODZIENNE...... opisuję mój świat i moje życie codzienne....... To moja cudowna mozliwość rozmowy z Wami ,dzielenie się problemami i radosciami dnia codziennego Jesteście mi bardzo bliscy i Wasze zdanie o tym co pisze, jest dla mnie bardzo wazne.Mam nadzieję ,ze bedziemy się często spotykac.Pozdrawiam serdecznie.
czwartek, 22 marca 2012
goracy temat...............
środa, 21 marca 2012
metoda zyrafy............
Dluga szyja,stozkowate uszy i ogromne pelne dobroci oczy.Ten obrazek pamietamy z odwiedzin w dziecinstwie w ZOO.Zyrafa to spokoj i lagodnosc-zyje wsrod drapieznikow i daje sobie rade.Znany psycholog amerykanski zajmujacy sie rozwiazywaniem konfliktow interpersonalnych wlasnie od zyrafy,wywiodl swoja metode jednoczenia ludziPan Marschall Rosenberg oparl swoja metode na "jezyku zyrafy"Czym jest "jezyk zyrafy"?Tworem sztucznym wymyslonym na potrzeby mediow,czy uniwersalna,metoda ktora naprawde jednoczy ludzi?Podstawowym zalozeniem "jezyka zyrafy" jest przekonanie ,ze wszyscy mamy takie same potrzeby roznimy sie tylko sposobami ich zaspakajania.Chcemy sie realizowac w harmonii,pieknie,szacunku,bezpieczenstwie,wolnosci akcetacji wzajemnej,bliskosci i milosci.Zdaniem Rosenberga powinnismy dazyc do zaspakajania naszych potrzeb,bo wtedy stajemy sie ludzmi szczesliwymi .Kiedy nasze potrzeby sazaspokojone, przezywamy pozytywne emocje,spokoj ,beztroske.Proste,prawda -tylko jak to sie robi?Pierwszy krok to rozeznanie jaka potrzeba wywoluje u mnie ten okreslony stan uczuc.Wtedy bedziemy mogli zdefiniowac nasze pragnienie.Oczywiscie,nie zawsze mozemy natychmiast realizowac rozpoznana potrzebe,czasami wymaga to czasu.Najwazniejsze jest jednak ,aby zaczac dzialac,a nie siedziec,biadolic ,zamartwiac sie..Bardzo wazna w tym wszystkim jest tolerancja i akceptacja.Teraz obserwujemy ,ze swiat podzielil sie "na dobrych i zlych".Niestety taki podzial swiata na dobrych i zlych rodzi ciagle konflikty i wojny.Zwolennicy metody "zyrafy" staraja sie nie oceniac,siebie,ludzi i rzeczywistosci.Akceptuja ,ze zyja w takim a nie innym swiecie i tu winni sie z powodzeniem realizowac.Wazna jest w "jezyku zyrafy" umiejetnosc rozmowy z drugim czlowiekiem-bez oceniania ,krytyki.Jest to piekielnie trudna sztuka.Ja czesto potrafie tak mowic do meza"Znowu nie posprzatales w kuchni po sobie ,zawsze zostawiasz po sobie taki balagan".To natychmiast uruchamia reakcje obronna u malzonka,ktory odpowiada."Jaki balagan,jaki balagan?To tylko talerzyk"I zaczyna sie rozkrecanie konfliktu."Jeden talerzyk?Nie potrafisz nawet po sobie zmyc jednego talerzyka" mowie ja jedzowata troche zona.Przeciez ta rozmowa wcale nie musiala tak wygladac.Tego sie wlasnie trzeba nauczyc.
Dlaczegoludzie ktorzy poznaja sie na wakacjach,potrafia byc dla siebie mili i cieszyc sie swoim towarzystwem?Poniewaz patrza na siebie i sa ze soba bez obciazen z przeszlosci, nie przeszkadzaja im zadwnione urazy czy antypatie ,sa na luzie.Ba ,jakby to bylo dobrze jak bysmy tak mogli traktowac naszych bliskich .Jak nowo poznanych ludzi.Rozmawiac zbliskimi zapominajac o roznych ich slabosciach.Traktowac z zaciekawieniem jak kogos kogo widzimy po raz pierwszy.Mysle, ze wtedy dopiero zobaczylibysmy ile oni maja nam ciekawego do powiedzenia,jak bardzo sa inteligentni,na ilu rzeczach sie znaja,jak wiele nam moga madrych rzeczy przekazac.Niestety jest to trudna sztuka zycia w spoleczenstwie.Mysle jednak ,ze cos z "metody Zyrafy" zapamietamy.Mam nadzieje ze niektore elementy przeniesiemy do naszego zycia z pozytkiem dla nas........ cdnHala.
poniedziałek, 19 marca 2012
moj wyjazd...............
niedziela, 18 marca 2012
male ptaszki.........
To ,ze dzien moze byc pechowy wiedzialam od dawna,ale zeby az,tak nie myslalam.Rano wszystko wylatywalo mi z rak.Ciagle mi cos upadalo na ziemie.Poniewaz mam wielkie trudnosci z schylaniem sie co chwile wolalam meza o pomoc.Potem napisalam o ciekawym wydarzeniu w naszym domu.I znowu katastrofa kiedy kliknelam Publikuj zobaczylam komunikat Wystapil blad ale Twojemu blogowi nic nie jest.Niestety stalo sie wszystko zniklo i ni jak tego nie moglam odzyskac.Nie znam sie na informatyce i nie potrafie sobie w takim przypadku poradzic.Zabralam sie wiec znowu do pracy
Wydarzeniem dnia byla przygoda pewnego malego ptaszka.Skad o tej porze roku mlodziutki malutki ptaszek nie mam pojecia?.Uderzyl on z calym impetem w szybe okna i spadl na taras.Poniewaz w domu sa dwa psy i jedna kotka sprawa wygladala beznadziejnie.Maz pobiegl po tego ptaszka.Zabral go do domu i go napoil.Pil bardzo lapczywie .Potem go wlozyl do karmnika ktory jest przyczepiony do okna i zsunal otwor.Po kilku sekundach ptaszek ozyl.Kiedy maz otworzyl karmnik ptaszek z calym impetem wyfrunal lotem nurkowym w przestrzen.Byl uratowany.Karmnik nasz niezbyt elegancki zbudowany jest z zwyklej butelki duzej na wode.Pusia ma w nim doskonaly punkt obserwacyjny na ptaszki.Widzi jak dziobia sloninke jak jedza ziarenka.Rozposcieraja skrzydelka i bija sie miedzy soba.Pusia siedzi na krzeselku i wszystko obserwuje.Juz nie goni ptaszki bo zrozumiala ,ze to sa jej ptaszki wlasne i przychodza na "papu".Tak jej ciagle tlumaczylismy.Ona wszystko rozumie tylko na razie mowi po swojemu smiesznie tak -tiu,tiu.Na oslode dnia pokazala sie piekna sarenka spokojnie w odleglosci najwyzej 30 metrow sobie spacerowala.Oczywiscie psy dostaly zakaz zwracania na nia uwagi.Niestety ,nie mam dobrego aparatu/tylko tzw.idioten camera/.Wiec zdjec nie ma ale,mysle ze mi ewent.czytelnicy wierza na slowo.
Corka moja w szale porzadkow.Powystrzygiwala pieknie czuprynki naszych egzotycznych drzewek.Sekatora nie wypuszczala z reki.Taras tez zostal uporzadkowany.Zrobilo sie piknie.Tak tu sielsko i anielsko a,ze niestety zdarza sie czasem intensywna burza z ogromnymi wyladowywaniami to tylko swiadczy ,ze jestesmy ludzmi z krwi i kosci a nie jakimis "mamlasami" jak mowia slazacy.........cd.Hala
sobota, 17 marca 2012
slonce przez caly dzien..............
Gazeta "Rzeczpospolita doniosla o wielkiej aktywnosci slonca.Burze sloneczne podobno nie wroza nam nic dobrego.Mysle ,ze maja tez wielki wplyw na kondycje psychiczna ludzi co bardziej wrazliwych.Nic z tym jednak na razie nie mozna zrobic.Pozyjemy,zobaczymy.Tak sie mowi jak nie wiadomo co powiedziec..Moj "general" wybral sie dzisiaj do Warszawy aby,odwiedzic swego przyjciela a,zarazem spowiednika zakonnika Ojca Jozefa.Poniewaz zblizaja sie jego imieniny wypadalo go odwiedzic.Ojciec Jozef z zakonu Michalitow to wiekowa osoba.Jest jednak bardzo mlody duchem.Ma w sobie wielka madrosc zyciowa.Dlugo byl na roznych misjach na swiecie.Teraz w starszym wieku nawraca takich grzesnikow jak moj "general".Jest wesoly o duzym poczuciu humoru.Kiedys mi powiedzial ,ze wlasnie poczucie humoru pozwalalo mu przetrwac najtrudniejsze chwile jego zycia.Choc sam nie raz nie czuje sie najlepiej,czesto odwiedza chorych.Mam dla niego wielki szacunek.
Maz moj to taka "rogata dusza" i to ze on potrafil do niego trafic robi go w moich oczach -Swietym..Dzien dzisiejszy dal impuls do zajecia sie porzadkami - wogrodzie i kolo domu.Nasz sasiad krzatal sie juz od godziny 6-tej rano.Bardzo to pracowity czlowiek mimo wieku.U niego juz jest wiosna.Nawet trawa ktora u nas jest szara brzydka.u niego jest juz zielona.Moze ja pomalowal na zielono?Oj! zapedzilam sie.Ale przyjemnie jest patrzec przez okno jak swiat pieknieje na wiosne.Przyjechal maz i przywiozl mi prezent od Ojca Jozefa .Pieknie wydany album z serii:Swiatynie Zjednoczonej Europy.Tytul albumu:Nasze Dziedzictwo-Koscioly lewobrzeznej Warszawy tom pierwszy.Beda dalsze.Jest ten album bardzo starannie wydany,bogato ilustrowany.Robi wrazenie..Lubie wydawnictwa albumowe.W mojej sytuacji takie poznawanie swiata jest dla mnie jedynie mozliwe.Nie moge podrozowac,zwiedzac,ale lubie poznawac te wszystkie wspaniale miejsca i rzeczy naszego swiata.Jesli mam wybierac miedzy glupim filmem z rodzaju "zabili go i uciekl" a dobrym filmem podrozniczym.To zawsze wybiore to drugie.Mysle ,ze jednak jeszcze kiedys wyrusze w podroz mego zycia...............cdn Hala
piątek, 16 marca 2012
Spotkanie po latach...........
środa, 14 marca 2012
tak sobie mysle..........
W kazdym Urzedzie Stanu Cywilnego w naszym kraju sa co najmniej trzy stanowiska przyjec interesantow.W jednym rejestruje sie urodziny dzieci,w drugim rejestruje sie malzenstwa a w trzecim zgony..Kiedy popatrzymy na ludzi czekajacych na przyjecie,od razu mozemy rozpoznac,kto w jakiej sprawie przyszedl do Urzedu.Z obserwacji zachowan interesantow i obslugujacych ich urzednikow wylania sie obraz naszej codziennosci.Obraz kolei losu.Narodzin,zycia i smierci.Zakladane sa rodziny.Rodzina w naszym spoleczenstwie jest najwazniejsza i najstarsza instytucja na ziemi i odgrywa u nas bardzo wazna kluczowa role.Dlatego wiekszosc z na nie wyobraza sobie zycia w samotnosci.Niestety mlodzi ludzie w zachwycie nad trendami plynacymi z Stanow i Zachodniej Europy propaguja zycie w pojedynke .Chca byc singlami ,wolnymi od wszelakich zoobowiazan.To ich kreci.Powstaja wolne zwiazki.......
Kiedy laczymy sie jednak w pary to dzien slubu jest najszczesliwsza chwila w naszym zyciu.Chcemy wierzyc ,ze tak bedzie juz zawsze........Potemkiedy pojawiaja sie dzieci,jestesmy pewni,ze kroczymy wlasciwa droga.Wtedy jednak zycie wystawia nas na ciezkie i liczne proby. Pytanie: jaka jest tajemnica rodzinnego szczescia ,towarzyszy nam juz przez caly czas? Czy gwarancja szczescia naszej rodziny jest kompromis,cierpliwosc do siebie?.Kazda rodzina musi sobie na to pytanie umiec odpowiedziec.Ale jednej rzeczy boimy sie najbardziej:to samotna jesien naszego zycia. W tym wszystkim pewne jest tylko to ,ze szczescie tam gdzie sie zaczelo-tam tez sie konczy........... pozdrawiam ewnt.czytelnikow i prosze o glos w tej sprawie..... cdn.Hala
wtorek, 13 marca 2012
wiosno -gdzie jestes?..............
piątek, 9 marca 2012
Jeszcze troche o Bobrce.na Ukrainie..........
czwartek, 8 marca 2012
Pisze drugi raz..........
Wczoraj mialam bardzo dla mnie dramatyczna przygode.Postanowilam napisac takie dla mnie wazne wspomnienie o miejscu urodzenia mojej mamy.Kiedy prawie juz zakonczylam pisanie pojawila sie plansza "blad" i komunikat :Twojemu blogowi nic sie nie stalo.Jednak,niestety stalo sie .Poniewaz wszystko sie gdzies ulotnilo-zniklo.Nie znam sie na informatyce,wiec nie moglam sobie pomoc.Wypada mi drugi raz napisac.Poniewaz dzisiaj jest Miedzynarodowy Dzien Kobiet ,napisze jak przed laty bedac akurat w Bobrce we Lwowie /wtedy byl to Zwiazek Radziecki/obchodzono Dzien Kobiet.Bylo to wielkie swieto.Nie tylko panowie skladali zyczenia.Bardzo sie zdziwilam kiedy rankiem 8 marca zawitala moja cioteczna siostra-studenka Lwowskiego Uniwersytetu z bukietem kwiatow i okolicznosciowymi czekoladkami zeby mi zlozyc zyczenia.Panie tez sobie skladaly zyczenia.Wieczorem pojechalysmy do Lwowa/Bobrka jest 35 km.za Lwowem na zachod/ do pieknego teatru Opery i Baletu.Przepiekne wnetrza wspaniale utrzymane ,bylo to w roku 1956.Wspaniala kurtyna z malowidlami Siemiradzkiego,przepych,zlocenia.Bylam zdziwiona ,ze w tak krotkim czasie po wojnie doprowadzono teatr do dawnej swietnosci.Bardzo dbano tez o porzadek wokol teatru.Kolo Pomnika Mickiewicza kiedy spadl mina ziemie papierek z cukierka,nagle pojawil sie mundurowy i zazadal 5 rubli sztrafy.Za zasmiecanie krasnoj ploszczadi tak to uzasadnil.Smieszne,ale prawdziwe.Balet "Pier Gyount"na ktorym bylysmy byl wykonany przez Zasluzonych Artystow Teatru i Baletu z Moskwy.Byly to goscinne wystepy-wykonanie najwyzszej klasy.Po spektaklu wieczorem w domu byla uroczysta kolacja wydana przez panow.To podobno bylo juz tradycja.Bardzo mi sie podobalo takie uczczenie Dnia Kobiet.Ja mialam wtedy dopiero 17 lat.Przez cale swoje zycie ten dzien i takie jego uswietnienie milo wspominalam.
Bobrka za Lwowem gdzie urodzila sie moja mama,to bylo male miasteczko.Kiedys przed wojna bylo to najmniejsze polskie miasto powiatowe.Mieszkaly tu glownie trzy narodowosci-polacy,ukraincy ,i zydzi.Mama ciagle mi opowiadala ,ze przed II Wojna Swiatowa zyli wszyscy bardzo zgodnie.Nie bylo zadnych etnicznych wasni.Mama miala szkolne kolezanki roznej narodowosci.Sama pochodzila tez z rodziny mieszanej polsko-ukrainskiej.Jesli wystukacie w Google haslo Bobrka Ukraina to ukaze sie Wam kilkadziesiat stron z ciekawymi opisami o Bobrce.Niestety,wojna byla dla Bobrki okrutna.Powstalo getto zydowskie.Wykonywano mordercze wyroki.Moja mama ciagle wspominala taka scene :Sasiadka zydowka pod kolbami niemcow prowadzila dwie swoje piekne dorodne corki i tak wolala do mojej babci:Pani Niczkowa wiode swoje corki do slubu....Wiodla je niestety na miejsce kazni.Bylo strasznie.Potem kiedy skonczyla sie wojna-znowu za byle co mozna bylo byc zeslanym na Sybir.Kiedy umarl Stalin ludzie jako tako zaczeli dochodzic do siebie.Wracali ci ktorzy przezyli na Syberii.Ale zaczely sie rzady Chruszczowa ,zeby kupic chleb trzeba bylo stac cala noc w kolejce.Popularne byly chrupki z kukurydzy -nazywano je chlebem Chruszczowa.Bo kazal to jesc zamiast chleba.Ale pomalu wracalo zycie.Ludzie mieli prace.Mlodzi sie mogli uczyc,studiowac.Ja kiedy po raz drugi w roku 1969 odwiedzilam Bobrke zobaczylam juz inna rzeczywistosc.Lata rzadow wladzy komunistycznej zrobily swoje.Powstawaly sklepy,mozna w nich bylo kupic polskie towary duzo taniej ,niz u nas.Ich sklepy w rodzaju naszego Pewexu nazywaly sie Kasztan.Tez za dolary mozna tam bylo kupic wszystko.Kiedys stala kolejka pod sklepem :ja zapytalam co tam sprzedaja:odpowiedz brzmiala :bezrazmiernyje kolchotki/czyli rajstopy.Ja bardzo zdziwiona zapytalam ?co u Was nie ma.Padla odpowiedz:Da u nas niet bezrazmiernych kolchotek ,ale nasi latajet w kosmos a Wasi niet.Cala kolejka potwierdzila slusznosc odpowiedzi;da prawilno skazal.Taka to mieli mentalnosc ,co poniektorzy ludzie w tamtych czasach.Duzo bym mogla pisac na temat pobytu w pieknym Lwowie.Ale to juz jest dla mnie prawie"raj utracony"bardzo przezywam piszac o tych miejscach.Mam tam tez na cmentarzu Lyczakowskim duzo grobow i tez juz ich nie bede mogla odwiedzic w realu moze wirtualnie sie uda.....kto to wie...cdn Hala