czwartek, 30 czerwca 2011

Tylko spokojnie.....

Dzisiaj od samego rana wszystko bylo nie tak.Obudzilam sie o godz 5.30 poszlam do lazienki,i juz niestety nie moglam zmruzyc oka.Nasz kochany kotek postanowil udac sie na spacer juz natychmiast.Narobil takiego rabanu ze ho!.Dobrze ze to nie mieszkanie w bloku bo bym musiala sie gesto tlumaczyc przed sasiadami.Po dluzszej chwili jednak sie jakos uspokoil,i uderzyl w drzemke.Telewizja teraz powtarza stare odcinki "Na dobre i na zle".Nie bardzo lubie ogladac powtorki,ale ten serial chetnie ogladam.Gra  aktorow glownych bohaterow serialu to niezapomniane przezycie.Sa prawie doskonali w roli lekarzy i pielegniarek z bajkowego szpitala w Lesnej Gorze. Nawet dosc wczesna emisja o 7.30 nie psuje przyjemnosci z ogladania.Ten szpital to nierealny swiat.Tak moze chcielibysmy aby,wygladal kazdy szpital .Jest to jednak zupelnie niemozliwe w naszej rzeczywistosci w kraju - na dorobku jak powiedzial pewien nasz polityk.Myslalam ze mnie trafi szlag jak to uslyszalam w TV."Kraj na dorobku"Ilez to jeszcze lat bedziemy na dorobku.Ja zyje juz 72 lata i kiedy bylam mloda to ciagle sobie myslalam i marzylam jak to nam bedzie dobrze te kilkadziesiat lat pozniej.Ale wracajac do serialu.Pani Foremniak nic a nic sie niezmienila,dalej piekna kobieta choc juz bardziej dojrzala.Pan Zmijewski mezszczyzna absolutnie przystojny z charyzma.Teraz gra bardzo fajnie ksiedza Mateusza w moim ukochanym Sandomierzu.Bardzo mu zazdroszcze tych rowerowych rajdow po kretych uliczkach starego Sandomierza.Po obejrzeniu odcinka serialu zjedlismy z mezem sniadanie.Najpierw rozlalam herbate,potem wysypalam sol.Wiadomo -bedzie awantura.W oczekiwaniu na wielka awanture czepialam sie meza o byle co.Jakos mial do mnie cierpliwosc bez slowa ubral sie i poszedl do sklepu.W naszej wsi na glownej ulicy ktora jest dluga i kreta,sa cztery sklepy.Sa zaopatrzone w podstawowe artykuly takie mydlo i powidlo.Mimo iz,niewatpliwe ze soba konkuruja jakos zgodnie egzystuja.My staramy sie robic zakupy w kazdym z nich po trochu.Szczegolnie maz lubi pogadac z mlodymi dziewczynami ktore tam pracuja.Sa bardzo mile.Sklepy czynne sa dlugo do 21-ej i w Swieta i niedziele tez.Kolo sklepu najwiekszego gdzie jest samoobsluga jest wiejska tablica ogloszen.Tak jak w kazdej szanujacej sie wsi.Mamy tez przychodnie lekarska ktora ma umowe z NFZ.Pracuja w niej bardzo sympatyczni lekarze.Nie ma problemu z dostaniem sie i uzyskaniem porady lekarskiej.Dalej czekam na awanture wszak wysypalam sol.Corka moja to jest zlota raczka .Po moim mezu odziedziczyla talenty manualne i techniczne.Wszystkie meskie prace nie sa dla niej obce.Potrafi wszystko.Teraz kiedy mieszkamy razem tworzy z ojcem wspanialy tandem "majster klepkowy"Ciagle cos robia.Wiadomo w domu ciagle jest cos do zrobienia.Bardzo sie nieraz pokloca.Maja czasem odmienny punkt widzenia na niektore sprawy.Ale ogolnie w koncu dochodza do porozumienia.Cos chyba z ta sola to nie zawsze jest prawda bo na razie jest spokoj.Czytalam dzisiaj bloog p.Marii Waclawek.Jest doskonala.Tez bym tak chciala.Ale nic z tego.Jestem 20 lat starsza a,to nie wkij dmuchal.Inna optyka jak to kolokwialnie sie mowi.Na dzisiaj juz dosc tego bajania Hala cdn.

środa, 29 czerwca 2011

Gdzie to lato............

Juz nam sie zdawalo ze bedzie piekne lato.Niestety pogoda jest "przekropna".Taka nazwe takiej pogody lansowal red.Zalewski-komentator pogody w radiu.Jest taka cisza przed burza w chwili kiedy pisze ten post.Najfajniejsze jest to ze nie wieje na razie wiatr.Pierwszy raz od kilku tygodni jest cisza.Dzisiaj rano zobaczylismy w "stepie" hasajaca sarenke.Wyszla z duzej trawy na mniejsza lake.Ale potem znikla w duzej trawie.Zupelnie nie rozumiem dlaczego Unia placi rolnikom -za nic nie robienie.Przeciez jak tak bedzie dalej to pola zamienia sie wlasnie w step.W stepie nikt nie kosi trawy i jedna trawa porasta druga i tak to wyglada.Nie wiem jak teraz wlasciciel da sobie rade z tym polem.Chyba tylko jakis kombajn da rady.Ogrodnictwo tez calkowicie zamarlo.Podobno tocza sie sprawy spadkowe po wlascicielu ktory zmarl.Przykro jest patrzec na ta posiadlosc.Piekne szklarnie -pola kwitnacych kwiatow.Taki widok z moich okien byl jeszcze kilka lat temu.Teraz jest zielono.Rosna trawy,chwasty i pelno czerwonych makow.Owszem jest sielsko i anielsko,ale nie o to przeciez chodzi.Yoris nasz prawie labrador znalazl malutkiego jeza.Bardzo sie denerwowal na niego.Trzeba bylo wycieczkowicza odniesc do lasu do jego rodzinki.I tak codziennie mamy jakies atrakcje.Kotek tez jest ciagle w plenerze lubi biegac po lesie ma swoich kolegow.Dzisiaj probowalam ja zatrzymac dluzej w domu.Puszczalam jej lusterkiem -zajaczki.Owszem piec minut bylo zabawy ale jak zobaczyla ze moj maz wychodzi juz sie lasila aby ja z soba zabral w plener.Bardzo schudla,niema czasu zjesc,tylko goni po lesie.Boimy sie ze w koncu zlapie kleszcza i bedzie klopot.Niestety jakos sie nie moze zaprzyjaznic z naszymi psami.Moze to jest dlugi proces integracji ,ale podobno calkiem mozliwy tak wyczytalam w internecie.Jest godzina 13-ta i nie ma wiatru jest super.Duza wilgotnosc powietrza,troche parno,ale mnie sie podoba .Ide na spacer,niestety podpieram sie dwiema kulami ,ale troche chodze.Ostatnio dwa razy dziennie jezdze na stacjonarnym rowerze i mysle ze mi to troche pomoze.Hala cdn.

wtorek, 28 czerwca 2011

Mily dzien lata........

Wczoraj spotkala mnie wielka radosc.Na moj adres emailowy maz maj kolezanki szkolnej przeslal mi piekne zdjecia z spotkania w Brennej.Bylo to spotkanie w 55 lat po maturze .Zadziwiajace jak wielka mobilizacja byla wsrod dawnych kolezanek i kolegow  z lawy szkolnej.Piekne spotkanie nie mlodych juz przeciez bliskich sobie ludzi.Bardzo zalowalam iz,nie moglam byc tam z nimi w tym dniu.Wszyscy  juz bardzo dorosli ,z bagazem doswiadczen, i bialymi wlosami,wygladaja na zdjeciach bardzo sympatycznie,radosnie.Klasowa liderka nic nie utracila swego rezonu,dalej przewodniczy grupie.Powazny ksiadz tez rozesmiany.bardzo przystojny mezszczyzna.Panie eleganckie i mimo uplywu lat,maja rozesmiane oczy mlodych maturzystek.Bylismy bardzo zgrana klasa.Dzisiaj drugi z kolegow tez mi przyslal nowe zdjecia.Bardzo to mile .Jest tylko jeden problem nie wszystkich jestem w stanie rozpoznac,ale pomalu jakos chyba dojde do tego kto jest kto.Wiele kolezanek i kolegow pozegnalismy juz na zawsze.Smierc zebrala wsrod nas spora gromadke.Wogole problem smierci bliskich to bardzo bolesny temat.Kazdego z nas w mniejszym czy wiekszym stopniu nas dotyka i niestety kazdy w swoim czasie musi siez tym zmierzyc.Dlatego nigdy nie obwieszczam swej odwagi wobec smierci.To jedyne w zyciu kazdego czlowieka zdarzenie ktore kazdy przezyje na 100%,ale tylko raz i doswiadczeniem nikt sie podpierac nie bedzie,ani przekazywac innym.Tak to juz jest.Hala cdn.

niedziela, 26 czerwca 2011

Szukam,szukam.......

Tym razem napisze o moich potyczkach,w poszukiwaniu korzeni mojej rodziny.Rodzina ze strony mojej matki pochodzi z okolic Lwowa.Byla to rodzina mieszana polsko- ukrainska.Byly zony ukrainki,polki i mezowie tez ukraincy i polacy.Tak  sie ciagle ,towarzystwo "miksowalo"Mama opowiadala mi ze przed wojna wszystkie nacje zgodnie z soba zyly.Kochali sie zenili,mieli dzieci i razem zyli.Nie byli bogaci ale kazdy mial kawalek ziemi,i mial co jesc.Najgorzej im bylo za Chruszczowa.Chcial ich zamorzyc glodem.Wtedy wynaleziono dmuchana kukurydze nazwano ja "chlebem Chruszczowa"Ciocia moja chodzila pieszo 30 km.do Lwowa aby kupic kawalek chleba.Nie trwalo to dlugo ale bolesnie na swojej skorze to odczuli. To taka dygresja przed wlasciwym tematem.Jak juz pisalam chcialamsie zajac blizej tematem poszukiwania swoich przodkow.Nasi przodkowie umarliale lacza nas z zywymi.W genealogii to oni rzadza,ci ktorzy odeszlici ktorych nie znalismy ,albo znalismy tylko troche.Z innymi poszukiwaczami przodkow laczy nas pasja poszukiwania a dzieli?.Wiele rzeczy.Przedewszystkim to ze,nie znamy sie osobiscie,ze nie wiemy jacy jestesmy,ze mieszkamy w roznych zakatkach kraju i zagranicy ze......jeszcze duzo wiecej.........Czlowiek szukajacy swoich przodkow -realizuje wlasna chec poznania historii swojego rodu.Takze tego z dziada ,pradziada,zwyczajnego chlopskiego,robotniczego,inteligenckiego,szlacheckiego itd.....Jak bardzo jest trudna sprawa dotarcie do swoich korzeni przekonalam sie na samym poczatku.Mnogosc roznych portali wcale nie ulatwia sprawy.Czlowiek po kilku takich kontaktach jest zagubiony.Nie wie jakie informacje sa wazne i mniej wazne.Jaka ustalic hierarchie spraw i czego sie trzymac.Ja i tak mialam wielkie szczescie po wpisaniu sie na strone poszukiwan kresowych,odezwal sie droga emailowa mlody czlowiek z Polski ktory tez prowadzil poszukiwania genealogiczne ,na terenie okolic Lwowa.Bardzo duzo informacji uzyskalam dzieki jego uprzejmosci.Podal mi nieuporzadkowany spis osob o nazwiskach ktore mnie interesowaly.Poniewaz troche pamietalam z opowiesci mej mamy/wszak zyla 95 lat/jakos moglam w przyblizeniu dopasowac osoby z mego rodu.Jeszcze ogromnie duzo pracy przedemna.Dotarcie do roznych dokumentow to droga karkolomna.Brak jest jednego uwazam programu prostego dla wszystkich.Po wystukaniu np.wszyscy iksinscy urodzeni np.w Lwowie w latach/przedzialy wiekowe/powinni sie ukazac ich nazwiska i imiona.Jakby byl jeszce rok urodzenia to bylaby pelnia szczescia.Niestety to takie marzenia sobie a muzom.Podobno nie zachowalo sie duzo dokumentow z tamtych lat i stad te trudnosci.Ja jestem tylko amatorka ktora bardzo malo wie na ten temat.Ucze,sie czytam ale ciagle jestem jeszcze na poczatku.Do genealogii trzeba miec rozlegla wiedze.Moj znajomy internauta przyslal mi droga mailowa duzo zdjec ze stron gdzie mieszka moja rodzina.Dostalam nawet zdjecie nagrobka  siostry mego dziadka.Sa tacy wspaniali mlodzi ludzie ktorych pomoc jest nieoceniona.Hala cdn.

sobota, 25 czerwca 2011

sobota -dobry spokojny dzien...........

Dzisiaj moja corka pojechala na zajecia doksztalcajace.Sa to zajecia finansowane przez Unie Europejska w ramach programu Kapital Ludzki.Bardzo bylismy szczesliwi ze sie na ten kurs zalapala.Nie bylo latwo ale,sie udalo.Odswiezy swoja wiedze ale,najwazniejsze ze ruszyla miedzy ludzi.Po dlugim okresie choroby jej meza i calkowitemu poswieceniu sie jego problemom zdrowotnym wreszcie pomyslala o sobie.Trudno jej jeszcze tak calkowicie zapomniec to co sie wydarzylo w jej zyciu,ale wie ze zycie nie stoi w miejscu.Biegnie dalej,problemy nie znikaja,swiat pedzi do przodu.Bardzo chcialabym aby,mogla dostac jakas fajna ciekawa prace,lub utworzyc  przez siebie swoje miejsce pracy.Bede ja usilnie motywowac.Nie jest to latwe w jej wieku/45 lat/praktycznie zaczynac od zera,po dlugiej nieobecnosci na rynku pracy.Ale mysle ze moze sie jej udac.Jest pelna zapalu i checi,a,to podobno ,polaczone z wiara w to co sie robi,daje murowany sukces.Swego czasu moje dzieci mialy powazna mozliwosc pozostania za granica ,pracy i dobrych warunkow bytowych.Nie skorzystali z tego.Mimo iz,ja bardzo ich do tego namawialam.Ja bardzo chcialam zeby im,bylo latwiej zyc.Nie chcieli mnie wogole sluchac.Ich swiat byl tu u nas w naszym kraju.Ciagle sie zastanawialam,skad u nich to poczucie silnej przynaleznosci do tego co Polskie.Widocznie jednak tak patriotycznie ich wychowalismy.Woleli gorzej,ale u siebie.Owszem,czesto wyjezdzali za granice,poznawali swiat,nawet tu i owdzie troche popracowali,jednak o pozostaniu na stale nie bylo mowy.Nawet bardzo mnie mieli za zle ,ze chcialabym,zeby gdzies zostali.Nawet jak rozmawiam z moimi doroslymi juz wnukami,tez widze ze mysla,dobrze wyjechac,popracowac,pozwiedzac,ale na stale ,o tym nie ma mowy.Przypominam sobie czesto taka scene.Spacerujemy po Lwowie ja prowadze moje dzieci za raczke.Nagle corka wybucha placzem,wola :ja tu nie chce byc,nic nie rozumiem co oni mowia.Wtedy podchodzi do nas starszy pan i mowi -mnie tez sie nie podoba jak oni mowia,bardzo Ci dziewczynko wspolczuje.Okazalo sie ze ten starszy Pan to Polak mieszkajacy we Lwowie.Ludzie mowili po rosyjsku.Moim dzieciom nie podobalo sie wtedy,ze nic nie rozumialy co do nich mowili ich rowiesnicy.Ale w miare uplywu czasu ,coraz latwiej im bylo sie porozumiec.Glownie wchodzil w gre jezyk migowy.Bardzo dzisiaj tu u nas brzydka pogoda.Jest zimno 17C .Wieje potezny wiatr.Slonce na przemian z chmurami przwalajacymi sie to wlewo to w prawo.Jednym slowem kiepsko.Nasz sliczny kotek ciagle pragnie latac po dworze.Ma kolege czarnego kocurka ktory go odwiedza.Bardzo wtedy Pusia placze zeby ja wypuscic.Szaleja w lesie obok domu.Pusia potrafi kilka godzin byc poza domem.Jest bardzo skoczna.Nie ma wcale problemu z drzewami wchodzi i schodzi z duzych drzew blyskawicznie.Jest szczupla a podobno kotki po sterylizacji bardzo tyja.Jej to przy jej trybie zycia chyba nie grozi.Wypuszczamy ja kiedy chce bo tak sie awanturuje ze nie wytrzymujemy jak zawodzi i miauczy.Bardzo potrafi egzekwowac swoje potrzeby.Lato sie zaczelo iscie jesienna pogoda przynajmiej tu u nas w Bramkach tak wyglada.Obysmy nie mowili ze lato juz bylo i jest juz jesien.Poniewaz nasza dzialka jest gesto zalesiona nie ma zadnych drzew owocowych.Jest tylko jedna mala jablonka.W tym roku ma nawet sporo jablek.Jest jedynaczka wsrod tych duzych drzew.Taki karzelek.Na tarasie corka posadzila winorosl ,malutka sadzonke.W tym roku bujnie zakwitla i beda juz winogrona pierwszy raz.Mamy tez poziomki na smaczek i tak pomalu nasz ogrod nabiera charakteru.Jest to ogrod lesny.W zasadzie i tak by nic nie uroslo gdyz drzewa potezne wypijaja wszystkie soki z tej ziemi.W jednym rogu sama posiala sie akacja.Pieknie rosnie jako krzew.Nie wiem czy zniej bedzie drzewo?Lipy rozsiewaja odurzajacy zapach.Teraz jest pelnia ich kwitnienia.Jest pieknie Hala.cdn.

piątek, 24 czerwca 2011

Znowu wieje........

Wreszcie znalazlam troche czasu i poczytalam troche postow w blogach .Piekne i ciekawe rzeczy pisza ludzie w swoich blogach.Maja wspaniala fantazje,literacko tez sa rewelacyjni.Kudy mnie do nich.Jednak mysle ze idla mnie jest miejsce w tej wspanialej druzynie.Gdzies tam pocichutku tez od czasu do czasu moge zaistniec.Wczoraj obejrzalam w necie piekne zdjecia Paryza.Byly to zdjecia panoramiczne stworzone nowa technika jak bym tam byla w srodku tuz kolo wiezy Eiffla.Bylam tym zauroczona.Nie wyjezdzalam w swoim zyciu za granice zbyt czesto.Nie poznalam na wlasne oczy wielu cudow swiata.Musze sie jednak pochwalic iz,wiedze o wspanialych miejscach na swiecie mam duza.Czytalam duzo ksiazek,ogladalam duzo filmow turystycznych geograficznych.Prenumerowalam czasopisma  krajoznawcze,geograficzne i wszystko co wpadlo mi w rece na temat;poznaj swiat.Tak sie jednak mi zycie ulozylo ,ze glownie na wlasne oczy poznawalam nasz piekny kraj Polske.I wcale tego nie zaluje.Przeciwnie, dumna jestem z tego.Jak wielu polakow nie zna naszej ojczyzny.Za to dobrze zna plaze w Tunezji,Turcji.Ja wiem chodzi o klimat,cieplo,piekne plaze.Mysle ze bardzo wazna jest teraz promocja naszego kraju.Nasza prezydencja w Unii powinna nas zdopingowac do lepszego poznania naszego kraju.Mamy co pokazac i robmy toPromujmy nasze morze.jeziora gory.Piekne miasta bogate w zabytki.W przyszlym roku bedzie Euro.Musimy je tak zoorganizowac aby nie dac plamy,jak sie kolokwialnie mowi.Troche nam z drogami nie wychodzi,ale jak sie sprezymy to damy rade.Patrzac na moje wspaniale wnuki widze jaki ogromny potencjal jest w mlodych.Trzeba to tylko madrze wykorzystac.Dac sie im wykazac.Dadza sobie rade.Tylko im nie przeszkadzac,i w nich wierzyc.Hala cdn.

czwartek, 23 czerwca 2011

Jeszce troche o dobrym slaskim jedzeniu..........

Jeszcze troche o tym co jedlismy.W drugim dniu Swiat Bozego Narodzenia byl zawsze bardzo swiateczny obiad.Jaki? tradycyjny :rosol z nudlami recznie robionymi.Nudle czyli makaron byl robiony zawsze bez wody tylko na samych jajkach.Cieniutko pokrojony i ugotowany na odlanym specjalnie rosole.Na drugie danie musialy byc rolady wolowe.Zadne tam nadziewane ogorkami kwaszonymi,tylko nasze slaskie: kazdy plaster miesa posmarowany musztarda stolowa i boczek wedzony drobno pokrojony i cebulka najlepiej cukrowa drobno pokrojona i juz.Zawijane byly roladki i duszone w sosie wlasnympotem sos podprawiano kwasna smietana.Do tego kluski slaskie i modro kapusta.Kapusta modro troche byla obgotowana i tez podprawiona po odcedzeniu z wody wedzonym stopionym boczkiem i cebulka drobno pokrojona i cukrem.Zakwaszano kiedys octem teraz cytryna lub kwaskiem cytrynowym.Na deser byly rozne "szpajzy" To takie rozne desery w rodzaju kremu sultanskiego lub rozne rodzaje galaretek..Po poludniu podawano "bon cafe" parzona w dzbanku z serwisu kawowego.Do tego byly podawane wspaniale ciasta "kolocze".Nasz piekarz sw.pamieci p.Kazik piekl ciastka o nazwie "japanery".Skad ta nazwa nikt tego nie wiedzial.Ciastka te byly wyborne.Byly okragle jak filizanki takie male torciki.Mialy jakies takie ciasto dziwne:czuc bylo orzechy i bezy i wspanialy krem  slodko-kwasny winny i czekoladowy.Niestety kiedy zmarl tajemnice receptury zabral do grobu.Jego dzieci wyjechaly do Niemiec.Nigdzie nie jadlam juz takich pysznosci i moja rodzina z rozrzewnieniem nieraz wspomina jak moja mama obladowana jak wielblad  przywozila nam do Sandomierza te ciastka.Niestety wszystko co dobre szybko sie konczy. Z codziennej kuchni najbardziej zapamietalam i czasem jeszcze gotuje.Zupe nazwana przez moich domownikow" zupa nylonowa".Smiesznie prawda.!.Jest to wywar z wloszczyzny krotko gotowany z duza iloscia marchewki.Wrzucamy do tego kilka rozyczek kalafiora i koske rosolu z drobiu.Zasypujemy kaszka manna ,i po kilku minutach zupa gotowa.Ta zupe ze swych mlodych lat bardzo dobrze pamietam.Kiedy moja mama musiala czasem zostac na druga szychte/czesto byla to szychta w czynie spolecznym na odbudowe Warszawy/ja po przyjsciu ze szkoly czesto ja sobie gotowalam.Krasilam  tluszczem lojem.Teraz to nikt tego nie uzywa.Wtedy byl to tluszcz powszechnie uzywanyBardzo tez lubilismy kapuste tzw.dymfke.Teraz tez ja czasem gotuje.Kiedys przepis na nia podal w jakiejs gazecie p.Senator Kutz moj wielki krajan.Kapusta musi byc dobrze ukwaszona.Gotujemy ja bez niczego w niewielkiej ilosci wody.Nastepnie odcedzamy calkiem z wody w ktorej sie gotowala. Robimy w kapuscie dolek wlewamy goracy stopiony boczek na pokrojona drobno cebule.Dodajemy dosc duzo cukru/oczywiscie w zaleznosci od kwasowosci kapusty/dodajemy duzo pieprzu i na malym ogniu chwile"dymfujemy".Taka kapuste moga jesc nawet ludzie na diecie/oczywiscie w rozsadnej ilosci/.Jest bardzo dobra np.do kotletow schabowych lub mielonych.Sprzedalam ten przepis juz kilku znajomym i wszyscy chwalac podawali dalej.W piatki jedlismy zawsze albo grochowke z calego grochu namaczanego dzien przedtem,albo zupe z czarnej fasoli lub czerwonej.Zupe ta zaprawiano maslanka.Wogole to slaska kuchnia wydawala  mi sie kuchnia raczej niezbyt tlusta.Zup nie gotowano na miesie tak jak w Centralnej Polsce.Np.Zupa pomidorowa byla gotowana zawsze z duza iloscia wloszczyzny z ryzem gotowanym w zupie i okraszona swiezym maslem.Musze jeszcze napisac kilka slow o warzywach.Byly one podstawa naszego pozywienia a,w szczegolnosci wszystkie rodzaje kapust.Kisilo sie tez listki kapusty na golabki cale .Jaki to byl wspanialy smak tych golabkow.Zawsze mieso bylo z ryzem.Oj troche sie za duzo rozpisalam o tym naszym slaskim jedzeniu.W Swieta Wielkanocne na stole krolowaly pieczone miesa i rozne salatki.Nigdy nie gotowano bialego barszczu ani czerwonego.Gotowano za to zur.Albo z maslonki albo z wody z kwaszonej kapusty.To bylo dosyc postne jedzenie.Mysle jednak ze podstawa naszego pozywienia byl wspanialy chleb.Pieczony a nie gotowany parowany jaki niestety musimy teraz jesc.Mysle ze jeszcze napisze o roznychspecjalach ale,dzisiaj juz koncze.Dobranoc.Hala cdn.

środa, 22 czerwca 2011

Slaskie jadlo-co jedlismy.........

Chyba juz wszystko o slaskim jedzeniu zostalo opublikowane,opisane przez znawcow i koneserow sztuki kuchennej.Ja chcialabym opisac zwyczajna kuchnie codzienna jaka znam ze swej slaskiej rodziny.Nie wykwintna ,nie elegancka ale,taka prosta codzienna z malego gorniczego miasta i rodziny gornikow oczywiscie,z ub.wieku.Tak,tak -niestety uplynelo juz wiele lat i pewnie sie w tej materii duzo zmienilo ale ja co pamietam opisze:Po pierwsze:wspaniala zupa nigdzie indziej w Polsce i Swiecie nie majaca takiego powodzenia.Sa o niej piosenki na YouTube.Jest to "Wodzionka".Robi sie ja  z podsuszonego juz chleba./Na Slasku nigdzie nie zobaczysz suchego chleba wyrzuconego na smietnik./Kroimy chlebek ale, musi to byc chlebek upieczony na Slasku/Nigdzie indziej nie ma takiego chleba jak na Gornym Slasku.Wierzcie mi bo wiem co mowie.Siekamy duzo czosnkui zalewamy chlebek i czosnek wrzatkiem.Dodajemy kilka kropel przyprawy Magi,soli i lyzke swiezego masla na talerz.Zupa o wdziecznej nazwie wodzionka gotowa.Moj dziadek ktory zyl w XIX wieku jadl ja prawie codziennie.Do tego bardzo lubil jeszcze przypieczone kartofle w specjalnym rondelku tzw.brat kartofle.Do konca swoich dni zachowal sprawnosc umyslu be cienia starczej demencji.Zmarl w sedziwym wieku po wypadku kiedy spadl z okropnie kretych schodow.Zawsze mowilismy ze,te schody sa niebezpieczne.I niestety padlo na dziadka.Jak wystukamy na YOUTOUBE haslo "Wodzionka" ukaze sie kilkanascie utworow nagranych przez wiernych wielbicieli zupy wodzionka.Druga potrawa ktorej nie ma nigdzie jest wigilijna "moczka"Jest to rodzaj deseru roznie modyfikownyw zaleznosci od zwyczaju danej rodziny.Przed swietami Bozego Narodzenia  piekarnie wypiekaja specjalny postny piernik.Jest on w formie jakby sztabek i sprzedawany na wage.Ciemny pachnacy bardzo korzenny.Sluzy po namoczeniu kompotem z suszu jako baza do "moczki".Do tej tzw.bazy dodajemy wszystkie bakalie jakimi dysponujemy i odstawiamy w chlodne miejsce aby,sie przegryzlo.Musi byc geste i pachnace bakaliami.Jemy lyzeczka z miseczek kompotierek.W niektorych domach potrawe ta zageszczano  jeszcze aksamitna zasmazka z masla i maki.W moim domu jadlo sie bez zasmazki.Tradycyjnie  na wigilie musial byc karp  smazony na zloto.Nie bede opisywala klopotow z zakupem tej ryby w tamtym czasie.Poniewaz na Slasku jedzono karpia tylko raz w roku robiono wszystko aby go zdobyc.Zupa wigilijna w moim domu byla zupa grochowa z zoltego grochu przecieranego.Specjalnie doprawiana cebulka usmazona na zloto i z  zlotymi grzankami.W moim Warszawskim domu ta zupa bardzo sie przyjela.Wnuki nazwaly ja zupa "krajana" od grzanek i bardzo chetnie ja jadly.Nigdy indziej tak nie smakowala.Nie rozumialam fenomenu jej smaku w ten uroczysty wieczor wigilijny.Kiedy gotowalam ja czasem kiedy indziej.Nie byla taka smaczna.Kolacje konczyla "moczka".Potem szlismy wszyscy obowiazkowo na pasterke.Kazde Swieta spedzalam z moja mama albo u niej na Slasku albo u nas w naszym domu.Pierwszy dzien Swiat to obowiazkowo karp na zimno z chrzanem i "szalot".Szalot to salatka z ziemniakow z cebula surowa sparzona z rodzajem jakby sosu winegre.W moim domu bardzo lubilismy tez kolocz.Slaskie kolocze to cos o niebywalym smaku.Nigdzie indziej nie jadlam takich ciast.Owszem,jadlam ciasta  od slawnego Bliklego i Gajewskiego w Warszawie.Bardzo dobre.Ale po prostu nasze od piekarza cukiernika p.Kazika byly fenomenalne.Ich smaku nie zapomne do konca swoich dni.Teraz jeszcze mozna pokosztowac na Slasku dobrych wypiekow ale to nie to samo.Nie wiem w czym jest rzecz,i dlaczego sie tak wszystko szybko zmienia i wcale nie na lepsze.Mysle ze jeszcze jutro napisze o moich smakach i wspanialym prostym Slaskim jedzeniu.Hala cdn.

wtorek, 21 czerwca 2011

Pierwszy dzien lata..........

Rozpoczelam wczoraj ,ale niestety wszystko sie skasowalo.Cos znow zle kliknelam.Tak to jest,"chciala by baba do raju........"Dosc czesto zaliczam takie bolesne upadki.Uczy to jednak pokory wszak cale zycie sie uczymy i glupi umrzemy.Wczoraj byl dla mnie bardzo mily dzien.Moj najstarszy wnuk we wrzesniu wstepuje w zwiazek malzenski.Ztej okazji przyjechal do nas z narzeczona zeby nam wreczyc zaproszenia na wesele.Samo zaproszenie bardzo eleganckie dowcipnie sformulowane.Teraz mozna zablysnac oryginalnoscia,sa wielkie mozliwosci.Wesele bedzie duze,gdyz rodzina mlodej Pani jest bardzo liczna.Niestety nas z naszej rodziny jest malutko.Cala uroczystosc ma byc bardzo okazala.Mlodzi z racji swych zawodow maja duze grono znajomych i gosci na slubie bedzie duzo.Obydwoje mlodzi sa bardzo przystojni.Sa piekna para.Ja bardzo sie ciesze ze doczekalam tej chwili.Jeszcze tak niedawno jezdzilam z moim wnuczkiem ogladac pociagi na dworcu centralnym,w muzeum parowozow.Calymi godzinami gapilam sie z nim na odjezdzajace pociagi.Mial na swojej glowce czapke kolejarska/prawdziwa po dziadku/Byl zafascynowany pociagami i kolejami.Skonczyl turystyke .Jest magistrem turystyki.Jego narzeczona studiowala rehabilitacje.Maja dobre zawody wiec chyba sobie w zyciu dadza rade.W czasie swej wizyty u nas opowiedzieli nam ile spraw mieli do zalatwienia w zwiazku z weselem.To cale logistyczne wyzwanie taka organizacja duzego wesela.Ale tak chcieli.Przy tej okazji wrocily do mnie/a ,jakze/wspomnienia z przed 53 lat.Na Slasku byl wtedy taki obyczaj/nie wiem czy jeszcze istnieje/ ze mloda Pani okolo 10 dni przed slubem piekla u miejscowego piekarza "kolocz".Taki wspanialy drozdzowy jaki tylko na Slasku pieka.Z serem,makiem i duza iloscia posypki.Im bardziej byl kolocz udany,smaczny tym lepsze mialo byc jej zycie malzenskie.Kolocz pieknie pokrojony i opakowany,mloda Pani musial rozniesc po znajomych i przyjaciolach.To bylo takie zaproszenie na slub do kosciola.Oczywiscie rewanzowano sie mlodej parze drobnymi upominkami slubnymi.Takze na wesele zapraszano osobiscie mloda Pani z mlodym Panem odwiedzali wszystkich osobiscie.Zaproszen pieknie drukowanych wtedy jeszcze nie bylo.Moje wesele bylo w moim rodzinnym domu.Bylo skromnie ,ale bardzo rodzinnie.Byl nawet moj ojciec.Wtedy to moja mama powiedziala mu ze da mu rozwod,ale powiedzial ze jemu nie jest rozwod potrzebny.Zawsze mnie to zastanawialo ,dlaczego nie byl mu potrzebny rozwod.Wszak mial juz druga rodzine i dziecko upragnionego syna.Dal mu na imie Edward po swoim ojcu.W naszym doroslym zyciu zostalismy z Edkiem nawet dobrymi znajomymi.Mieszka w Niemczech z zona i dwojka dzieci.Przy okazji pogrzebu ojca troche porozmawialismy z soba.Elzbieta konkubina mego ojca zmarla juz wczesniej.Bardzo cierpiala.Byla chora na SM duzo lat.Takie to historie rodzinnesie plota w naszym zyciu.Wspomnienia wracaja i odchodza.My za to trwamy i oby w jak naj lepszym zdrowiu czego wszystkim tez zycze.Hala cdn.

sobota, 18 czerwca 2011

Moj swiat-jaki jest............

Jaki to on jest ten "moj swiat"?????Sama nie wiem?Lapie sie czesto na tym iz,nie bardzo moglabym zdefiniowac moje miejsce w otaczajacym mnie swiecie.Mysle jednak ze,porownanie z wielkim mrowiskiem i mala mrowka byloby dosyc trafne.Moj swiat to cztery sciany domu w ktorym mieszkam,to moj pokoj ktory bardzo rzadko opuszczam.Takze to wszystko co widze ze swoich okien.Widac duzo.Piekne stare lipy i deby.Pola ktorych juz nikt nie uprawia,bo nie warto sie trudzic.Unia i tak zaplaci doplaty bezposrednie.Cale wielkie polacie pol kiedys uprawne pomalu zamieniaja sie w step.Hasaja po nich zajace szaraki,spaceruja do stojne koguty bazantow i ich towarzyszki zycia male szare kurki.Czasem mozna zobaczyc bociana szybujacego nad sztucznym calorocznym bocianem zamieszkujacym na pieknym swierku rosnacym przed domem naszego sasiada pana W.W tym calym widoku urzekaja jednak najbardziej biale brzozy,dlugie smukle,dostojne damy.Sa jak panny na wydaniu w bialych sukniach.Bardzo lubie sie do tych brzoz przytulac.Czuje ich dobroczynne dzialanie..Pieknie pachnace o tej porze lipy umilaja nam wieczory na malym balkonie.U naszego przemilego sasiada rosnie jasmin .Jest to stary egzemplarz-jeszcze z tych bosko pachnacych/bo teraz to juz wogole nie pachna/.Slicznie wygladaja tez wierzbyhadera najpierw sa zielone potem biale ,i na koncu rozowe.Sa bardzo urokliwe.Nasz sasiad  to wielki milosnik kwiatow.Juz od wczesnej wiosny,ubrany w kowbojski kapelusz.sadzi,kosi,pieli podlewa.Jego maly domek przypomina nam chatke z bajki.Jak go widzimy na podworku to dla nas znak ze nalezy brac sie do roboty.Ten nasz sasiad to bardzo pracowity czlowiek.Jest dla nas przykladem jak nawet w starszym wieku nalezy zyc.Nie mozna gnusniec i czekac na rychla smierc.Ma ciezkie zycie gdyz zmaga sie z ciezka choroba alkoholowa swego doroslego syna.Syn zdolny bardzo taka "zlota raczka".Bylby wspaniala podpora dla swego ojca a tymczasem to ojciec musi byc jego pogotowiem ratunkowym.Bardzo mi przykro ze taki fajny facet ciagle sie stacza  coraz nizej.Byl na zamknietym leczeniu przez dwa miesiace a niedlugo potem znowu poplynal.Patrzac na niego watpie jaki jest sens wydawania przez nasze panstwo takich milionow na leczenie uzaleznionych.Gdzies czytalam ze sklonnosc do alkoholu jest spowodowana jakims bledem genetycznym wystepujacym dziedzicznie.Podobno to badacze amerykanscy do takich wnioskow doszli.Mysle ze genetyka jako galaz nauki powinna sie tym szerzej zajac.Wtedy leczenie byloby bardziej efektywne.Poki co-mamy coraz wiecej mlodych ludzi ktorzy regularnie pija.Ilu z nich w przyszlosci siegnie dna nie wiadomo?Oby jak najmniej.Jest jeszcze moj swiat ten z przeczytanych ksiazek,obejrzanych filmow ,internetu,poznanych nowych ludzi i faktow.Ale nadrzedna wartosc mojego swiata stanowi moja rodzina.To jest najwazniejszy z mych swiatow.Hala cdn.